„Dlaczego w Londynie czy Berlinie urzędnicy traktują mnie życzliwie, a w Polsce podejrzliwie?”

Czym różni się podejście urzędników do osób prowadzących własny biznes w Polsce i na Zachodzie? Dlaczego instytucje w naszym kraju powołane do tego, by służyć pomocą i skutecznie wspierać polski biznes w jego zagranicznej ekspansji większy nacisk kładą na formę i otoczkę niż treść i realną pomoc? – Dlaczego w Amsterdamie, Londynie, Berlinie czy Dublinie jestem traktowany dobrze i życzliwie, a u siebie podejrzliwie – pisze Jan Filipowiak. Założyciel firmy Pixel Legend opublikował w na Facebooku mocny wpis, w którym nieprzychylnie wypowiada się na temat podejścia do przedsiębiorców w Polsce.

Fot. YAY Foto

Rok 2006, mieszkam w Glasgow. Idę do pobliskiego Revenue (ich US) zasięgnąć języka po pomoc w wypełnieniu formularzy podatkowych. Siedzę w poczekalni, przechodzący urzędnicy zaczepiają mnie dwa razy czy można w czymś pomóc i na co czekam. Tłumaczę spokojnie, że mam numerek i zaraz moja kolej. W końcu podchodzę do biurka. Szeroki uśmiech, pada pytanie czy chcę coś do picia. Potem życzliwie przeprowadza przez proces, pomaga, pokazuje. Nie ma specjalnego traktowania ale jest życzliwość, wręcz krępująca. Wychodzę z załatwioną sprawą.

Polska, Urząd Skarbowy. Zostaję wezwany w kwestiach niejasności VATu przy sprzedaży usług IT do UK. Zgłaszam się do pokoju na 4 piętrze. Dwie panie, jeden pan. Pani daje znak ręką żebym podszedł do biurka nie spoglądając w moją stronę. Staję przed biurkiem, krzesła brak więc biorę z kąta. Zanotowane wzrokiem. Wystawiałeś faktury do Szkocji z błędnym podaniem przyczyny zerowego Vatu. Musisz zapłacić VAT za ostatni rok. Na pewno – pytam? Na pewno. Prawo. Robi mi się gorąco. Dzwonię do księgowej. Podaję słuchawkę pani. 5 minut rozmowy. OK – wystaw korekty faktur. Wyraźna ulga, wychodzę na miękkich kolanach ale szczęśliwy. pan podnosi głowę – „Nie ciesz się tak, nie ciesz. Miałeś farta.”

Pod US jest budka z tostami, w Szczecinie są genialne tosty z pieczarkami i serem. Po jednej z wizyt (pan wykrakał, to nie był ostatni raz) w US stoję po tosta. Przede mną pani nieźle ubrana odbiera bułę i idzie w swoją stronę. Moja kolej. Pani wraca z wypapranym okruchami uśmiechem na twarzy. HA! Nie wydałaś mi paragonu! I wymachuje legitymacją US. Sprzedawczyni spokojnie tłumaczy, że paragon położyła na ladzie i pani nie wzięła. W razie czego dziewczyna pokazuje na kamerę w narożniku, można sprawdzić nagranie. Pani coś tam mamrocze – tym razem się upiekło, odchodzi zawiedziona żując bułę. Dziewczyna uśmiecha się do mnie i mówi, że co jakiś czas próbują. Nie mogę uwierzyć, że to prawda.

Dublin, Irlandia, konferencja branżowa. Rozkładamy się ze stoiskiem. Senny początek ale po 9.00 pojawiają się zainteresowani, nagle poruszenie. Przybiega jegomość, za moment będzie tu Pat Breene, Minister Handlu. No tak, będą fotki w otoczeniu innowacji. Odwiedza po kolei stoiska, przychodzi do nas, zadaje pytania (na temat ;), rozmawia bez zadęcia. Pada informacja, że my z Polski. Dyskretny znak ręką do wsparcia i żegna się. Za moment pojawiają się ludzie z ich agencji wsparcia firm z zagranicy, spisują dane. Po godzinie są znowu, już zrobili intel w Polsce co my za jedni. W ciągu godziny sprowadzają gościa, który tłumaczy zasady działania i daje numery telefonów, kontakty i potrzebne informacje. Zjawiają się inwestorzy, padają poważne propozycje. Wszystko w ciągu 2h.

Berlin, spotkanie największej społeczności branżowej VR w Europie. Ostatnie piętro industrialnego budynku nad Szprewą. Na ścianach obdrapany beton, prelegent z Nvidia podstawia drabinę malarską, kładzie maka i robi prezkę dla przedstawicieli 300 firm. Następny jest gość z MSI, denerwuje się bo na sali masa ludzi z branży. Bez połysku, bez torebek, pendrive’ów i szopki. Ani grosza z UE.

Konferencja w Polsce, wielomilionowy budżet z UE, organizuje spółka z budżetu samorządu. Przyjeżdżamy, opowiadamy o technologii, za darmo. Nie będzie honorarium – bez zwrotu za dojazd. Na sali znajomi, zero klientów. Ale przyjeżdżajcie, skorzystacie. Myślimy sobie – wspieramy lokalne społeczności. Co tam. Oprawa super cacy. Błysk i połysk. Laski odstawione jak na balu karnawałowym, torebki, pendrive’y, katalogi, teczki. Film promocyjny profeska na fejsie. Na koniec konferencji podziękowanie w mailu od pani organizatorki, od myślnika załącza wszystkie swoje dokonania, CC do szefa. Na pierwszy rzut oka widać, że bedą premie.

Polska misja gospodarcza w Londynie. Największe targi IT na świecie. Zapchane pawilony. Mamy się promować. High hopes. Na spotkanie zorganizowane przez misję przychodzi 5 osób, w tym ambasador. W samym oku cyklonu udaje się zrobić spotkanie, na które nie przychodzi nikt.

Dlaczego w Amsterdamie, Londynie, Berlinie czy Dublinie jestem traktowany dobrze i życzliwie, a u siebie podejrzliwie? Dlaczego ich agencje wsparcia są skuteczne a nasze nie? Dlaczego u nas musi być wysoki połysk i bizancjum pomimo, że w Berlinie Google wystawia się na drewnianym stoisku w obdrapanym betonowcu (i o dziwo to ma styl). Dlaczego na ich konferencjach zarabiają wszyscy, a na naszych organizatorzy?

Tak sobie rozmyślam i czytam projekt ustawy z dnia 25 maja br. o odpowiedzialności prawnej podmiotów zbiorowych. I uspokajam się, że zawsze jest sąd ;)… I konstytucja biznesu.

Jan Filipowiak

Poniżej wpis autora z Facebooka. W komentarzach prosimy o Wasze opinie, doświadczenia na temat prowadzenia własnego biznesu w Polsce.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

wojt

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

u nas nawet nie ma gdzie zaparkowac przed urzedem ja bym postwil wyporzyczalnie na skraju miasta i kazal dojezdzac im do pracy oni maja gdzie zaparkowac a ty sie martwnie mowiac ze ci cos do picia zaproponuja przecie oni pija za nasze tak jest np; w czestochowie

Avatar

Iga

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Polska jest krajem okupowanym przez możnych tego świata duże korporacje.. Polacy w większości są tylko parobkami czy to urzędniczymi czy to robotnikami do wykonywania poleceń. Działalność gospodarcza i prowadzenie własnych biznesów to sen wariata , mnóstwo zbędnych procedur, księgowości rozbudowanej, która zabiera cenny czas i to w warunkach gdzie zarabia się grosze. PIS nie przeprowadza reform które by pomagały rozwijać się małym przedsiębiorcom jego reformy to żadna faktyczna ulga lecz dalsze brnięcie w gęsty las, a szkoda bo moja nadzieja umiera.

Avatar

MGS

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Nad każdą porodówką w kraju powinno wisieć:”urodziłeś się w Polsce….wiele się nie uda”
Tyle e temacie

Avatar

Marta

23 sierpnia 2018 Odpowiedz

Dokładnie!
Świetnie aspekt polskiej ciemnoty umysłowej przedstawia w swojej książce prof Andrzej Zybała
Tytuł: POLSKI UMYSŁ NA ROZDROŻU
Podtytuł: Wokół kultury umysłowej w Polsce
Autor: Andrzej Zybała,

Avatar

Fuj

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

PRAWDZIWI POLACY.
Funkcjonariusz państwowy spotkany w kościele powinien zostać zatłuczony.
Przyzwoity człowiek nie najmuje się na psa, ani bandytę w urzędzie skarbowym

Avatar

Hiob

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Wyprowadź się do Bangladeszu tam maj lepiej

Avatar

edek

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Jestem przedsiębiorcą i czuję się jak w okupowanym kraju. To jest straszne, a dotyczy DAS w Lublinie i podległych mu urzędów skarbowych. Zastanawiam się gdzie przenieść swoją działalność?

Avatar

ml

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Dlatego nie lubimy Niemców, Anglików i oczywiście Żydów bo oni wspierają rzeczywiście a u nas trzeba każdego przydeptać do poziomu gleby.

Avatar

marekzu

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Brakuje mi w tym kraju siły politycznej , czy może nawet partii politycznej , która reprezentowałaby i dbała o interesy wszystkich a przede wszystkim małych przedsiębiorców. Na przykład za rolnikami stoją silne organizacje rolnicze, za górnikami potężne związki zawodowe, za policjantami, pielęgniarkami , lekarzami również, za wszystkimi grupami zawodowymi ktoś stoi. Drobnych przedsiębiorców jest około 2 mln ale ich już nikt nie reprezentuje. A byłoby czego bronić. Na nich są nakładane coraz to liczniejsze obowiązki, niekorzystne rozwiązania księgowe i podatkowe, i aż dziw bierze ,że przed kolejnymi wyborami wyraźnie żadna partia się nimi nie zainteresowała , a chyba jest o co walczyć. Sam bym za takimi zagłosował.

Avatar

Mateusz

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Kurcze, no nie wiem czemu wykształceni ludzie w urzędach traktują tak źle jaśnie Pana biznesmana z Polski!
Skończyłem płatne liceum, płatne studia, idę do pracy – 3000 zł jak wszyscy (jestem programistą).
-Panie biznesmanie z Polskie, rozumiem, że Pan musi zarobić, bo Pan zainwestował w firmę, ja zainwestowałem w edukację, też chcę, by mi się zwróciło, poprosze 500 zł miesięcznie więcej, gwarantuje, że się pan nie zawiedzie
-Ale Ty małolacik nic nie umiesz, my musimy Cię uczyć
-Tak, tego co robi firma musi nauczyć mnie właśnie ona, bo to jej koszt, ja swoje koszty poniosłem
-Ty mnie małolacik nie ucz jak robić biznes, prawa mnie nie ucz, ja mam swoich prawników
I tak od 10 lat, a w Anglii? Kończy człowiek studia, dostaje godziwe pieniądze, uczą człowieka nie każą mu łaski okazywać, za to, że firma przyucza człowieka do tego co robi firma, wiedzą co jest ich obowiązkiem, przestrzegają prawa
W urzędach polscy biznesmani są traktowani tak samo jak my – polska inteligencja na rozmowach o pracę
Pozdrawiam

Avatar

lol

30 października 2019 Odpowiedz

Albo po prostu urzędnicy w Polsce mają codziennie 10-20 januszy biznesu, co notorycznie kantują na podatkach i każdego już traktują jak potencjalnego oszusta… Na zachodzie pewnie nie mieli jeszcze styczności z taką ilością januszy biznesu i stąd otwartość. No i nie miej złudzeń – źle opłacony pracownik administracji publicznej bardzo szybko się wypali. I swoje frustracje wylewać będzie na obsługiwanych. Na zachodzie urzędnicy mają godziwe płace, a w PL gorzej niż kasjerzy w supermarkecie.

Avatar

apator toruń

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

wspierać polski biznes w zagranicznej ekspansji? oczywiście, że to nie jest rola urzędników. Jeśli tak robią Niemcy, Anglicy to wywalić ich z polskiego rynku. To jest niedozwolona pomoc państwa. W d… się poprzewracało jeśli urzędnicy są od robienia za Ciebie biznesu.

Avatar

DACKO

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

W Polsce dla urzedasa kazdy jest wrogiem- nie tylko przedsiebiorca

Avatar

DACKO

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

a zastanowcie sie jak czuje sie swiadczeniodawca w NFZ. Pracownicy ogolnie mili. Ale juz podczas konkursu MASZ WRAZENIE ZE WSZYSCY STARAJA SIE ZROBIC CI KRZYWDE-TOTALNA NIEPEWNOSC- NIC NIE JEST OCZYWISTE- PRZEPISY SPRZECZNE I NIEJASNE PRAWDOPODOBNIE CELOWO-W RAZIE SPRAWY SADOWEJ JESTES JUZ WCZESNIEJ BANKRUTEM – CUD ZE KTOS ROBI Z TYM POPAPRANCAMI INTERESY- DLATEGO POZIOM USLUG JEST TAK NISKI- I TAK BEZ KONCA- ZERO STABILNOSCI- NIE MOZESZ NA CALEGO ROZWINAC BIZNESU BO URZEDASY I PROCEDURY I PSEUDOKONKURSY TAK NAPRAWDE KOMUNISTYCZNE STOJA W POPRZEK- WYDAJE SIE ZE WSZELKIE PRZEPISY STOJA NA STRAZY JUZ ZAJETYCH POZYCJI W TYM BIZNESIE

Avatar

Roman

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

~marekzu
Zauważyleś, że wszystkie wymienione grupy korzystają z budżetu pełnymi garściami??? Ciekawe.

Avatar

Piotr

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Dlaczego w Londynie czy Berlinie pracodawca podpisuje ze mną umowę i płaci tyle ile określono w umowie, a w Polsce kombinuje, zwleka, w końcu rejestruje na najniższą i dopłaca pod stołem? Zacznijcie od siebie i wtedy oczekujcie od innych. I nie powielajmy bezkrytycznie stereotypów. Do mnie zadzwoniła Pani z US, że błędnie odliczyłem VAT na materiały budowlane. Kiedy przyszedłem mój formularz czekał poprawiony. Pani poprosiła mnie tylko o parafowanie naniesionych zmian i podpis. W Starostwie Pani urzędniczka krok po kroku prowadziła mnie przez niezrozumiałe dla mnie elementy uzyskiwania pozwolenia na budowę itd. Generalnie jest zdecydowanie większa życzliwość w urzędach niż 10 lat temu.

Avatar

Grzegorz

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Prowadzę firmę w już ponad 20 lat. Dużo by mówić. Nie tak dawno postanowiłem otworzyć nową drugą firmę której profil diametralnie różni się od pierwszej. Firma ta od początku zarejestrowana jak płatnik VAT. Jako że to firma sezonowa działa głównie w okresie letnim przychody z niej dotyczą tego okresu. Jednak do firmy w miesiącach zimowych zostały zakupione środki trwałe. Pierwszy zonk zwrot po 6 miesiącach. Pierwsza wizyta w US w związku z deklaracją VAT. Ma pan do zwrotu olbrzymią kwotę. Odpowiadam nie wiem czy olbrzymią wiem że to jest 23% z tytułu zakupu środka trwałego. Kolejne niech pan się przyzna. Pytam do czego? Transakcja zrealizowana na podstawie umowy, rozliczenie przelewem. Nie bardzo wiem do czego mam się przyznać. Bo wie pan my mamy bardzo szerokie uprawnienia możemy przeczesać pańskie konta i nie tylko. Odpowiadam że nadal nie rozumiem. Mam firmę 20 lat przynosi ona zyski postanowiłem środki te zainwestować w inna działalność. Co w tym złego? Pytam czy chce pani powiedzieć że jestem przestępcą i chcę wyłudzić VAT? Zrozumiałbym jeszcze transakcje gotówkowe na dużą skalę. Takie mogą budzić podejrzenia. I proszę Państwa tak za każdym razem kiedy kupiłem środek trwały do firmy która na nim zarabia. Przy kolejnej wizycie nie omieszkałem powiedzieć że bardzo żałuję że nie posłuchałem znajomych i nie otworzyłem firmy w Czechach czy w Estonii. Aby było zabawniej w Estonii można od początku do końca otworzyć firmę drogą komputera nigdzie nie wyjeżdżając. Na pierwszy rzut oka co widać. Kompletny bark wychowania i dobrych manier u naszych urzędników. Drugie Obywatelu jesteś przestępcą a jak nie jesteś to nim będziesz i musisz to zaakceptować. Trzecie urzędnik ma zawsze rację a jak jej nie ma to i tak w końcowym etapie będzie ją miał. Polskie prawo podatkowe to bagno stąd każdy urzędnik może interpretować je jak mu się podoba. Każdy w zetknięciu z takim diktum jest na spalonej pozycji. Mimo że mamy JPK to i tak przy zakupie środka trwałego trzeba się tłumaczyć. Teraz przy deklaracji VAT7 a nawet jeszcze przed jej złożeniem wysyłam wszystkie dokumenty umowa, faktura, protokół odbioru potwierdzenie przelewu przez epuap do US oszczędza mi to chodzenia na pocztę i odbierania poleconych. Jednak to jakiś absurd jest. Obecnie całkiem poważnie zastanawiam się nad otworzeniem takiej samej firmy w Estonii i powolne wygaszanie tej założonej w Polsce. Dla Polskiego Rządu każdy Obywatel to przestępca.

Avatar

lol

30 października 2019 Odpowiedz

Może to zależy od urzędu. I ludzi tam pracujących. Może to jakaś mała gmina na zapupiu gdzie zatrudnia się rodzinkę samorządowców i sobie pozwalają bo nikt im nie naskoczy…

Avatar

karbinadel

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Było źle, a jest jeszcze gorzej. Żaden rząd przez poprzednie 25 lat nie wprowadził tyle dodatkowej biurokracji i bzdurnych ograniczeń dla przedsiębiorców, co ekipa pod wodzą „innowatora” Morawieckiego. Ogólny klimat odnośnie przedsiębiorców też dawno nie był taki zły – a jednocześnie pan premier wciska maluczkim kit o rzekomych ułatwieniach dla biznesu.

Avatar

Ozon

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Odpowiedź jest prosta. Po pierwsze, w urzędach pracują głównie nieudacznicy, zatrudnieni po znajomości. I taki/a odgrywa się na zwykłych ludziach, pokazuje „kto tu ma władzę”. Po tym czuje się ważniejszy/a. Poza tym jest chroniony/a, więc może bezkarnie oszczędzać sobie pracy zbywając petenta. Po drugie, tam gdzie istnieje możliwość nakładania kar finansowych, jest cichy odgórny nakaz by to robić jak najczęściej, by zwiększyć wpływy do budżetu. Analogicznie do tego co robi drogówka wychodząc na „łowy” (wlepianie mandatów pieszym o 3 nad ranem za przejście na czerwonym na pustej ulicy itp.). A odpowiedzialności nie ponoszą, więc jak petent pójdzie do sądu i wywalczy swoje po wielu latach, to nic strasznego się nie stanie. Im się nie stanie. A większość ludzi do sądu nie idzie, nawet jak wiedzą, że mają rację. Po trzecie, ogólny brak życzliwości to pozostałość po komunie (przecież zwykłych urzędasów nikt nie zwalniał, a nowi przejmowali stare, wygodne nawyki). Po czwarte, urzędy służą do ochrony biznesów postkomunistów (i ich dzieci), którzy się uwłaszczyli pod koniec lat 80-tych i gnębienia zwykłych ludzi, którzy stanowią konkurencję dla postkomunistów.

Avatar

Hiob

21 sierpnia 2018 Odpowiedz

Dlaczego księgowa zaksięgowała dokument z błędem?
To nie wina US że księgowa się nie zna i księguje głupoty!
Prowadzę biznes od 11 lat. Nigdy nie miałem problemu z US ZUS PiP ( oczywiście były kontrole!). Rozumiem że ten artykuł ma nas zachęcić do przenoszenia firm zagranicę albo kolejnych rozbiorów bo obcy urzędnicy będą lepsi….
A tezy z historyjki z tego artykułu to czytałem już 10 lat temu ale w innych sytuacjach! Odgrzewany kotlet dla kliknięć

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*