Od Vincenta van Gogha po artystyczny biznes. Student podbija rynek eleganckiej odzieży

Z miłości do elegancji i sztuki, tak w skrócie można opisać biznes prowadzony przez Łukasza Kołodziejczyka. Student z Wrocławia współpracuje z włoską manufakturą i tworzy artystyczne poszetki i szale. – Zawsze marzyłem o szalu z ”Pocałunkiem” Klimta – mówi Łukasz Kołodziejczyk, założyciel BelleArt.

Fot. Belleart

Bartłomiej Godziszewski: Skąd wziął się pomysł na taki biznes?

Łukasz Kołodziejczyk: Idea stojąca za BelleArt to wypadkowa moich dwóch pasji: zamiłowania do sztuki i klasycznej elegancji. Sztuką pasjonowałem się odkąd tylko pamiętam, przy czym zawsze starałem się popularyzować tę dziedzinę działalności człowieka. Klasyczną elegancją zacząłem się interesować dopiero po liceum, wtedy też zapragnąłem połączyć te dwa elementy, zależało mi na tym, aby umożliwić ludziom wyrażanie się poprzez sztukę. Wybór padł na malarstwo, ponieważ w moim odczuciu ze wszystkich sposobów ekspresji ta forma wyrazu artystycznego jest najbardziej enigmatyczna, ponadto zawsze uważałem, że zwykle, widywane powszechnie wzory eleganckich dodatków do odzieży są nudne, odtwórcze i monotonne, brak im kolorów oraz motywu przewodniego. Miałem nieodparte wrażenie, że lukę tę doskonale wypełnia malarstwo, które dzięki niewyczerpanemu bogactwu motywów kultury pozwala nam odnaleźć i wyrazić ’wewnętrzne ja’ – a przy tym wszystkim świetnie się prezentuje jako dodatek nadający odzieży motywu przewodniego. Jako formę wybrałem dodatki do odzieży właśnie, szale i poszetki, ponieważ uważam, że nachalne podkreślanie swoich zamiłowań odbiera pasjom część magii i wyjątkowości. Cóż, poza tym zawsze marzyłem o szalu z ”Pocałunkiem” Klimta.

Z tego, co wiem to zaczynał Pan w trakcie studiów. Jak wyglądały początki?

BelleArt prowadzę od października 2018 roku, przy czym ze sprzedażą wystartowaliśmy dopiero szóstego grudnia minionego roku. Faktycznie, firmę założyłem podczas trzeciego roku studiów, jednak z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że gdyby nie te studia, to BelleArt w dniu dzisiejszym prawdopodobnie istniałoby wyłącznie w mojej głowie. Dzięki inicjatywie Biznesowy Indywidualny Program Studiów (BIPS), stworzonej dla studentów Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, mogłem poznać Mentora biznesowego, który przeprowadził mnie przez cały proces działalności gospodarczej – od wypracowania we mnie odpowiedniego podejścia do biznesu, przez rozpoczęcie działalności, stronę techniczną i jakościową, aż po konkretny długoterminowy plan budowania marki i wartości wewnętrznej. Tomek, mój Mentor, był osobą, która po wysłuchaniu pomysłu powiedziała ”ok Łukasz, to może się udać, spróbujmy”. No i spróbowaliśmy, choć dopięcie większości szczegółów zajęło nam kolejne sześć miesięcy.

Czy uważa Pan, że okres studiów to idealny czas na biznes?

To zależy. Niestety ja zawsze miałem problem z podejmowaniem zbyt dużej liczby aktywności – jeszcze przed pierwszym rokiem akademickim zdecydowałem się na stacjonarne studiowanie dwóch kierunków: Prawa (Uniwersytet Wrocławski) oraz Analityki Gospodarczej (Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu). Dodatkowo przez cały ten czas prowadziłem Fundację, po roku założyłem Koło Naukowe i zaaplikowałem do programu BIPS, co maksymalnie zredukowało ilość wolnego czasu, którą miałem. Uważam jednak, że szczęściu trzeba pomóc, a okazje należy wykorzystywać, więc gdy tylko mogłem skorzystać z pomocy praktyka biznesowego z dużym stażem, mojego Mentora Tomka, po prostu to zrobiłem. Przez dwa poprzednie lata uczyłem się zarządzania swoim czasem i zasobami, więc gdy nadarzyła się wyjątkowa okazja zrealizowania projektu, który planowałem od wielu lat, zrobiłem szybki rachunek środków, możliwości fizycznych i czasowych, zredukowałem pozostałe czynniki obciążające moje zasoby, zmieniłem trochę układ priorytetów w moim życiu i zająłem się projektowaniem szali i poszetek. Gdybym mógł cofnąć czas, to… zrobiłbym to samo. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że nic tak bardzo nie rozwija jak własna działalność gospodarcza. Oczywiście nie twierdzę, że każdy powinien podejmować pierwsze próby działalności w tak młodym wieku, jednak szczerze zachęcam do tego każdego, kto ma na własną działalność pomysł – i tu istotne, pomysł wykonalny.

Niestety, ale o ile biznes ubezpieczeniowy, bankowy, informatyczny czy przemysłowa produkcja ogniw litowo– jonowych, inwerterów do fotowoltaiki lub półprzewodników brzmią świetnie, o tyle mało kto dysponuje w młodym wieku kapitałem pozwalającym na rozpoczęcie takiego biznesu. Co ważne, nawet kapitał czy idealny pomysł nie dają żadnej gwarancji sukcesu – rynek ma w zwyczaju weryfikować każdy pomysł, a odbiorcy są w dzisiejszych czasach dość wybredni, dlatego nie ma uniwersalnej recepty na sukces – nieważne jak ciekawy byłby pomysł na biznes. Zdecydowanie nie polecam podejmowania tylu aktywności w tak młodym wieku, jednak muszę przyznać, że jeśli miałbym wybrać tę aktywność, która sprawiała mi najwięcej satysfakcji oraz najwięcej mnie nauczyła, wskazałbym prowadzenie BelleArt. Mam wrażenie, że mimo wszystko warto trochę poczekać. Współczesne czasy są jednocześnie najlepsze i najgorsze pod względem atrakcyjności prowadzenia działalności gospodarczej – internetyzacja, informatyzacja oraz globalizacja handlu niemal zlikwidowały ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej i zwykłej wymianie dóbr, dlatego kreatywne osoby mogą dowolnie kształtować swoją rzeczywistość i podejmować liczne próby rozwiązywania problemów ludzi (bo przecież to jest podstawą funkcjonowania każdego start–upu), usprawniania procesów lub zwykłego konkurowania z innymi przedsiębiorstwami. Zmieniony model finansowania działalności niemal zredukował ogromne wymagania kapitałowe, jednakże dowolność prowadzenia działalności bardzo silnie ogranicza rozwinięta konkurencja, zawiłość regulacji legislacyjnych oraz podatkowych, często wysokie koszty wejścia do określonej branży oraz niespotykana dotąd dynamika rynków.

Fot. Belleart

Każda próba stworzenia biznesu, nawet nieudana, czegoś nas nauczy, więc póki nie wydajemy na to wszystkich oszczędności rodzinnych, a bilans wiedzy jest pozytywny, warto próbować. Warren Buffett mówił, że w młodym wieku trzeba inwestować przede wszystkim w siebie – własny biznes to nic innego, jak właśnie taka inwestycja. Nie wierzę w teorię dziesięciu tysięcy godzin, ale wiem, że bardzo trudno uczyć się na błędach innych ludzi. Podczas pierwszej działalności często popełnia się bardzo dużo błędów, ale każdy z nich nas doświadcza, więc jeśli tylko będziemy wyciągali wnioski, wszystko powinno zaprocentować. Jeśli nie w najbliższej, to w dalszej przyszłości. Jeżeli miałbym jednym zdaniem odpowiedzieć na postawione pytanie, odparłbym, że jeśli masz obiektywnie ciekawy i rentowny pomysł, niezwyciężoną potrzebę i determinację realizowania go, odpowiednie środki (dziś raczej nie jest to już problemem, jednak mam wrażenie, że wyprzedaż udziałów na samym początku działalności nie jest do końca dobrą decyzją – lepiej poczekać z tym do czasu, gdy będzie się miało gotowy produkt i odbiorców) oraz kogoś, kto mógłby Ci z owym biznesem uczciwie, szczerze i aktywnie pomóc, to jak najbardziej – w dzisiejszych czasach czekanie raczej zmniejsza prawdopodobieństwo sukcesu, porady o wstrzemięźliwości przestały być aktualne już gdy Talleyrand doradzał Napoleonowi. Warto jednak wykazać gotowość do ograniczenia pozostałych aktywności do minimum, nawet w tak drastyczny sposób, w jaki zrobił to Mark Zuckerberg czy Bill Gates – oczywiście tylko w ostateczności, gdy biznes faktycznie okaże się strzałem w dziesiątkę. Gdy brakuje któregokolwiek z powyższych czynników, z działalnością gospodarczą lepiej się wstrzymać.

Ze swoich doświadczeń zdecydowanie mogę powiedzieć, że łączenie dwóch obszernych i dość trudnych kierunków studiów, aktywności charytatywnych oraz naukowych z działalnością gospodarczą jest bardzo złym pomysłem. Im więcej czasu poświęcisz na dopracowanie pomysłu i jego realizację, tym większa będzie szansa na sukces. I co najważniejsze – szeroka wiedza zawsze się w tym wypadku przydaje, a tę nabywa się właśnie podczas podążania ścieżką edukacji. Odnoszę wrażenie, że na rynku nie brakuje ludzi próbujących nadużyć nasze zaufanie, a jedyną formą obrony przed takimi osobnikami jest szerokie wykształcenie.

Skąd czerpie Pan inspiracje?

Inspiracje czerpię przede wszystkim z samej sztuki, przede wszystkim z malarstwa, choć również z poezji i literatury pięknej. Aby tworzyć, nawet rzeczy tak, wydawałoby się, nieskomplikowane jak jedwabne poszetki czy szale, potrzebna jest pewna doza wrażliwości i otwartości na piękno, a także znajomość różnych kanonów estetycznych i wyczucie dobrego smaku, które w moim odczuciu nabywa się proporcjonalnie do świadomości kształtowanej przez znajomość różnorodnych tekstów kultury stworzonych przez naszą cywilizację.

Jak wygląda współpraca z włoską manufakturą?

Włoska manufaktura w całości wykonuje dla nas poszetki i szale, choć Włosi w relacjach modowych są o tyle specyficzni, że potrzebowaliśmy wsparcia kontaktowego ze strony zaprzyjaźnionego warsztatu w Polsce. Minusami takiej współpracy są na pewno długi czas oczekiwania na wykonanie zamówienia oraz bardzo wysokie koszty, w porównaniu do produkcji polskiej. Większość przedsiębiorstw stara się korzystać z eksportowej konkurencyjności złotówki, a więc produkować w Polsce i sprzedawać za zachodnią granicą, jednak my, trochę na przekór, zdecydowaliśmy się na zabieg odwrotny. Metka ”Made in Italy” jest dziś wręcz kultura i towarzyszy każdemu ekskluzywnemu produktowi w świecie mody nie bez przyczyny – jest ona świadectwem najwyższej światowej jakości, przynajmniej w świecie odzieży i ekskluzywnych dodatków. Proszę mi wierzyć, jakość wykonania oraz materiału zdecydowanie warta jest wyrzeczeń, a efekt końcowy powala, szczególnie przy obserwowaniu mieniącego się odcieniami złota jedwabiu. W tym przekonaniu utwierdził mnie mój pogląd, że wysoki przekaz powinien iść w parze z wysoką formą, właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na podjęcie współpracy z włoskim zakładem krawieckim.

Fot. Belleart

Co jest bestsellerem w pańskiej ofercie?

Najlepiej sprzedają się szale i poszetki z motywami obrazów Vincenta van Gogha (”Gwiaździsta Noc” oraz ”Gwiaździsta Noc nad Rodanem”) oraz Gustava Klimta (”Pocałunek” oraz pierwszy portret ”Adele Bloch–Bauer”). Wydaje mi się, że jest to związane z popularnością i uznaniem, na które ci wybitni artyści zapracowali. Ich prace bez wątpienia są przełomowe, a postmodernizm słusznie przyprawił im łatkę kultowych – nie dziwię się, że klienci BelleArt gustują akurat w tych produktach. Secesyjny przepych i symbolika złotego okresu w malarstwie Klimta oraz postimpresjonistyczny styl puentylistyczny Vincenta van Gogha to zjawiska nieustannie przewijające się we współczesnych tekstach kultury, obrazy tworzone przez tych artystów są barwne i sprawiają wrażenie pełnych życia, co w połączeniu z refleksyjną tematyką tworzy niemal idealny wyraz ekspresji – te obrazy po prostu imponują. Pozostaje nam cieszyć się, że tak wielki artysta jak Vincent van Gogh zyskał powszechne uznanie. Jaka szkoda, że nie mógł doświadczyć tego osobiście.

Jak wiele osób z Panem współpracuje?

Na dzień dzisiejszy współpracujemy z dwoma sklepami dystrybuującymi nasze szale i poszetki, choć obecnie prowadzimy rozmowy z kilkoma innymi markami. Bardzo zależy mi na szerokiej sieci dystrybucji – jest to niezbędne w procesie budowania marki, dlatego sukcesywnie ją tworzymy. Staramy się działać ostrożnie, nie zależy nam na gwałtownej ekspansji kosztem jakości czy satysfakcji klienta. Moją taktyką jest długoterminowe budowanie wartości, choć oczywiście taktykę tę będziemy na bieżąco weryfikowali, bo w tak dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości jest to jednak niepopularne podejście. Mamy nadzieję, że niebawem światło dzienne ujrzy także nasza współpraca z blogerami i influencerami, ale wszystko w swoim czasie.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Czy pańskie produkty sprzedawane są również poza granicami kraju?

Na dzień dzisiejszy nie, ale najprawdopodobniej zmieni się już w październiku, przy odrobinie szczęścia być może nawet we wrześniu, ponieważ działania mające na celu ekspansję zagraniczną podjęliśmy już kilka miesięcy temu.

Jakie ma Pan plany na najbliższą przyszłość?

Przede wszystkim ekspansję zagraniczną oraz rozszerzenie sieci dystrybucji BelleArt. Chcemy podjąć współpracę z większą liczbą sklepów i influencerów. Trafienie do klienta jest dla nas na tym etapie najważniejsze – jest to druga najważniejsza rzecz zaraz po jakości produktu, którą już dopracowaliśmy. Jeśli chodzi o plany produktowe, to chcemy wprowadzić nowe wzory i docelowo, w przyszłym roku, nowe produkty, między innymi damskie okrycie plażowe. Zdecydowanie ciekawsze są plany na dalszą przyszłość, jednak tych, póki co, nie chcę zdradzać. Przede wszystkim chcemy skupić się na dostarczeniu naszym klientom produktu spełniającego ich potrzeby jakościowe i estetyczne.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

Pepe

18 września 2019 Odpowiedz

Ale marynartkę ma za małą

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*