5 porad prawnych dla start-upów zanim będzie za późno

Jak na początku swojej drogi start-up może zabezpieczyć swoje dzieło? Jakie minimum każdy start-up powinien zabezpieczyć na początku swojej drogi w biznesie? Oto kilka praktycznych porad od praktyka dla start-upów, które pomogą pomysłodawcy uniknąć kryzysowych sytuacji.

W zależności od natury start-upu, w grę może wchodzić zarówno ochrona na gruncie prawa autorskiego, jak i ochrona na gruncie prawa własności przemysłowej.

Jeżeli mówimy o ochronie prawnoautorskiej, dla jej uzyskania nie jest potrzebne spełnienie żadnych formalności. Warto jednak chwilę się zastanowić, czy jesteśmy w stanie udowodnić autorstwo naszego dzieła i pierwszeństwo tego autorstwa w sytuacji, gdy ktoś się nim posłuży w sposób nieuprawniony, przypisując sobie jego stworzenie. Udowodnieniu naszego prawa służyć będą np. wysłane maile, daty zapisanych plików i wszelkie inne racjonalne środki wskazujące, że byliśmy pierwsi. Dlatego wszelkie materiały warto „wręczać” drogą elektroniczną lub choćby przy świadkach.

Jeżeli natomiast nasz start-up opiera się na rozwiązaniach technicznych, w grę wchodzić może ochrona przewidziana przepisami prawa własności przemysłowej. Warto wówczas skonsultować z prawnikiem, czy posługiwać się będziemy wynalazkami, wzorami użytkowymi lub przemysłowymi i czy zasługują one na ochronę. Tu bowiem dla uzyskania ochrony konieczne jest podjęcie kroków formalnych. Podobnie jest ze znakami towarowymi, identyfikującymi nasze przedsięwzięcie. Warto zadbać o ochronę elementu wizualnego reprezentującego nasz start-up.

Jeśli mamy pomysł, który wydaje się nam innowacyjny to warto skonsultować jego tzw. zdolność patentową, a więc czy jest możliwe uzyskanie dla niego ochrony na gruncie prawa własności przemysłowej (chodzi właśnie o patenty, prawo ochronne na wzór przemysłowy itd.). Przy skomplikowanych rozwiązaniach o charakterze technicznym zalecałbym konsultację z rzecznikiem patentowym. Przeważnie wystarczająca będzie konsultacja z prawnikiem, który zajmuje się własnością intelektualną. Sama konsultacja nie powinna generować dużych kosztów, rzecznika patentowego czy adwokata obowiązuje tajemnica zawodowa, a będziemy wiedzieli na czym stoimy.

Trzeba mieć świadomość, że często wbrew subiektywnemu przekonaniu autora o innowacyjności i nowości stworzonego przez niego rozwiązania, nie spełnia ono rygorystycznych przesłanek ochrony patentowej (i tak – mogę powiedzieć z praktyki – jest w przeważającej ilości sytuacji). Nie oznacza to bynajmniej, że jesteśmy w takim przypadku pozbawieni ochrony. Po prostu trzeba zabezpieczyć się inaczej: (1) na gruncie prawa autorskiego (jak była mowa wyżej chodzi o dowody na autorstwo), (2) odpowiednimi zapisami umów z osobami, którym udostępniamy nasze „to coś”, (3) odpowiednimi zapisami umów z osobami, które na nasze zlecenia uczestniczą w procesie tworzenia dzieła i w końcu (4) zabezpieczyć materiały, które stricte nie są naszym dziełem, ale stają się jego wizytówką (materiały promocyjne, strona internetowa, logo, nazwa itp.).

Logo, czy nazwa zwykle nadają się do uzyskania ochrony, tj. ochrony wynikającej z rejestracji znaku towarowego. Tu jednak również warto przypilnować kilku kwestii. Jeśli ktoś tworzy coś na nasze zlecenie (logo, stronę), zawsze zawrzyjmy umowę w tym przedmiocie w formie pisemnej i pamiętajmy, by zawierała odpowiednie postanowienia z zakresu prawa autorskiego (najlepiej przenosiła na nas majątkowe prawa autorskie do logo etc.).

Często zdarzają się sytuacje, w których start-up gotowy jest na pozyskanie inwestora i dopiero wtedy pojawiają się na jego drodze prawnicy. Wówczas okazuje się, np. przy audycie oprogramowania, że jakiś jego istotny element napisał ktoś na umowie o dzieło, a umowa ta nie zawiera postanowień odnośnie praw autorskich. O ile przy umowie o pracę sytuację da się jakoś ratować, o tyle przy umowie o dzieło sprawa jest beznadziejna – nie do uratowania bez woli i udziału programisty, który pracował dla nas na umowie o dzieło. Jeśli zaś nie mamy praw autorskich do naszego innowacyjnego rozwiązania, to kto je kupi lub zainwestuje realne pieniądze? To są kwestie z perspektywy mojej praktyki kluczowe. Jak pomysłodawca nie zabezpieczy logo w Urzędzie Patentowym, to sytuacja jest do uratowania. Oczywiście lepiej zapobiegać niż leczyć, ale nie jest to sytuacja bez wyjścia. Natomiast jeśli start-up nie zabezpieczy się umowami, zadowoli się rozwiązaniami na tzw. gębę (bo np. taniej) to może się okazać, że cały wysiłek zostanie zaprzepaszczony. Dlaczego o tym piszę? Bo braki w tym zakresie wychodzą bardzo często – tak wynika z mojej praktyki – na etapie poszukiwania inwestora, który te wszystkie kwestie sprawdza nim wyłoży własne pieniądze. Jak do tej pory, w przypadku moich klientów, sytuacje zawsze dały się jakoś naprostować, ale gwarantuję, że każda z osób, która de facto w panice musiała wychodzić z takiej sytuacji, dziś żałuje, że zaoszczędziła na starcie i wpakowała się w kłopoty. Pomijając, że wyjście z takich kłopotów na pewno kosztuje więcej niż konsultacja z prawnikiem na starcie.

Dlatego warto być uważnym. Warto rozglądnąć się i zastanowić, i wydać kilkaset złotych na konsultacje z prawnikiem i prawne zabezpieczenie swojego dzieła. Młodzi prawnicy, którzy pomagają start-upom, wcale nie mają zaporowych cen. I taka konsultacja jest, w moim przekonaniu, jedną z najistotniejszych inwestycji na starcie.

Podsumowując:

  1. jeśli wszystko robisz sam, zadbaj o dowody na autorstwo,
  2. jeśli korzystasz z pomocy jakichkolwiek osób (ktoś projektuje logo, ktoś zaprogramuje jakąś część Twojego dzieła) – koniecznie podpisz pisemne umowy i zawrzyj w nich postanowienia odnoście przeniesienia praw autorskich, względnie licencji,
  3. jeśli masz trochę wolnej gotówki i zaczyna się kręcić – zgłoś swoje logo i nazwę do Urzędu Patentowego RP lub do Urzędu UE ds. Własności Intelektualnej,
  4. jeśli podejrzewasz, że stworzyłeś coś naprawdę innowacyjnego i nowatorskiego (dotyczy rozwiązań technicznych) sprawdź, czy ma to zdolność patentową; jeśli tak – koniecznie zgłoś to celem uzyskania ochrony (do podmiotów jak wyżej),
  5. jeśli nie działasz sam i masz wspólników – konieczne ustalcie pewne, choćby ramowe, zasady współpracy, zwłaszcza, kto jaki ma udział w Waszym dziele; dużo łatwiej ustalić takie rzeczy na starcie, kiedy nie wiadomo, czy coś z tego będzie, niż gdy w grę zaczynają wchodzić pieniądze; wbrew pozorom, to że jesteście paczką przyjaciół – i mówię to z zawodowego doświadczenia – nie gwarantuje braku nieporozumień (a wręcz przeciwnie). Przeczytaj także:

Dominika Kordas-Tarcholik, adwokat

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*