Koledzy Justyny Kowalczyk biegiem po 150 tys. zł dzięki crowdfundingowi

Crowdfunding to sposób na sfinansowanie pasji amatorów, ale sięgają po niego także zawodowi sportowcy. Czwórka biegaczy narciarskich z kadry narodowej liczy na 150 tys. zł, bo po drodze na igrzyska chce mieszkać i trenować w Norwegii.

Czwórka kolegów Justyny Kowalczyk organizuje zbiórkę społecznościową

Według Ministerstwa Sportu i Turystyki, wydatki publiczne na sport wynoszą 4,6 mld zł (dane za 2015 r.), z tego większość (ponad 90%) wykładają jednostki samorządu terytorialnego. Z własnej kieszeni wydajemy średnio 1017 zł i o ile koszty rekreacji bądź amatorskiego uprawiania sportu uwarunkowane są własnymi upodobaniami, o tyle w kwestio sportu wyczynowego nie jest już tak łatwo. Stąd liczne apele zawodników o wsparcie finansowania obozów, zawodów czy wypraw.

Biegówkowe reality show

Budżet roczny Polskiego Związku Narciarskiego to kilkanaście milionów złotych. Ale to wciąż za mało, by wystarczyło na sfinansowanie takich przygotowań, o jakich marzą narciarze alpejczycy czy biegacze. Maciej Bydliński, najlepszy w ostatnich latach polski alpejczyk, w 2015 r. zebrał prawie 50 tys. zł na obozy i starty. Na 150 tys. zł liczą czterej biegacze – Maciej Staręga, Paweł Klisz, Dominik Bury i Jan Antolec – którzy na jednej z platform crowdfundingowych zbierać będą pieniądze na czteromiesięczny pobyt w norweskim Lillehammer, gdzie będą budować formę na przyszłoroczne igrzyska w koreańskim Pjongczangu.

– Duża część funduszy będzie przeznaczona na opłacenie norweskiego trenera-konsultanta. Żywność to też spory wydatek, szczególnie dla sportowca, który musi dbać o odpowiednią dietę. Do tego wszystkiego dojdą opłaty za transport, mieszkanie i jakiś dodatkowy sprzęt – mówi Maciej Staręga, który z czwórki kadrowiczów ma najlepsze wyniki. W tegorocznych mistrzostwach świata w Lahti w swojej koronnej konkurencji – sprincie stylem dowolnym – zajął 8. miejsce. Związek narciarski obiecał pomoc finansową, udostępni też samochody, ale o resztę postarać się muszą zawodnicy.

– Mimo że mamy zapewnione szkolenie przez PZN, to chcemy pójść krok dalej – dodaje Maciej Staręga, który liczy, że w wyścigu o pieniądze pomoże obietnica męskiego reality show w mediach społecznościowych.

– Każdego dnia chcemy zdawać jakieś relacje z tego, jak tam trenujemy, żyjemy, odpoczywamy i się organizujemy. Blogi, fotorelacje z ciekawych miejsc, krótkie filmiki nie tylko z treningów, ale równieżi z różnych sytuacji życiowych. Wszystko to nie dlatego, że chcemy zrobić z siebie gwiazdy. Przewodnią myślą projektu jest pokazanie młodym ludziom, jak fajnym i ciekawym sportem są biegi narciarskie, a także jak dzięki pomysłom i zaangażowaniu można spełniać swoje marzenia. Wyróżniamy się jeszcze jedną rzeczą. Wiele zbiórek organizowanych jest na zasadzie takiego trochę współczucia. Na przykład ktoś ma ciężką sytuację życiową czy materialną i nie jest w stanie sam sfinansować swojego projektu, który często jest dla niego ostatnią deską ratunku. U nas fundatorzy będą mogli zainwestować w ludzi, którzy przez swój projekt chcą się odwdzięczyć radością i pozytywną energią z tego co robią każdego dnia – mówi Maciej Staręga.

Nie tylko profi

Ze społecznego finansowania korzystają nie tylko zawodowi sportowcy. Sylwia Bajek, studentka architektury, zbiera pieniądze na swoje wyprawy wspinaczkowe, a Karolina Ruta chce wziąć udział w Mistrzostwach Świata Amatorów w Kolarstwie Szosowym. Są i bardziej wyszukane pomysły, jak np. wsparcie Rycerskiej Kadry Polski w ich planach wyjazdowych na Rycerskie Mistrzostwa Świata federacji HMB (Historical Medieval Battle) oraz Rycerskie Mistrzostwa Świata federacji IMCF w duńskim Spøttrup (International Medieval Combat Federation).

Jedną z najgłośniejszych akcji w sportowym crowdfoudingu była zbiórka na wyprawę w 2014 r. Adama Bieleckiego. Po tragicznej wyprawie na Broad Peak w 2013 roku ówczesny minister sportu Joanna Mucha odebrała finansowanie programowi Polski Himalaizm Zimowy. Również większa część środowiska wspinaczkowego odwróciła się od młodego himalaisty. Wtedy postanowił poprosić o wsparcie finansowania kolejnej wyprawy właśnie społeczeństwo. Podczas pierwszych dwóch godzin akcji, internauci uzbierali 15 tys., czyli minimum potrzebne, by Adam mógł pojechać na wyprawę. Ostatecznie po dwóch tygodniach zbiórki internauci dali łącznie ponad 61 tys. złotych.

Sprawy w swoje ręce biorą również kibice wielu klubów piłkarskich w Polsce. Celem akcji „W pogoni za stadionem” jest zebranie kwoty, która pozwoli sfinansować zmiany w nowym projekcie budowlanym, zakładającym istnienie czterech trybun stadionu Pogoni Szczecin. „Dumni z tradycji” to kolejny pomysł, którego celem jest sfinansowanie produkcji i montażu wielkopowierzchniowych grafik, które pojawią się na ścianach w korytarzach i przejściach prowadzących do sektorów na wszystkich czterech trybunach stadionu Lech Poznań w 95-tą rocznicę powstania klubu.

Jako alternatywny sposób pozyskiwania kapitału, crowdfunding wywraca tradycyjne metody finansowania działalności do góry nogami. Zamiast długotrwałego szukania sponsora, tworzenia biznesplanu bądź oparciu się tylko na finansowaniu np. ze związków sportowych sportowiec ma szansę zaprezentować swój pomysł i pozyskać inwestorów, którzy będą współuczestniczyć w realizacji danego projektu. Crowdfunding opiera się na trzech modelach wspierania: donacyjnych, pożyczkowym i inwestycyjnym. W sporcie najlepiej sprawdza się ten pierwszy. Polega on na przekazaniu środków finansowych bez otrzymania gratyfikacji bądź uzyskania za wpłatę drobnych, niefinansowych wynagrodzeń, jak np. zdjęcie z autografem, wspólna wyprawa, trening lub kolacja ze sportowcem.

W Polsce aktywnych jest kilkanaście platform crowdfundingowych. Największa – polakpotrafi.pl – sfinansowała prawie 3 tys. projektów, przyciągnęła prawie 180 tys. wspierających, którzy przekazali w sumie prawie 17 mln zł.

6 sposobów na udany crowdfunding

Radzi Arkadiusz Regiec, Prezes spółki Beesfund www.beesfund.com, zajmującej się crowdfundingiem i equity crowdfundingiem. Założyciel i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Crowdfundingu.

 

1) Należy dużo wcześniej zbudować sobie bazę odbiorców. Pokazywać jej na bieżąco co się dzieje, angażować na etapie długo przed kampanią, nawet jeżeli jest to grupa kilkudziesięciu fanów. To jest kapitał, który zaprocentuje. Nie wstydźmy się aktywnie prowadzić facebooka, udostępniać wydarzeń i budować narracji wciągającej kibiców i fanów.

 

2) Warto zgłosić się do przyjaciół, rodziny. To najbliżsi nam ludzie, którzy wesprą nas, ale i poszerzą potencjalne grono odbiorców wśród swoim znajomych. Nie wystarczy tylko napisać. Trzeba dzwonić, spotykać się, namawiać. To ciężka praca.

 

3) Poszukać wsparcia osób znanych, celebrytów albo bardziej znanych sportowców. W przypadku pierwszej i jedynej polskiej, kobiecej załogi w żeglarskich Mistrzostwach Europy ORC 2017 (team Shekle) wsparcie okazał Roman Paszke i Zbigniew Gutkowski, wybitni Polscy żeglarze. To zawsze uwiarygodnia.

 

4) Media, media, media. Bez rozgłosu medialnego nie wejdziemy na tzw. drugi krąg, czyli nie wyjdziemy do szerokiej publiczności. Dlatego warto sie do nich przebijać za wszelką cenę. Tutaj liczy się ciekawa historia. Dziennikarz chce mieć materiał szerszy niż ,,zbieramy pieniądze’’ ważny jest kontekst. Warto pojawić się w telewizjach śniadaniowych i gazetach. To buduje prestiż i PR, ale warto pamiętać, że do bezpośrednich wpłat najbardziej cenne są artykuły w internecie, gdzie umieszczony jest link do zbiórki, dzięki temu internauci wpłacają pieniądze, a nie tylko kibicują.

 

5) Istotny jest cel i próg finansowy zbiórki. Jeżeli go zawyżymy, możemy mieć problem z zebraniem pieniędzy – a to źle wygląda. Zawsze łatwiej buduje się na przekroczonych 100%. W przypadku platformy odpalprojekt.pl można wybrać formułę bierzesz ile zbierzesz, w przypadku wspieram.to i polakpotrafi.pl nie osiągniecie celu skutkuje brakiem sukcesu.

 

6) Warto zbiórkę wykorzystać jako cel do pozyskania większych sponsorów, firm itd.

Crowdfunding okiem doradcy podatkowego

Radosław Piekarz, doradca podatkowy, partner w A&RT Rynkowska, Kosieradzki, Piekarz
Mówi się, że prawo podatkowe nie nadąża za rzeczywistością gospodarczą. Gdyby szukać potwierdzenia tej tezy, to świetnym przykładem jest crowdfunding. Przepisy podatkowe wprost nie wspominają o takim zjawisku. Nie oznacza to oczywiście, że pieniądze zebrane w zbiórce nie są opodatkowane. Sposób ich opodatkowania będzie jednak zależał od tego, czy w zamian za datek obdarowany wykonuje jakieś działanie ekwiwalentne, czy też nie. Dlatego też można mówić o co najmniej dwóch rodzajach crowdfundingu: dotacyjnym i sprzedażowym (pomijam tu takie form, jak crowdfunding udziałowy).

W tym pierwszym mamy do czynienia z darowizną i dokładnie takim samym opodatkowaniem jak darowizny, co oznacza, że zwolnione są z podatku kwoty do wysokości co najmniej 4902 zł (kwota ta zależy od stopnia pokrewieństwa pomiędzy obdarowanym a darczyńcą). Dla darczyńców taka operacja jest neutralna podatkowo. W przypadku crowdfundingu sprzedażowego, gdzie obdarowany świadczy jakąś ekwiwalentną usługę (np. usługę reklamową), niestety analiza podatkowa nie jest już taka łatwa, bowiem należy się zastanowić, czy obdarowany działa w charakterze przedsiębiorcy (czyli staje się podatnikiem VAT, płaci PIT od działalności gospodarczej) czy też osiąga przychody z działalności wykonywanej osobiście (PIT wg skali, w większości przypadków bez VAT).

Ja wynika więc z powyższego, nie istnieje jedna odpowiedź na pytanie o opodatkowanie crowdfundingu. Wszystko zależy od okoliczności danej zbiórki, od działań podejmowanych przez obdarowanych, od świadczeń ekwiwalentnych. Wydaje się, że Minister Finansów powinien więc pomyśleć o uregulowaniu prawnym tej sytuacji.

Natalia Grzebisz

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*