Polka stworzyła własną markę wódki. Zamierza podbić świat

Po powrocie z Anglii do Polski zaczęła myśleć nad własnym pomysłem na biznes. Postanowiła stworzyć wysoko jakościową polską wódkę, która podbije gusta ludzi na całym świecie. – Polskie destylarnie stawiają na bardzo tanią wódkę i spirytus przemysłowy. Postanowiłam zatem stworzyć markę, która pokazałaby światu nową szkołę polskiej wódki i alkoholi tworzonych w oparciu o nasz wyjątkowy dorobek, ale z polotem i pomysłowością współczesnych ruchów kulinarnych i gastronomicznych – mówi Dorota Żylewicz-Nosowska, pomysłodawczyni marki wódki Frant.

Na zdjęciu Dorota Żylewicz-Nosowsk/ Fot. Magda Klimczak/daretocook

Bartłomiej Godziszewski: Skąd wziął się pomysł na biznes?

Dorota Żylewicz-Nosowska: Kilka obserwacji złożyło się na refleksję, że warto spróbować stworzyć coś nowego.

Od 10 lat jestem związana zawodowo z branżą wina i wódki. Interesuję się niszowymi alkoholami, zdobyłam trzeci poziom Wine&Spirit Education Trust i mam wielu znajomych wśród restauratorów, barmanów i szefów kuchni. Globalnie w tej branży dzieje się bardzo dużo – poza wielkimi korporacjami powstają nowe, świeże marki ginu czy mezcala, które zdobywają popularność wśród koneserów, szefów kuchni i klientów najlepszych restauracji. Polski przemysł, nazywany “spirytusowym”, nie wykorzystuje potencjału jaki drzemie w rozpoznawalności polskiej sztuki gorzelnictwa za granicą. Poza wyjątkami, jak Chopin, polskie wódki produkowane na eksport nie są czymś o czym sommelierzy czy barmani mogą dyskutować i rozmyślać.

Odwiedzając niewielkie gorzelnie, dostawców i ludzi kultywujących polskie tradycje destylacji poznałam osoby o wielkim doświadczeniu i pomysłowości, którzy wiedza jak czerpać z tradycji polskiej wódki i tworzyć nowe, ciekawe alkohole. Przez lata ta wiedza nie była wykorzystywana, bo destylarnie stawiają na bardzo tanią wódkę i spirytus przemysłowy. Postanowiłam zatem stworzyć markę, która pokazałaby światu nową szkołę polskiej wódki i alkoholi tworzonych w oparciu o nasz wyjątkowy dorobek, ale z polotem i pomysłowością współczesnych ruchów kulinarnych i gastronomicznych.

Chcemy pokazywać światu najciekawsze receptury na polskie wódki i alkohole, stworzone z charakterystycznych dla polski składników. Łączymy to z designem i komunikacją, która bliższa jest branży niszowych perfum, niż reklam wódki.

Frant to marka stworzona z myślą o globalnym odbiorcy. Chcielibyśmy, żeby marka Frant miała wśród ludzi z mojego pokolenia taki status jak Żubrówka dla starszych klientów – kojarzony globalnie, pożądany produkt z Polski.

Dlaczego zdecydowałaś się wystartować z tym biznesem w Polsce, zamiast w Londynie, gdzie przez dwa lata mieszkałaś?

Tworzę markę polskiej wódki i alkoholi, więc miejsce startu nasuwa się samo i jest wpisane w pomysł. Startujemy będąc obecnymi w absolutnie topowych polskich restauracjach i barach. To dla nas teraz priorytet – nie chcemy być eksportową marką polskiej wódki, której nikt w Polsce nie zna.

Polska wódka Frant

Jednak to nie jest typowa wódka, którą większość z nas kojarzy. Dlaczego postawiłaś na wódkę z polskiego miodu?

Spod szyldu Frant “wychodzić” będą różne receptury. Wszystkie łączyć ma, poza gastronomiczną jakością, nieoczywistość składników, receptury i przede wszystkim smaku i aromatu.

Pierwszy – Frant Wildflower to efekt destylacji miodu. W efekcie alkohol nie jest słodki, ale wytrawny o intrygującym aromacie. Klasycznych wódek na rynku jest bardzo dużo.

Co czułaś, kiedy pierwsza butelka trafiała w ręce klienta?

Dumę połączoną ze zmęczeniem, bo organizacja produkcji i logistyki jest wymagająca emocjonalnie. Pierwszymi klientami byli uznani restauratorzy więc byłam szczęśliwa, że wystawili pozytywne i szczere recenzje pierwszej partii Frant Wildflower.

Jak sfinansowałaś swój pomysł na biznes? Czy tym biznesem zajmujesz się sama?

Od kilku lat mierzyłam się z zamiarem stworzenia własnej marki — kapitał zalążkowy to nasze rodzinne oszczędności zgromadzone na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Mam wsparcie w logistyce i komunikacji, natomiast na tym etapie łączę funkcje sprzedaży, marketingu, product developera.

Czy pojawiły się problemy z rozpoczęciem tego biznesu?

Każda produkcja wiąże się z podobnymi problemami – wybór receptury, technologii, partie próbne, dobór dostawców butelek, druk etykiet, pozwolenia itd. Mimo, że mam doświadczenie w organizacjii produkcji alkoholu, nie uniknęłam przestojów. W związku z tym, że startowałam z marką w stu procentach moją podchodziłam do każdego aspektu z perfekcjonizmem, to z pewnością nie pomaga w wypuszczeniu na świat “czegokolwiek”, ale jest konieczne jeśli chce się umieścić swój produkt w najlepszych sklepach, barach i restauracjach na świecie.

Jak dużo sprzedajesz Franta i czy tylko w Polsce?

Wystarczająco dużo, by wiedzieć, że jest to produkt potrzebny na rynku. Jesteśmy na etapie budowania pozycji na niewielkim, ale istotnym dla nas marketingowo, polskim rynku fine dining. Wolumen sprzedaży zaczniemy budować w momencie rozpoczęcia współpracy z zagranicznymi dystrybutorami.

Żeby wyjść na świat Frant musi być obecny w najlepszych restauracjach w Polsce i zdobyć uznanie wśród lokalnych ekspertów. To się udało. Teraz szykujemy się do wyjście poza Polskę uczestnicząc w branżowych wydarzeniach, showcase’ach i rozmawiając z dystrybutorami na kluczowych dla nas rynkach.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl