Stworzyli narzędzie, z którego korzysta 290 tys. klientów w sieci

E-księgowość, to obecnie około 221 mln z całego tortu, lecz z roku na rok dynamicznie rośnie. Jej potencjalna wartość to aż 1,4 mld złotych. Szacowany potencjał wzrostu e-księgowości w następnych latach wynosi zaś około 12% rocznie. Na rynku działa obecnie kilkadziesiąt firm oferujących fakturowanie online – mówią Wiktor Sarota i Sebastian Bobrowski, twórcy InFakt.pl. Spółka rozwijająca narzędzie do księgowości online kilka dni temu pozyskała 3,2 mln zł na dalszy rozwój.

Powiedzcie coś o genezie InFakt.pl. Skąd pomysł na takie narzędzie?

Wszystko zaczęło się w 2008 roku w Krakowie. Kończyliśmy studia na AGH i szukaliśmy pomysłu na własny biznes. Mieszkając jeszcze w akademiku czytaliśmy amerykańskie blogi i planowaliśmy przyszłość. Mieliśmy już za sobą pierwsze doświadczenia zawodowe. Sebastian pracował w jednym z największych portali internetowych, a ja w agencji reklamowej. Wiedzieliśmy, że rynek docelowy powinien stanowić minimum 5 procent populacji kraju. Brzmi to dziecinnie prosto, ale zaczęliśmy analizować dane o gospodarce, przyglądać się zjawiskom socjologicznym, przeszliśmy przez kilka potężnych burz mózgów i w końcu znaleźliśmy naszą drogę. Postawiliśmy na e-księgowość.

Pamiętam, że kiedy startowaliście istniały już takie projekty jak Ifirma.pl (działa do dziś), której właściciel notowany był na GPW. Jak wówczas wyglądał ten rynek i czy nie obawialiście się konkurencji?

Nie patrzyliśmy na konkurencję, ponieważ rynek był olbrzymi i popyt na usługi księgowe w internecie znacząco przewyższał podaż. Wiedzieliśmy, że możemy to zrobić lepiej niż inni, więc zaryzykowaliśmy. Stworzyliśmy na początek prostą aplikację do fakturowania online, ale już wtedy wiedzieliśmy, że na niej nie poprzestaniemy. Czasy bessy były tak naprawdę motorem naszego sukcesu. Przedsiębiorcy znajdowali się w trudnej sytuacji, oczekiwali profesjonalnej pomocy, doradztwa, a my im to potrafiliśmy dać. Umieliśmy także dynamicznie się rozwijać, tworzyć nowe usługi, a wszystko w czasach największego krachu finansowego w Europie. Staliśmy się przyjacielem przedsiębiorcy w trudnych czasach, a kryzys ominął nas szerokim łukiem.

Powiedzcie ile klientów do tej pory skorzystało z narzędzia i ile obecnie opłaca abonament?

Obecnie świadczymy usługi dla blisko 300 tysięcy podmiotów gospodarczych w Polsce, a ich liczba stale rośnie. Informacji o liczbie przedsiębiorstw objętych abonamentem niestety nie mogę zdradzić.

W marcu 2010 roku poinformowaliście o podpisaniu umowy inwestycyjnej z funduszem venture capital Team Europe Ventures oraz inwestorem Christophem Janz. W zamian za kapitał inwestorzy objęli 30 proc. udziałów w projekcie. Jak oceniacie współpracę z nimi?

Fundusz Point Nine Capital, czyli jeden z naszych głównych inwestorów, w prostej linii wywodzi się z Team Europe Ventures. To ci sami ludzie, na czele z Pawłem Chudzińskim i wspomnianym Christophem Janz, którzy uwierzyli w nas w 2010 roku. Nasza współpraca bardzo dobrze się rozwija, o czym najlepiej świadczy kolejna runda inwestycyjna.

Kilka dni temu poinformowaliście o pozyskaniu 3,2 mln zł na dalszy rozwój od funduszy RTAventures, Point Nine Capital oraz dr Tomasza Modzelewskiego. Na co przeznaczycie te pieniądze? Czy spółka, która istnieje już 5 lat nie była w stanie zrealizować tych planów bez kolejnego zastrzyku gotówki od inwestorów?

Moglibyśmy oczywiście radzić sobie bez inwestorów, jednak wtedy osiągnięcie wszystkich celów biznesowych zajęłoby nam o wiele więcej lat. Działamy w modelu nastawionym na szybki rozwój w krótkim czasie, stąd chcąc dalej tak dynamicznie zdobywać rynek, potrzebujemy zewnętrznych środków. Nasz projekt zdobył zaufanie funduszy venture i aniołów biznesu, jesteśmy dla nich wiarygodną inwestycją, dlatego też nam pomagają. Należy pamiętać, że inwestując w nas, inwestują także w swój zysk, dlatego muszą być pewni swoich kroków. Cieszy nas to, że tak szanowane fundusze i inwestorzy, tacy jak RTA, PNC i dr Tomasz Modzelewski zauważyli potencjał drzemiący w narzędziu.

Jaki procent udziałów oddaliście w zamian za wspomnianą kwotę?

Niestety nie jesteśmy upoważnieni do ujawnienia tej informacji.

Czy możecie wskazać wady i zalety współpracy z inwestorem?

Wad raczej nie ma, może oprócz zewnętrznej kontroli, gdyż nie każdy to lubi. My jednak staramy się pracować tak, żeby nie nadwątlać zaufania i pokazywać coraz to lepsze wyniki. A jakie zalety? Wejście Point Nine Capital do naszej spółki spowodowało ostre przyspieszenie. Mogliśmy zatrudnić bardzo wartościowych ludzi i tym samym realizować nasz cel dokonania zmiany na rynku księgowości w Polsce. Inwestor nauczył nas mierzyć nasz biznes i żyć zasadą „you can’t improve what you don’t measure”. Dzięki temu zaczęliśmy lepiej rozumieć inFakt i szybko usprawniać procesy wewnętrzne. RTAVentures i Piotr Kulesza rozwinęli nas z kolei w zakresie business developmentu oraz udostępnili kontakty do wielu doświadczonych menadżerów, przedsiębiorców. Tomasz Modzelewski nauczył nas marketingu w pełnym tego słowa znaczeniu i cały czas nas go uczy.

Przy naszym modelu działania nastawionym na agresywny wzrost inwestor pełni niezwykle ważną rolę gwaranta zachowania dynamiki rozwoju. Od 2008 roku przekonaliśmy do siebie ponad ćwierć miliona przedsiębiorców. Ten rezultat zapewne nie zostałby osiągnięty tak szybko bez zewnętrznego wsparcia.

Jakimi metodami promujecie swoje narzędzie i które są najefektywniejsze?

Nie istnieje bardziej skuteczne działanie promocyjne od tzw. „polecenia”, wynikającego z zadowolenia klienta z naszych usług. Przedsiębiorcy polecają narzędzie swoim znajomym, ci kolejni następnym znajomym i tak buduje się siłę marki. To co sprawia, że ludzie chcą u nas być, to fakt, że traktujemy ich zawsze priorytetowo. Ich problemy są naszymi, profesjonalnie doradzamy i staramy się rozwiązywać je skutecznie. Mamy najdłużej czynną infolinię księgową w kraju, piszemy setki maili z poradami, prowadzimy bardzo aktywnie blog z interesującymi treściami dla przedsiębiorców. 

Oczywiście promujemy się także w inny sposób. Staramy się przybliżać ludziom działalność za pośrednictwem wszystkich kanałów komunikacji, zarówno tych najnowocześniejszych, jak i tych najbardziej tradycyjnych. W grudniu 2013 roku uruchomiliśmy dużą kampanię reklamową, obejmującą działania nie tylko w internecie oraz social media, ale również angażującą prasę czy reklamę zewnętrzną (outdoor). Dodatkowo zaprosiliśmy do współpracy znanych przedsiębiorców korzystających z aplikacjil, takich jak Paweł Jońca czy Artur Kurasiński i nagraliśmy promocyjne filmy wideo.

Jak obecnie wygląda rynek e-księgowości w Polsce? Jakie macie szacunki co do jego wartości, liczby podobnych podmiotów, liczby klientów korzystających z tego typu aplikacji?

Wartość całego rynku usług księgowych w Polsce – jak wynika z badania Fundacji Rozwoju Biznesu Starter – wynosi ok. 5 mld złotych rocznie. E-księgowość, to obecnie około 221 mln z całego tortu, lecz z roku na rok dynamicznie rośnie. Jej potencjalna wartość to aż 1,4 mld złotych. Szacowany potencjał wzrostu e-księgowości w następnych latach wynosi zaś około 12% rocznie. Na rynku działa obecnie kilkadziesiąt firm oferujących fakturowanie online. Jeśli chodzi o usługi biura rachunkowego liczba ta zmniejsza się zaledwie do kilku. Można śmiało stwierdzić, że o realne pieniądze z rynku może się w następnych latach starać ok. 5 najsilniejszych podmiotów, w tym oczywiście my.

Powiedzcie coś o swoich planach. Czy pracujecie także nad nowymi projektami a może skupiacie się tylko na swoim „pierwszym dziecku”?

Obecnie nie mamy innych planów ponad dalszy rozwój inFaktu. Ulepszamy istniejące narzędzia i chcemy być najlepszym partnerem przedsiębiorcy i nie zamierzamy szybko otwierać całkiem nowego projektu. Mamy misję, by zmieniać polski rynek usług księgowych, a inFakt.pl to nasze dziecko. Nie możemy go porzucić. Dla nas „Liczy się Twój biznes”! To nasze hasło przewodnie i tego będziemy się stale trzymać.

Co moglibyście poradzić osobom, które myślą o rozkręceniu biznesu w sieci? Na co powinny zwrócić uwagę, czego się wystrzegać?

Po pierwsze: Obserwuj lepszych od siebie. Ucz się od nich. Moje przykłady: Michał Brański i jego wspólnicy z o2.pl, Rafał Agnieszczak, fotka.pl i szafa.pl, Mariusz Gralewski z serwisu Goldenline, Znany Lekarz.

Po drugie: Czytaj. Oto kilka książek wartych polecenia:

„Re-Imagine” – Tom Peters

„Od dobrego do wielkiego” – Jim Collins

„The Art of the Start” – Guy Kawasaki 

„Delivering Happines” – Tony Hsieh

„In search of excellence” – Tom Peters, Robert H. Waterman, Jr.

„7 nawyków skutecznego działania” – Stephen R. Covey

„Droga ważniejsza niż cel” – Sławomir Lachowski

„Punkt przełomowy”, „Błysk! Potęga przeczucia”,

„David and Goliath” – Malcolm Gladwell

Po trzecie: Znajdź partnera (lub partnerów) do biznesu, z którym będziecie się uzupełniali i jednocześnie stawiali sobie wysokie wymagania.

Po czwarte: Bądź pracowity, pokorny i wytrwały. 

– Ma pomysł jak zarobić na rolnictwie w internecie

– Chcą zarabiać w internecie na smartfonach

– Chcą zarabiać na badaniu ludzkich emocji

Komentarze

Avatar

HugoStiglitz

13 stycznia 2014 Odpowiedz

Całego nie czytałem ale po tym co przeczytałem nasuwają się następujące wnioski.

Po pierwsze można mieć i miliard użytkowników nie wynika z tego jednak, że cokolwiek się na nich zarabia. Jeśli ma się ich dużo nie płacących abonamentu, to z prostych praw ekonomii wynika, że się traci.

Ukrywanie danych o liczbie płacących to wyraźny znak, że jest ich co kot napłakał. Z chęcią się chwalą liczbą użytkowników 🙂 ale o płacących nic, więc widocznie nie ma się czym chwalić.

Dowód na moją ostatnią tezę. Otóż jeżeli ktoś posiada biznes na którym zarabia nie musi „pozyskiwać” kasy z zewnątrz. Nie wiem jaki to powód do dumy, że się dostało pożyczkę :).

Avatar

M

13 stycznia 2014 Odpowiedz

Nie zgodzę się z Tobą Hugo. Pierwszy etap budowania biznesu to budowanie pozycji rynkowej. Później przekuje się to na konkretne pieniądze.

Avatar

internauta

13 stycznia 2014 Odpowiedz

Hugo liczy się baza danych! Wystarczy, że teraz zrobią dla wszystkich abonament obowiązkowy w wysokości 1zł/mc, dla klientów to prawie nic a zysk mają z rzędu ok. 300 tyś zł/mc. Druga sprawa aniołowie biznesu nie są głupi jak sobie wyobrażasz i by nie wchodzili w biznes który nie wróży przyszłości w postaci dobrej kasy 🙂

Avatar

Gandalf Bialy

13 stycznia 2014 Odpowiedz

300 tys kont, sam mam pewnie tam z 5 – zalozone tylko po to zeby zobaczyc co jest w srodku – bo zadnego demo nie ma. Wyniki finansowe, jak ktos sobie do KRS zajrzy, tez szalu nie robia – od 2 lat co roku ponad 700 tys zl w plecy – bez funduszy nie mili by z czego „zyc”.

Avatar

GSTWL

13 stycznia 2014 Odpowiedz

Do M i internautki. Gandalf Biały chyba rozwiał wasze wątpliwości co do mojej wypowiedzi :). Co do Aniołów Biznesu to proszę cię, większość funduszy wydaje nie swoją kasę tylko kasę podatników(mam na myśli Polskę) i że tak powiem oni zarabiają na wydawaniu nie swojej kasy. Domyślam się również, że mają terminy na wydanie kasy, więc wydają. Optymistyczne podejście gdyby po 1zł… Jak to powiedział Borys w Wszystko Jedno Woodego Allena, gdyby moja matka miała koła to byłaby tramwajem, a miała żylaki :). Internautko nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ale te 300 tyś nie starczyłoby im na obsługę tych klientów za 1zł. Dowód: Gandalf się dogrzebał. Mają w plecy 700tyś rocznie, więc nic by nie zarobili dalej :). Wiesz co to znaczy obsługa 300 tyś klientów? Niech ci wyobraźnia podpowie. Więc dalej będę stał przy swoim stanowisku, że nie liczy się ilu masz klientów tylko ile zarabiasz na nich.

Avatar

TrendyFrendy

14 stycznia 2014 Odpowiedz

Trzeba czytać ze zrozumieniem 300 000 firm weszło i się zarejestrowało (skorzystało). Widac że nie odpowiadało im coś bo aktualnie nie są ich klientami.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*