Współtwórca KSW: pierwsze gale to był „dziki zachód”. Dziś KSW to dobrze zorganizowany biznes

Pierwsze gale to był prawdziwy „dziki zachód”. Finansowaliśmy je ze środków własnych i dopiero później pojawili się sponsorzy. Nie było łatwo ponieważ na początku naszej drogi MMA kojarzyło się raczej z ustawkami pseudokibiców piłkarskich niż sportem. Kiedyś największy strumień przychodów pochodził od sponsorów i ze sprzedaży biletów, teraz są to prawa telewizyjne oraz PPV. W przeszłości 70% kosztów stanowiły wydatki na organizację wydarzenia (produkcję, logistykę,etc.) reszta przeznaczona była na wynagrodzenia zawodników. Teraz proporcje te są zupełnie odwrotne – 70-80% stanowią gaże dla zawodników, które w dużej części są pokrywane z wpływów ze sprzedaży PPV. Na tę chwilę KSW to już kompleksowy, wielowymiarowy i dobrze zorganizowany biznes ze strategią na najbliższych kilka lat i rosnącym uznaniem na całym świecie. – mówi Martin Lewandowski, jeden z dwóch założycieli organizacji KSW.

Grzegorz Marynowicz: O ile wiem pomysł na stworzenie KSW zrodził się w Pana głowie podczas pracy w Hotelu Marriot. Proszę powiedzieć coś więcej o genezie organizacji? Jak poznaliście się z obecnym wspólnikiem Maćkiem Kawulskim?

Martin Lewandowski: Ojców KSW jest dwóch. Pomysł na stworzenie Federacji był wspólny. Pracując jako manager ds. promocji w hotelu Marriott zajmowałem się każdym aspektem działalności sportowej, która mogłaby współgrać z działalnością hotelu. Już wtedy jednym z celów, które sobie postawiłem, było wprowadzanie nowych dyscyplin sportowych w Polsce. Organizowałem m.in. akcje z Formułą 1, próbowałem zaszczepić w Polakach zainteresowanie Futbolem Amerykańskim, uczestniczyłem w promocji dla Federacji Strongman oraz Armwerestling. Jestem autorem programu dla Canal + z wieloma znakomitościami ze świata sportu Organizowałem dla Polsat Sport wiele akcji promocyjnych. Tuż przed pomysłem z KSW zorganizowałem galę bokserską, która była dla mnie debiutem. Dopiero jak poznałem Maćka ruszyliśmy z MMA. A wszystko zaczęło się po prostu od przypadkowego spotkania pasjonatów sztuk walki, których poznała ze sobą wspólna kolezanka. Początkami naszej działalności były wielogodzinne narady w restauracji Champions, w której zorganizowane były pierwsze 3 gale KSW.

No dobra, pomyśleliście sobie, że fajnie byłoby stworzyć „polskie UFC” i co dalej? Od czego zaczęliście budowanie KSW?

Osobiście, w ogóle nie kręciło mnie UFC, byłem fanem japońskiej organizacji PRIDE. To był nasz wzór, do którego dążyliśmy (z szefem byłego Pride Sakakibarą nadal utrzymuję dobre relacje). Niewątpliwie dzięki temu, że reprezentowałem prestiżową firmę jaką był Marriot oraz dzięki wypracowanym kontaktom, udało mi się zdobyć zainteresowanie mediów tematem KSW, a także pozyskać pierwszych sponsorów. Pierwszym, który uwierzył w stworzoną ideę silnej organizacji fighterskiej był również wrocławianin – do dziś szef Polsat Sport. Ale proszę mi wierzyć – śmieje się – nasze wspólne korzenie nie zaważyły na tej decyzji.

Jak wyglądały pierwsze gale? Kiedy to się zaczęło? Czy trudno było o sponsorów? Czy zawsze mieliście wyprzedane komplety biletów?

Pierwsze gale to był prawdziwy „dziki zachód”. Wydawało nam się, że wiemy co robimy (śmiech). Stawaliśmy na wysokości zadania, ale przypłacaliśmy to utratą zdrowia – ilość nerwów, stresów, rzeczy na ostatnia chwilę, wypalonych papierosów (teraz już nie palę) … Teraz jak patrzę na wykres, na którym pięknie widać rozwój KSW, to widzę, że ważnym etapem drogi do tego sukcesu były również porażki, wątpliwości oraz straty. Ale to co stanowiło naszą mocną stronę to determinacja. Wokół każdej gali kreowaliśmy zainteresowanie, które pozwalało nam generować bardzo dobrą sprzedaż. Naturalnym jest, że jedne wydarzenia budzą więcej emocji, a inne mniej. Pierwsze gale były finansowane z naszej kieszeni, dopiero około trzeciej gali KSW pojawili się pierwsi sponsorzy. Wówczas wynegocjowanie pieniędzy w wysokości 5 tys. zł od sponsora uznawaliśmy za „dobre łowy”.  Ale to wszystko na szczęście się zmieniło.

Czy od pierwszej gali biznes się spinał? Od początku zarabialiście czy musieliście dokładać do interesu?

Nie pamiętam już dokładnie, na której z tych początkowych gal, ale przy jednej zaliczyliśmy wtopę –  jak na 14 lat biznesu to i tak niewiele (śmiech). Pamiętajmy również o całym tle w jakim przyszło nam budować MMA w Polsce. Budowaliśmy praktycznie od zera świadomość ludzi na temat tej dyscypliny. Przed rokiem 2004 sport ten uchodził za walki bez zasad – na śmierć i życie. Kojarzyło się je raczej z ustawkami pseudokibiców piłkarskich… Nie było lekko. Dziś jesteśmy na zupełnie innej planecie. Mamy ogromną federację i sportową markę, jedyną obok Tour de Pologne tak rozpoznawalną polską imprezę na świecie. Mamy milionowe oglądalności na kilku kontytentach, machinę biznesową, konsekwentnie stawiamy na profesjonalizację dyscypliny. Ale wiemy skąd przyszliśmy. Cała ta historia naszych początków sprawia, że osiągnięcia takie jak zorganizowanie gali KSW 39 „Colosseum” na największym obiekcie sportowym w Polsce: PGE Narodowy na ponad 57 000 widzów, cieszą szczególnie. Była to druga największa gala w całej światowej historii MMA (pierwsze miejsce należy do wspomniane wcześniej gali Pride). Dużym powodem do dumy jest także odebranie nagrody Złoty Spinacz za najlepszy sportowy PR czy kilka tygodni temu nagrody SportBiz za najlepszą organizację sportową 2017 roku.

Niedawno powiedział Pan, że komercyjnym przełomem był udział w KSW Mariusza Pudzianowskiego. Co Pan miał na myśli?

Kontrakt z Pudzianowskim pozwolił nam na uzyskanie uwagi wielu firm i mediów, co w dość krótkiej perspektywie przełożyło na finanse. Staliśmy się szeroko komentowanym wydarzeniem sportowym. Cała Polska oglądała i komentowała jego pierwszą walkę. Co więcej, była to pierwsza gala, którą zorganizowaliśmy w systemie pay-per-view.

Co w tym biznesie generuje największe przychody? Sponsorzy, bilety, prawa telewizyjne? Na czym się zarabia? Jaki jest model biznesowy?

Kiedyś największy strumień przychodów pochodził od sponsorów i ze sprzedaży biletów, teraz są to prawa telewizyjne oraz PPV. Od lat pracujemy nad tym, aby pozycjonować KSW jako federację promującą dyscyplinę sportową jaką jest MMA. Mamy ogromny wkład w propagowaniu wiedzy na temat MMA – niemal wszyscy w Polsce wiedzą już czym jest MMA. Obecnie obserwujemy kilka ciekawych trendów, do wzrostu których dokładamy od lat swoją cegiełkę. Po pierwsze, bardzo dobrze bronią się komercyjnie oraz w opinii publicznej i mediów gale czysto sportowe, czyli bez użycia „freak-fightów”. Po drugie, widać wzrost zainteresowania walkami z udziałem zagranicznych zawodników. Dotychczas kibicowało się głównie przede polskim zawodnikom tylko dlatego, że byli z Polski, teraz nabiera to coraz większej różnorodności. Cieszę się, że kibice doceniają piękno walki niezależnie i szczerze kibicują zawodnikom, niezależnie od kraju ich pochodzenia. Odczytuję to jako wzrost świadomości i edukacji kibiców w temacie MMA. Jest to dla mnie źródło ogromnej satyfakcji!

Największy zarobek przyniosła organizacja której gali?

Zorganizowaliśmy kilka gal na porównywalnym poziomie, ale zdecydowanie należy tu wymienić: KSW 33, KSW 37, KSW 39 i przedostatnią KSW 41. Na tę chwilę KSW to już kompleksowy, wielowymiarowy i dobrze zorganizowany biznes ze strategią na najbliższych kilka lat i rosnącym uznaniem na całym świecie.

Przychody przychodami, ale ważne są też koszty organizacji. Jakie elementy stanowią największe koszty organizacji gali? Bez jakich wydatków żadna gala się nie odbędzie?

W przeszłości 70% kosztów stanowiły wydatki na organizację wydarzenia (produkcję, logistykę,etc.) reszta przeznaczona była na wynagrodzenia zawodników. Teraz proporcje te są zupełnie odwrotne – 70-80% stanowią gaże dla zawodników, które w dużej części są pokrywane z wpływów ze sprzedaży PPV. Każda osoba, która decyduje się na oglądanie relacji gali KSW z legalnego źródła ma swój udział w rozwój całej dyscypliny.

Czy model pay-per-view to dobry sposób na monetyzację biznesu? Czy notujecie stały wzrost zainteresowania i liczby płacących widzów?

W naszym przypadku ten model sprawdza się doskonale. Dzięki PPV byliśmy i jesteśmy w stanie rozwijać naszą Federację do obecnych rozmiarów, kontraktować nowych zawodników oraz utrzymywać obecnych. Wzrost jest wprost proporcjonalny do zainteresowania całą galą – subskrybentów na kswtv.com przybywa z każdą galą.  Poza głównym systemem Cyfrowego Polsatu, prowadzimy swoją własną platformę internetową ze streamingiem. Dzięki temu jesteśmy osiągalni aż na 4 kontynentach i w 85 krajach. Cieszy mnie fakt, że Polacy zaczęli rozumieć potrzebę kupowania z legalnych źródeł PPV, wcześniejszej rejestracji czy przetestowania sprzętu przez rozpoczęciem transmisji. Rośnie świadomość tego, że nie każda udostępniana odpłatnie transmisja jest legalna – ważne jest jej źródło. Cieszą mnie także komentarze pod postami na moich social mediach, kiedy to już sami fani KSW fanów edukują pozostałych i tłumaczą, jak ważne jest PPV dla całego sportu. Bardzo im za to dziękuję, ponieważ każdy kupujący pay-per-view ma swój realny wkład w rozwój polskiego MMA.

Proszę powiedzieć coś więcej o tym jak wygląda współpraca z zawodnikami? Co Wy im oferujecie, a do czego oni są zobowiązani? Co mają zapewnione, ale również jakie mają obowiązki?

Jest to bardzo obszerny temat. Kilkudziesięciostronicowy kontrakt opisuje wiele najważniejszych z punktu biznesowego wariantów. Poza finansowymi kwestiami są gwarancje liczby walk, ustaleń sponsorskich, świadczeń marketingowych, aktywności w mediach, w mediach społecznościowych, udział w naszych promocyjnych wydarzeniach, ale także odpowiedzialności za swoje czyny i zachowanie. Komplementarną częścią umowy są zasady walki, zasady zachowywania się całego teamu- funkcjonuje naprawdę sporo aspektów. Mogę jedynie dodać, że życie pisze czasami swoje scenariusze i co więcej, MMA cały czas się rozwija co skutkuje koniecznością aktualizacji zapisów w umowach średnio co dwa lata.

Czy planujecie wyjść z KSW poza Polskę i wdrożyć sprawdzony model w innych krajach?

To już się dzieje! W roku 2015 w Londynie zorganizowaliśmy naszą debiutancką galę zagraniczną – KSW 32 „Road to Wembley”, która przyciągnęła niemal 10 000 widzów. Kolejną galą była ta w Dublinie w 2017. Niebawem ogłosimy kolejne gale KSW poza granicami Polski!

Porozmawiajmy chwilę o liczbach. Ilu zawodników od początku przewinęło się przez KSW? Ile osób zaangażowanych jest w organizację gali? Ile gali już zorganizowaliście? Ilu widzów je łącznie obejrzało?

Zorganizowaliśmy w sumie – wliczając najbliższą gale 14 kwietnia we Wrocławskiej Hali Stulecia – 48 gal. To daje nam 407 walk, do których stanęło 814 zawodników z każdego kontynentu na Ziemi. Średnio przy jednej gali pracuje ponad 700 osób , przy rekordowej gali na PGE Narodowym było to ok. czterokrotnie więcej. Obejrzały nas miliony widzów w Polsce na świecie – to jest nie do policzenie, biorące jeszcze pod uwagę wszystkie powtórki, retransmisje.

Galą KSW 39, która zgromadziła prawie 58 000 uczestników, zrobiliśmy największy ruch dla jednego wydarzenia w historii polskiego Internetu. Jeden z filmików z tejże gali osiągnął rekordowy wynik
1,7 mln odsłon na Facebooku. W roku 2017 kanał KSW był drugim najchętniej oglądany sportowym kanałem YouTube w Polsce. 776 razy każdy dorosły Polak mógł usłyszeć o KSW w mediach w 2017 roku, a to daje nam przeogromną wartość medialną gal i i marki KSW równą 67 mln zł.

Najbliższe plany to?

Nieustannie pracujemy nad profesjonalizacją dziedziny sportowej, jaką jest MMA. Planujemy mocniej uderzyć w stronę europejskich rynków, a także zwiększyć liczbę organizowanych gal w ciągu roku. Będziemy kontynuować walkę z nielegalnymi źródłami streamu z naszych wydarzeń. Chciałbym także wrócić z mniejszymi projektami takimi jak obozy z zawodnikami KSW czy Amatorski Puchar KSW, które również będą wpływać na rozwój dyscypliny w Polsce. Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Rozmawiał
Grzegorz Marynowicz
MamBiznes.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*