Crowdfunding bez tajemnic. Jak zebrać pieniądze na swój pomysł?

Dziś będzie nieco o Beethovenie, ekstrawaganckim połączeniu mydła i bekonu, a także o wielkich pieniądzach. Zacznijmy jednak od samej definicji. Wyjaśnienie terminu crowdfunding brzmi: finansowanie społecznościowe. Oznacza to dokładnie tyle, iż my, czyli przedsiębiorcy, dajemy pomysł na produkt, usługę, wydarzenie, przedsięwzięcie czy cokolwiek tylko zapragniemy, a ludzie, którym dana idea się podoba, łożą na ten cel pieniądze. W tekście skupię się zatem na tym niestandardowym i wcale nie tak nowoczesnym sposobie pozyskiwania kapitału, jakby się mogło wydawać.

Crowdfunding receptą na brak kapitału

Ach, ten Beethoven!

Nie będzie chyba dla nikogo wielkim zaskoczeniem, że crowdfunding odbywa się głównie przez Internet, o czym jeszcze napiszę dokładniej w dalszej części artykułu. I pisząc „głównie”, mam na myśli około 99,9% środków pozyskanych od kibicujących nam „inwestorów”. Jednak początki tego zjawiska sięgają aż osiemnastego wieku, kiedy to o Internecie nikt nawet nie marzył. Jak więc wtedy radzono sobie ze zbiórkami pieniędzy na swoje cele?

Jak wiadomo, ludzie, jeśli chodzi o pozyskiwanie pieniędzy, potrafią być bardzo kreatywni. Kreatywni są również, a przynajmniej powinni być, kompozytorzy i generalnie muzycy. I właśnie na styku przedsiębiorczości i talentu zrodziło się finansowanie publiczne. Twórcy utworów muzycznych szukali chętnych na zakup swego dzieła, a gdy zebrali wystarczającą liczbę subskrybentów, gwarantującą dochodowość całego przedsięwzięcia, decydowali się na jego druk. Z tej metody na początku swojej kariery korzystał sam Ludwig van Beethoven!

Istna klęska urodzaju

Dziś mamy specjalne platformy do crowdfundingu, wspierane przez liczne media społecznościowe, blogi, a czasami również radio czy telewizję. Prym na świecie, jeśli chodzi o owe platformy, wiedzie Kickstarter. W Polsce natomiast największym portalem jest www.polakpotrafi.pl. Jako że crowdfunding zyskuje coraz to większą popularność, powstaje mnóstwo nowych struktur, z których możemy pozyskać kapitał, a samo założenie takowego portalu jest już samo w sobie dobrym pomysłem na biznes.

Res publica

Ktoś mógłby zapytać: „Zaraz, zaraz, a co ze zbiórkami publicznymi? Czy to to samo pojęcie, któremu ktoś postanowił nadać bardziej marketingową nazwę czy też jest między nimi jakaś różnica? A jeśli tak, to jaka?”. Jako że ta kwestia jest niezmiernie istotna, wyjaśnijmy ją sobie od razu.

W przypadku zbiórek publicznych mamy do czynienia z darowizną, czyli dobrowolnym, bezzwrotnym świadczeniem na rzecz darczyńcobiorcy. Darczyńca nie oczekuje i nie dostaje niczego w zamian. Natomiast w finansowaniu społecznościowym osoby łożące na dane przedsięwzięcie dostają pewnego rodzaju wynagrodzenie, które przybierać może przeróżne formy – od otrzymania finansowanego produktu lub usługi do udziałów w projekcie. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy owo wynagrodzenie jest symboliczne, stąd też granica między tymi dwoma pojęciami bywa bardzo płynna.

Czy to rzeczywiście działa?

Wpadamy na świetną inicjatywę, wręcz rewolucyjny pomysł, który usprawni działanie świata, a nam zagwarantuje miejsce na kartach historii obok takich gigantów wynalazczości, jak Aleksander Graham Bell czy bracia Wright. Ewentualnie prosimy o sfinansowanie mydła o zapachu, powiedzmy, bekonu. W drugim przypadku mamy zapewne nieco mniejsze szanse na sukces, ale pytanie brzmi: czy ktoś w ogóle zdecyduje się nam pomóc? A jeśli nawet, to ile pieniędzy możemy uzbierać?

Okazuje się, iż ludzie bardzo chętnie dofinansowują projekty, i to przeróżnej maści. Wspomniane wyżej mydło zostało dofinansowane przez 42 osoby, co pozwoliło uzyskać oczekiwany rezultat, czyli około 1900 dolarów. A pomysł ten nie jest najbardziej, eufemistycznie mówiąc, ekscentrycznym, który osiągnął sukces, jednak nie będziemy się dalej zagłębiać w ten temat. Bardziej interesującym faktem jest to, iż najwyższa kwota, jaką udało się zebrać dzięki crowdfundingowi wyniosła, uwaga!, 10 266 845 dolarów. Proszę nie regulować jasności ekranów, przedstawiona suma jest jak najbardziej prawidłowa. Rekordzistą okazał się Smartwatch Pebble, czyli niezwykle inteligentny zegarek. Projekt wsparło prawie 70 tys. osób.

Jak stworzyć projekt?

Jak widać, gra warta jest świeczki. W tej chwili powinniście się zastanawiać, co możecie wystawić na takową zbiórkę, i jak dokładnie to zrobić. Ja niestety mogę pomóc tylko w tej drugiej kwestii. A zatem, krok pierwszy to przygotowanie projektu. Podstawowe elementy każdego konceptu to:

• Tytuł – krótki, chwytliwy, który zaciekawi i zainteresuje potencjalnych inwestorów,
• Opis – prezentacja projektu, sposób realizacji, zdjęcia lub wizualizacje,
• Cel finansowy – kwota potrzebna do realizacji pomysłu,
• Nagrody – wynagrodzenie dla wspierających projekt, gdy ten zakończy się sukcesem.

Kolejnym krokiem jest promocja. Oczywiście, rozwiązaniem, które nasuwa się na myśl jako pierwsze, są media społecznościowe, i jest to słuszny trop. Jednak należy również spojrzeć, w jaki sposób promowane były projekty, które osiągnęły spektakularny sukces, oraz jaką metodą posłużyli się pomysłodawcy idei podobnych do naszych. Gdy zaczniemy surfować po platformach crowdfundingowych, przekonamy się, iż inicjatyw było mnóstwo, a nasz koncept przynajmniej częściowo przypomina jakiś już zrealizowany. Specyfika projektu wpływa na sposób jego promocji, dlatego nie ma jednego uniwersalnego środka.

Ciemna strona finansowania społecznościowego

Skoro po przeczytaniu tego artykułu crowdfunding nie ma mieć przed wami żadnych tajemnic, należy poruszyć w nim te nieco mniej przyjazne, choć nie tak znowu straszne, kwestie. Pierwsza z nich to opłaty. Niemal każdy portal zajmujący się finansowaniem społecznościowym pobiera prowizję od projektu, jednak jej koszt uwzględniamy w kwocie, którą chcemy zebrać. Nie płacimy z własnej kieszeni, po prostu musimy uzbierać trochę więcej. Druga „zasadzka” polega na tym, iż jeśli w określonym czasie, na jaki przewidziany jest nasz projekt, nie uzbieramy sumy, którą sobie założyliśmy, wszystkie zebrane dotychczas środki powrócą do darczyńców. Nie ma mowy, by na pocieszenie, że nie uzbieraliśmy żądanych 60 tys. zł, kupić sobie za otrzymane, powiedzmy 30 tys. zł, jakieś ekskluzywne auto, w którym za kostkę zapachową służy mydło o aromacie bekonu, gdzie dużo przyjemniej by nam się opłakiwało porażkę naszego projektu.

Vox populi

W większości krajów na świecie crowdfunding nie jest jeszcze prawnie uregulowany, jednak powoli pojawiają się pewne działania, dążące do jego prawnego unormowania, jak np. ustawa byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy. W Polsce były Minister Administracji i Cyfryzacji Michał Boni zapowiedział prace nad tym zagadnieniem, na których wymierny efekt nadal czekamy. Tymczasem zachęcam do dzielenia się ze światem swoimi pomysłami. W najgorszym przypadku będziemy o jedną porażkę bliżej sukcesu. W najlepszym – lud wyrazi swoje uznanie, obdarowując nas wsparciem, zarówno ustnym, jak i materialnym.

Przeczytaj także: Wszystko o crowdfundingu  w jednym miejscu

Maciej Kalbarczyk

Komentarze

Martyna

15 kwietnia 2017 Odpowiedz

Crowdfunding ma przyszlosc. Zainteresowanym polecam zajrzec na stronke http://pieniadzenastartup.pl i przeczytac ten ebook. Wiedza godna uwagi 😉

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*