Pomysł na biznes zaprogramował sobie na studiach

Tak jak obecnie najczęściej spotykaną naklejką na naszych laptopach jest „Intel inside”, tak naszą wizją jest aby w przyszłości otaczały nas drony, roboty transportowe, manipulatory robotyczne, roboty do teleobecności, roboty magazynowe i wiele, wiele innych z naklejką „powered by Husarion” – mówi Dominik Nowak, który zarabia na budowaniu robotów.


Grzegorz Marynowicz: Skąd zainteresowanie robotami i pomysł, by przekuć to we własny biznes?

Dominik Nowak: Tworzymy narzędzia, umożliwiające budowę robotów. Pomysł narodził się jeszcze w czasach studenckich, kiedy wspólnie z moim wspólnikiem budowaliśmy różne roboty. Dostępne na rynku sterowniki były albo bardzo drogie, albo bardziej nadające się do robienia zawodnych zabawek, albo były to uniwersalne kontrolery „do wszystkiego”, ale nie koniecznie do robotów. Dlatego zawsze elektronikę budowaliśmy od podstaw. Kolejna sprawa to narzędzia programistyczne: tutaj też wybór nie był (i nie jest) imponujący jeżeli myśli się o bardziej wymagającej konstrukcji i nie chce się przepłacać. Postanowiliśmy uprościć życie innym ludziom budującym roboty, nie tylko hobbystycznie ale także na poziomie profesjonalnym.

Wyjaśni proszę zwykłym śmiertenikom co w zasadzie sprzedajecie? Oprogramowanie(sterowniki), które umożliwia klientowi budowanie własnych robotów? Czy dobrze rozumiem?

Tak, sprzedajemy sterowniki do robotów, ale wraz z dostępem do pozostałych elementów naszego ekosystemu, tzn. narzędzi programistycznych oraz chmury.

Klient kupuje Wasze rozwiązanie i jak w praktyce wygląda budowa takiego prostego robota?

Przykład prostego robota, który można zrobić na naszym systemie można obejrzeć tutaj. Jest to 4 kołowy robot inspekcyjny sterowany przez Internet i transmitujący obraz i dźwięk przez Internet. Takie sterowane z dowolnego miejsca na świecie urządzenie można zbudować w 2 godziny.

Przewagą naszego systemu jest to, że nadaje się nie tylko do „prostych robotów”, ale też do profesjonalnych konstukcji. Tak jak obecnie często spotykaną naklejką na naszych laptopach jest „Intel inside”, tak naszą wizją jest aby w przyszłości otaczały nas drony, roboty transportowe, manipulatory robotyczne, roboty do teleobecności, roboty magazynowe i wiele, wiele innych z naklejką „powered by Husarion”.

Wydaje się to bardzo skomplikowany i zaawansowany technologicznie biznes. Skąd know-how i wiedza niezbędna w tej branży? Czym zajmowaliście się przed założeniem Husariona?

Ja i mój wspólnik poznaliśmy się na studiach na AGH. Ukończyliśmy Elektronikę i Telekomunikację. Wkrótce po założeniu firmy do naszego zespołu dołączały kolejni wybitnie uzdolnieni i pełni pasji programiści i robotycy. To czym się zajmujemy, skomplikowane problemy inżynierskie i atmosfera innowacyjności panująca w firmie sprawia, że nigdy nie mieliśmy problemów z rekrutacją na stanowiska techniczne. Dodatkowo dużym wsparciem merytorycznym były opinie naszych klientów, szczególnie z Katedry Mechatroniki na AGH w Krakowie, gdzie studenci uczą się budowy robotów w oparciu o naszą technologię.

Jak ten biznes wygląda od kuchni? Gdzie wytwarzacie produkty? Robicie to sami czy zlecacie na zewnątrz? Jak zorganizowaliście sprzedaż i dystrybucję?

RoboCOREy produkowaliśmy u jednego z największych w południowej Polsce producenta elektroniki. Mniejsze serie (np. sterowniki CORE2, których premiera wkrótce) zamawiamy w zaufanej, krakowskiej małej firmie. Wewnątrz firmy montujemy jedynie kolejne prototypy układów elektronicznych oraz demonstracyjne roboty. Sprzedajemy przez zewnętrznych dystrybutorów oraz własny sklep internetowy. Zamówienia wysyłane są do klientów z 2 centrów logistyki: w Polsce oraz w USA.

Swoje produkty kierujecie głównie na rynek globalny? 

Owszem – około 40% naszych produktów sprzedaliśmy do USA. Polska to ok 15% naszej sprzedaży. Reszta głównie trafia do Europy zachodniej.

Kto jest Waszym docelowym klientem? Czy na swojej liście macie jakieś znane podmioty?

Obecnie nasza strategia zakłada wdrażanie naszego systemu do budowy robotów do Uniwersytetów Technicznych na całym świecie. Chcemy aby w każdym kolejnym roku na rynek pracy trafiało tysiące robotyków mających doświadczenie w budowie robotów w oparciu o naszą platformę deweloperską. Następnie aby używali systemu Husarion w budowie profesjonalnych robotów, które będą rozwiązywały różne problemy. A rynek na takie roboty rośnie coraz szybciej.

Nasze pilotażowe wdrożenie w edukacji mamy na AGH w Krakowie, gdzie studenci budują roboty w oparciu o poprzednią generację naszych sterowników – RoboCORE (premiera CORE2 już wkrótce). Dzięki temu, że zapewniamy wsparcie dla różnych standardów mechaniki nasze sterowniki można użyć m.in. z zestawami LEGO Mindstorms i zastąpić sterownik od LEGO naszym kontrolerem. Politechniki na całym świecie są wyposażone w te zestawy, mimo to, że były projektowane dla dzieci.

Dzięki naszym sterownikom można wycisnąć z nich znacznie więcej. Jeden z dziesiątek projektów zrealizowanych przez studentów z AGH na RoboCORE można zobaczyć tutaj

Czy możesz zdradzić ile takich zestawów udało Wam się sprzedać i do jakich krajów wysyłaliście swoje produkty?

Sprzedaliśmy do tej pory ok 400 zestawów RoboCORE. Sprzedaż sterownika RoboCORE zastępujemy teraz jego nową generacją – sterownikiem CORE2. Teraz jesteśmy w fazie testów beta oraz pilotażowej sprzedaży oraz tworzeniu materiałów (edukacyjne oraz marketingowe) dla CORE2. Kampania sprzedażowa CORE2 rusza za 2 – 3 miesiące. O sprzedaży CORE2 porozmawiamy już po samej kampanii, ale czujemy, że będzie dobrze.

Jeden z Waszych produktów – Robocore rozwijaliście dzięki kampanii na Kickstarterze, która pozwoliła Wam pozyskać 58 tys. dolarów. Czy crowdfunding to dobry sposób na pozyskanie finansowania dla realizacji swojego projektu? Jakie ten sposób finansowania ma wady i zalety?

Crowdfunding to dobry sposób aby klienci zauważyli Twój produkt. Łatwiej budować sprzedaż zaczynając od takiego jednorazowego impulsu. Główną korzyścią z kampanii crowdfundingowej jest moim zdaniem właśnie wzrost świadomości klientów i łatwiejsze budowanie sprzedaży i innych relacji biznesowych (np. z inwestorami) w przyszłości.

Startując z kampanią trzeba jednak uważać, żeby to co obiecamy klientom nie było odległe od faktów. Początkowy entuzjazm crowdfundingowych nowicjuszy znika kiedy uświadomią sobie, że droga od prototypu (często bardzo wczesnego) do zrobienie produktu nadającego się do produkcji seryjnej oraz zorganizowanie samej produkcji kosztuje z reguły znacznie więcej czasu i pieniędzy niż pierwotnie zakładano. Stąd właśnie tak wielu twórców kampanii crowdfundingowych pomimo tego, że osiągnęli spore sukcesy, nie dostarczyli produktów klientom.

W środowisku startupowym często się słyszy, że wystarczy MVP. Uważam, że jeżeli ktoś decyduje się na kampanię crowdfundingową powienien być znacznie dalej niż MVP – przy najmniej na poziomie prototypu przedprodukcyjnego i po rozmowach z potencjalnymi podwykonawcami.

Jakie macie plany na najbliższy czas?

Za 2 – 3 miesiące startujemy z kampanią sprzedażową wersji 2.0 naszego ekostystemu do budowy robotów. Najbliższe miesiące pokażą czy będzie to crowdfunding (Kickstarter, Indiegogo, albo CrowdSupply), czy przedsprzedaż przez naszą własną stronę.

Dziękuję za rozmowę

Komentarze

Aby dodać komentarz Zaloguj się lub Zarejestruj w MamBiznes.pl