Jak Polak i Łotysz stworzyli start-up, który pokochali Brytyjczycy

Poznali się podczas studiów na Uniwersytecie w Lancaster. Pomysł na biznes pojawił się przypadkiem, gdy szukali miejsca na organizację eventu. Po niespełna dwóch latach od startu platformy Tagvenue liczba miejsc gotowych do rezerwacji wzrosła do 5000, a firma, której biuro znajduje się w Krakowie zatrudnia już 20 osób. Jest wśród nich Francuz, Grek, a nawet Gwatemalka. O tym, jak Polak i Łotysz stworzyli start-up, który pokochali Brytyjczycy opowiada Artur Stepaniak, współzałożyciel Tagvenue.

Od lewej Artur Stepaniak oraz Maksim Kondratjuks, założyciele Tagvenue

Grzegorz Marynowicz: Jak to się stało, że dwóch kolegów z Polski i Łotwy stworzyło start-up, który pomaga Brytyjczykom w organizacji eventów?

Artur Stepaniak, CEO & Co-Founder: Poznałem Maksima podczas studiów na Lancaster University w 2007 roku i od razu złapaliśmy dobry kontakt. Początkowo była to znajomość typowo studencka: wspólne wyjścia na mecz, piwo, imprezy. Pewnego dnia opowiedział mi o problemach, jakie napotkał próbując zorganizować służbową imprezę dla pracowników londyńskiej giełdy. Okazało się, że nie jest tak łatwo znaleźć dogodną lokalizację w odpowiednim terminie i uzyskać wsparcie jako organizator. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie powinno to być aż tak skomplikowane. Poza tym Maksim i jego narzeczona byli w trakcie poszukiwania idealnego lokalu na swoje wesele. Stwierdziliśmy, że mnóstwo osób stoi przed podobnymi wyzwaniami i można by ułatwić im te poszukiwania.

Wyjaśnijcie proszę jak najprościej czym jest Tagvenue?

Tagvenue.com to serwis internetowy, który pomaga organizować wydarzenia, ułatwiając znalezienie i wynajęcie najlepszego dostępnego miejsca według poszukiwanych kryteriów. Działa na podobnej zasadzie jak Airbnb: użytkownik wybiera pożądaną lokalizację, wpisuje rodzaj imprezy, którą chce zorganizować (np. wesele, chrzciny, konferencja, spotkanie biznesowe czy wieczór kawalerski) i otrzymuje listę dostępnych, gotowych do wynajęcia propozycji. Korzystanie z serwisu jest darmowe, pobieramy jedynie niewielką prowizję od lokali za wydarzenia zorganizowane za naszym pośrednictwem.

Jak wyglądały początki przedsięwzięcia? Czy trudno było przekonać pierwszych klientów? Jak docieraliście do potencjalnych użytkowników? Jak budowaliście masę krytyczną?

Pierwsze miesiące spędziliśmy na analizie rynku, konkurencji i potrzeb potencjalnych klientów. Niestety z większości “innowacji”, które chcieliśmy wprowadzić musieliśmy zrezygnować, ponieważ branża po prostu nie była na nie gotowa. Stwierdziliśmy jednak, że spróbujemy swoich sił na rynku. Wystartowaliśmy w drugiej połowie 2015 roku.

Największe trudności mieliśmy z przekonaniem lokali do współpracy z nami, zresztą jest to powszechny problem wśród biznesów marketplacowych. Jest konkurencja, my nie mamy nic, zero ruchu, a tym bardziej klientów. Jak przekonać lokal, żeby do nas dołączył? Musieliśmy się czymś wyróżnić.

Postawiliśmy na ciekawy design strony, przejrzysty interfejs i na dobry, zmotywowany team, który przekonywał lokale do dołączenia do nas. To był zdecydowanie najtrudniejszy moment. Na początku tworzyliśmy profile miejsc własnymi siłami, całkowicie za darmo. Z czasem, kiedy udało nam się zebrać pierwsze 200 lokalizacji, pewnego rodzaju social proof sprawił, że kolejne zaczęły dołączać organicznie.

Jeśli chodzi o klientów, nie było wtedy już tak ciężko – potwierdziła się nasza hipoteza, że jest na rynku miejsce dla naszych usług. Budżetu na reklamę właściwie nie mieliśmy, klienci docierali do nas sami lub w efekcie działań w social mediach. Z czasem zadziałał system poleceń i klienci powracający. Początki, jak w przypadku większości marketplaców, są trudne i czasochłonne. Trzeba sukcesywnie budować jakościową bazę (lokale), testować nowe rozwiązania i mieć nadzieję, że klienci w końcu się pojawią.

Czy wcześniej mieliście doświadczenie biznesowe?

Na początku obaj mieliśmy regularną pracę i to na niej skupiała się nasza energia. Osobiście byłem związany z kilkoma projektami ecommerce, działającymi na niewielką skalę, jednak z powodu braku pełnego zaangażowania projekty te nie odniosły sukcesu. Maks był wcześniej zaangażowany w dynamiczny rozwój firmy naszego wspólnego przyjaciela. Zdobył w niej doświadczenie na temat finansowania i skalowania biznesu, co bardzo przydało się w naszej spółce. Ani ja ani on nie mieliśmy jednak doświadczenia w prowadzeniu i zarządzaniu firmą i wszystkiego uczyliśmy się od podstaw i na błędach, których było niestety sporo.

Jak pozyskujecie oferty na swoją platformę? Jak budujecie bazę obiektów?

Wysiłki, jakie podjęliśmy na początku istnienia Tagvenue procentują i aktualnie nasza pozycja na rynku sprawia, że praktycznie 100% nowych lokali z Londynu zgłasza się do nas sama. W nowych miastach stosujemy naszą starą, sprawdzoną metodę bezpośredniej komunikacji z lokalami, które chcemy pozyskać.

Chwalicie się, że jesteście najpopularniejszą wyszukiwarką miejsc gotowych do rezerwacji w UK. Ile osób miesięcznie korzysta z Tagvenue? Ile transakcji zostało dopiętych za pośrednictwem platformy?

Rośniemy dynamicznie i z miesiąca na miesiąc z naszego serwisu korzysta coraz więcej osób. Rekordowy był styczeń 2018 roku, gdy przekroczyliśmy liczbę 100 tysięcy odwiedzających stronę, z czego przetworzyliśmy ponad 5 tysięcy zapytań. Ilości finalnie zawartych transakcji nie mogę zdradzić. Ciekawe liczby? Pierwsze 2 miesiące tego roku przyniosło nam więcej klientów niż pierwsze półrocze 2017 roku.

Czy projekt działa tylko na rynku w  Wielkiej Brytanii? Nie planujecie wejścia na nowe rynki?

Tak, na razie działamy tylko w Wielkiej Brytanii. Jest to największy rynek eventowy w Europie i jest tu jeszcze sporo do zrobienia. Planujemy jednak ekspansję na nowe rynki jeszcze w tym lub z początkiem przyszłego roku.

Z perspektywy czasu jakie sposoby promocji start-upu są Waszym zdaniem najbardziej efektywne?

W erze social mediów liczy się przede wszystkim produkt, który rozwiązuje konkretne problemy rynku i robi to lepiej niż konkurencja. Jeżeli spełnimy ten wymóg, nawet niewielka liczba początkowych, zadowolonych użytkowników może sprawić, że firma stanie się rozpoznawalna dzięki poleceniom, pozytywnym komentarzom, czy współpracą z ciekawymi partnerami. Niestety, na wyniki tego rodzaju działań trzeba czekać, czasem latami, a wiele firm albo na to nie stać albo tracą w międzyczasie cierpliwość i serce do swojego biznesu.

Co możecie powiedzieć o rynku brytyjskim? Jaka jest jego specyfika? Czy jest coś charakterystycznego co start-up z Polski powinien wiedzieć?

Obsługa klienta jest na znacznie wyższym poziomie niż to, do czego przyzwyczaił nas rodzimy rynek. Klienci są bardzo wymagający i tolerancja błędów jest dużo mniejsza. Trzeba oferować naprawdę dopracowany produkt i ciągle go rozwijać, by być w stanie konkurować z firmami brytyjskimi. Jeśli to mamy, nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów względem tamtejszego rynku.

Najbliższe Wasze plany to?

Będziemy rozwijać produkt i udoskonalać interfejs strony – zależy nam, by była jak najprzyjemniejsza dla użytkowników. Wiąże się z tym też poprawa algorytmów rekomendujących lokale i powiększanie ich bazy o kolejne brytyjskie miasta. Przeczytaj także na MamBiznes.pl:

Rozmawiał
Grzegorz Marynowicz
MamBiznes.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*