Zaczynały od chałupniczej pracy. Polki sprzedają poduszki na cały świat

Jak same przyznają ich biznes rozwijał się drobnymi kroczkami od pracy chałupniczej dwóch osób. Ich ręcznie szyte poduszki leżą na kanapach w TVP 2, występują w serialach, a od niedawna znajdą się w ofercie dużej sieci salonów meblowych BRW. Swoje produkty wysłały do najdalszych zakątków na świecie. – To cudowne uczucie, gdy przychodzi powiadomienie z Instagrama z oznaczeniem naszego produktu w Hongkongu lub w Singapurze. Wiemy wtedy, że jest po co działać – mówi Monika Sielicka, marketing & sales manager marki Wood’n’Wool.

Fot. materiały prasowe

Grzegorz Marynowicz: Jak zrodził się pomysł, by zarabiać na poduszkach?

Joanna Jurczak: Tak naprawdę poduszki same się wyrwały na pierwszy plan. Na początku tworzyłyśmy z drewna rozmaite stołeczki, półki dla dzieci a w tle, aby dobrze sprzedać wspomniane produkty, były dekoracje w postaci poduszek supłów, które zwinęłyśmy dnia poprzedniego (hi hi). Bardzo szybko okazało się, że jest dużo większe zainteresowanie poduszkami niż drewnianymi elementami. I tak poduszki zdominowały naszą sprzedaż.

Czym Wasze produkty się wyróżniają na rynku? Wydaje się, że poduszki jak poduszki 🙂

Nie każdy facet z widłami to Neptun 😉 Nasze poduszki cechuje niezwykła dbałość o detal i jakość, za którą możemy ręczyć. Jest to produkt dla wymagającego Klienta, który ceni ręczne wykonanie, nowoczesny design i komfort użytkowania. Myślę, że dużo robi właśnie design. Poduszka supeł to dość młody trend; nie mniej jednak mocny trend. Same jesteśmy mamami i wiemy, że dobry produkt to taki, który wrzuca się do pralki i wychodzi jak nowy. Każdy nasz produkt z bawełny od poduszki po ochraniacze do łóżeczek można prać w pralce. Nie ma mowy o deformacji czy ubytku jakości. Każdy surowiec do wykonania produktów Wood’n’Wool jest certyfikowany. Nasze poduszki będą zawsze tak samo miękkie, wypełnienie pozostanie elastyczne, nie ubije się ani nie zbryli po praniu. Dowodem na to są regularne zamówienia z placówek publicznych jak przedszkola czy świetlice. Nasze siedziska czy poduszki są tam eksploatowane bez limitu i po prostu zdają egzamin.

Ile kapitału wymagało uruchomienie biznesu? Na co był potrzebny?

Trzeba przyznać, że ten biznes rozwijał się drobnymi kroczkami od pracy chałupniczej 2 osób. Nie ukrywam, że początkowo firma pochłaniała większość budżetu domowego. Było trudno, ale wiara w produkt i apetyt na sukces był silniejszy. Nie można zapominać o ciężkiej pracy własnej i wsparciu rodziny. Jesteśmy przykładem firmy, której udało się wystartować bez dofinansowania z Unii czy kredytów dla firm. Teraz jest czas, gdy staramy się o dofinansowania przy większych projektach exportowych.

Wasze poduszki goszczą znane gwiazdy na kanapach w telewizji śniadaniowej TVP. Występują także w serialach. Jak się tam znalazły?

Tak naprawdę to wynik szczęścia, determinacji, ciekawych spotkań z fajnymi ludźmi, którzy zakochali się w naszych poduszkach. Nie udałoby się to bez osób z naszego teamu, które działają w branży marketingowej od lat i wiedzą jak dotrzeć do mediów.

Jak wygląda sama produkcja? Gdzie się odbywa?

Od 8 do 16 nasz pracowity babski team wypełnia, zwija, zaszywa, doszywa …. I tak każdego dnia:) Sukces jest wynikiem pracy całego zespołu. Nasza pracownia mieści się pod Warszawą, czyli w logistycznym sercu Polski. Na co dzień panuje tu rodzinna atmosfera, ufamy sobie i dbamy o relacje. Brzmi idealnie – prawda…? Ale według nas to jest clue dobrego biznesu. Ludzie – na których można liczyć i którzy dobrze zaopiekowani dadzą z siebie wszystko. Taki nowy model motywacji ;p

Jakimi sposobami docieracie do klientów? Facebook, Google a może jeszcze coś innego?

Social media zdominowały rynek. Instagram, Facebook to podstawa. Wydarzenia branżowe, targi wnętrzarskie – to nasze stałe punkty w kalendarzu. Najbardziej nas cieszy jednak gdy klienci powracają i polecają sobie nawzajem nasze produkty.

Wiem, że sprzedajecie także poza Polską. Do jakich krajów wysłaliście Wasze poduszki?

Głównymi naszymi odbiorcami hurtowymi jest Skandynawia, Estonia, Szwajcaria, Czechy oraz Słowacja.

Natomiast detaliczny produkt wysyłałyśmy już chyba do każdego zakątka na świecie. To cudowne uczucie, gdy przychodzi powiadomienie z Instagrama z oznaczeniem naszego produktu w Hongkongu lub w Singapurze. Wiemy wtedy, że jest po co działać.

O ile wiem poduszki wylądowały nawet w Tajwanie. Opowiedzcie coś więcej o tym.

Efektem dobrze prowadzonego profilu na Instagramie jest właśnie ta współpraca. Zdjęcia aranżacyjne „zrobiły robotę”. Na początku było trudno zdobyć zaufanie wymagającego klienta na Tajwanie, ale z kolejnymi dostawami tylko potwierdziła się nasza jakość i terminowość. Produkty ręcznie robione z Europy SA tam bardzo doceniane.

Od niedawna poduszki są także dostępne w sieci meblarskiej BRW. Trudno było się tam dostać?

Trudno. To rok negocjacji i wielu spotkań. Nasze produkty były testowane pod względem konkurencji, stosunku jakości do ceny itd. Był stres. Jakby dziecko zdawało maturę. Finał był jednak owocny. Na ten moment współpracujemy już razem od ponad pół roku i obie strony są zadowolone z perspektywami na dłużej i więcej. Współpraca z takim gigantem w branży to dla nas duże doświadczenie, ale i argument w negocjacjach z innymi partnerami handlowymi.

Szyte ręcznie poduszki to towar kosztowny a przecież sieci nie płacą z góry. Nie obawiacie się tej współpracy?

Już to za nami. Uff…. Udało nam się zachować płynność finansową przy pierwszym zamówieniu, choć było to trudne. To nie są łatwe tematy zwłaszcza dla małych firm. Ale nie da się mieś ciastka i zjeść ciastko. Tu zdecydowanie musiałyśmy wykazać się cierpliwością, ale i ostrożnością w inwestowaniu.

Ile poduszek do tej pory sprzedaliście? Do ilu krajów? Ile osób przy tym pracuje?

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wyznaczamy sobie ambitne cele, bo ambitne dziewczyny z nas i straaaaasznie pracowite. Krajów nie liczyłyśmy, ale na pewno Australia i Grenladia nie są na tej liście. Nasz zespół to 4 osoby, ale posiłkujemy się ekipą do zadań specjalnych. Na ten moment nie boimy się żadnej ilości, jeśli chodzi o zamówienia. Każdą poduszkę sprzedaną w ilości jednej sztuki na Dzień Matki szyjemy dokładnie tak samo, jak 499 poduszkę do BRW. Przechodzą dokładnie te same testy jakości, bo każdy Klient jest dla nas tak samo wartościowy.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

Mocarzu

16 października 2019 Odpowiedz

Panie Grzegorzu – eksport a nie export i artykuł czy wywiad tym się różni od nagrania na jutjubie że jest wystylizowany do języka w którym go przeprowadzono (także stylistycznie, hihi…)…

Avatar

Jagoda

19 października 2019 Odpowiedz

Bardzo ładne, ja uwielbiam ręcznie robione poduszki, mam kilka u siebie w domu z fb pracownia sznurka. Są bardzo ładne a do tego wygodne i miękkie w dotyku. Podziwiam innych za takie manualne zdolności.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*