Polski start-up robi najazd na Szwedów. „Jesteśmy w 17 polskich i 4 zagranicznych miastach”

Na początku niewielu wierzyło w sukces tego biznesu. Skutery, które wypożyczają sami skonstruowali – Większość osób, którym mówiliśmy o naszym pomyśle, pukała się w głowę. Dziś jesteśmy w 17 polskich i 4 zagranicznych miastach z flotą globalną liczącą ponad 1000 pojazdów – mówi Paweł Maliszewski, współwłaściciel wypożyżalni skuterów elektrycznych blinkee.city.  Niedawno wystartowali z kampania crowdfundingową i po dwóch tygodniach mają na koncie zebrane już ponad 131 tys. euro, które przeznaczą na dalszy rozwój.  Teraz planują podbój Szwecji, a Sztokholm to tylko początek. Mamy plany sukcesywnie rozszerzać się na kolejne miasta i kraje Skandynawii – mówią pomysłodawcy.

Na zdjęciu od lewej Marcin Maliszewski, Kamil Klepacki i Paweł Maliszewski

Grzegorz Marynowicz: Na czym polega Wasz biznes? Skąd pomysł na wypożyczalnię skuterów elektrycznych?

Paweł Maliszewski, współwłaściciel blinkee.city: Wszyscy trzej, tzn. ja, mój brat Marcin Maliszewski i nasz przyjaciel Kamil Klepacki od dawna marzyliśmy  o własnym biznesie, a temat elektromobilności był naszym hobby. Widzieliśmy w tym spory potencjał biznesowy, bo kiedy zaczynaliśmy nie było w Polsce żadnej konkurencji. Postanowiliśmy zaryzykować, choć wokół nas podnosiły się głosy, że to fatalny  pomysł na biznes, że Polska nie przekona się do takiej usługi. Wiedzieliśmy jednak, że ekologia jako trend jest wciąż na fali wznoszącej, a korki to prawdziwa zmora dużych miast. Nasze skutery wpisywały się w obie te potrzeby, więc postanowiliśmy działać.

Sercem biznesu blinkee.city jest aplikacja mobilna, którą każdy może ściągnąć za darmo. Za jej pomocą trzeba wypełnić kwestionariusz, przesłać zdjęcia dokumentów uprawniających do jazdy i podłączyć kartę płatniczą. W Polsce osoby, które 18 lat ukończyły przed 2013 r. (kiedy to zmieniły się przepisy dot. jazdy na skuterach) muszą wylegitymować się jedynie dowodem osobistym. W przypadku młodszych użytkowników potrzebne jest także prawo jazdy dowolnej kategorii. Po przesłaniu do nas wymaganych dokumentów mamy 24 h na ich weryfikację. Jeśli wszystko jest OK– można jeździć. Znów za pomocą aplikacji wyszukuje się skuter, który jest najbliżej nas. Możemy go zarezerwować na 15 minut, które mamy darmowe, przeznaczone na dotarcie do pojazdu. Skuter uruchamia się i wyłącza również za pomocą aplikacji – nie ma kluczyków. Koszt jazdy to zwykle 59 gr za minutę i 9 gr za minutę postoju. Skuterem można jeździć tak daleko, jak pozwoli nam na to bateria – w aplikacji i na samym skuterze wyświetla się informacja o zasięgu pojazdu. Pełna bateria pozwala na przejechanie ok. 80 km. Ograniczenie jest wyłącznie w kwestii odstawienia go – to trzeba zrobić w strefie miasta, która zaznaczona jest w aplikacji. Zaparkować możemy gdziekolwiek jest to dozwolone – nie ma specjalnych parkingów czy stacji.

Kiedy zaczęła się Wasza przygoda ze skuterami?

Zaczynaliśmy w marcu 2017 r. – wtedy na warszawskie ulice wypuściliśmy 6 pierwszych maszyn. Po 3 miesiącach było ich już 50, a dziś jesteśmy w 17 polskich i 4 zagranicznych miastach z flotą globalną liczącą ponad 1000 pojazdów. Na początku 2019 najprawdopodobniej uruchomimy 3 kolejne kraje oraz nowe miasta w Polsce. Tak szybki rozwój możliwy jest dzięki elastycznemu podejściu biznesowemu oraz ciężkiej pracy. Cześć miast oraz krajów działa w modelu franczyzowym, z benefitami dla każdej stron, a my nadal jesteśmy otwarci na rozwijanie sieci w takim modelu współpracy.

Czy to prawda, że sami zaprojektowaliście Wasze skutery blinkeee.city? Ile to trwało i jak wyglądało? Sami produkujecie skutery czy zlecacie produkcję?

W pierwszym etapie pozyskaliśmy partnera, który dostarczył nam bazę skutera do modyfikacji. Wprowadziliśmy wszystkie niezbędne zmiany w zakresie całej elektryki, wzmocnienia konstrukcji, usprawnień pod kątem ergonomii oraz ekologii. Nasze skutery, jako markę w dowodzie rejestracyjnym mają  nazwę „Blinkee”. Nie to jest jednak najważniejsze w pojeździe elektrycznym przygotowanym do usług współdzielonych. Sercem całego pojazdu jest elektronika oraz bateria. Elektronikę (urządzenie telematyczne) zaprojektowaliśmy od zera, napisaliśmy również do niego całe oprogramowanie. Dzięki temu, nasze pojazdy mogą być obsługiwane w sposób bardzo innowacyjny. W przypadku, gdy np. dojdzie do nietypowego zdarzenia z udziałem naszego skutera, dostajemy powiadomienie SMS-em o zaistniałej sytuacji. Możemy reagować natychmiast i sprawdzić czy dana osoba nie potrzebuje pomocy lub dodatkowych informacji. Druga kwestia to bateria, którą budujemy w 100 proc. w Polsce, na bazie naszego projektu oraz wymagań. Bateria jest cały czas rozwijana i modyfikowana, co pozwala na wzrost wydajności oraz wydłużenie okresu życia. Same pojazdy są produkowane w fabryce w Chinach, gdzie często jeździmy, nadzorujemy produkcję, oglądamy nowości.

Oprócz powyższego, dzięki naszemu doświadczeniu oraz zaawansowanej elektronice, możemy rozszerzyć zakres dostępnych pojazdów i to robimy. Od marca 2019 udostępnimy wszystkim naszym Użytkownikom do wynajmu hulajnogi elektryczne. W ten oto sposób chcemy rozszerzyć dostępną flotę o kilkanaście tysięcy nowych pojazdów elektrycznych, które zostaną rozdystrybuowane po całej Polsce i Europie.

Co na początku przysparzało najwięcej trudności? Były trudne momenty? Mieliście doświadczenie w tej branży?

Nie zaczynaliśmy własnego biznesu zaraz po studiach, każdy z nas miał już spore doświadczenie zawodowe i biznesowe. Trudnych momentów nie brakowało, np. wtedy, gdy po pierwszych testach okazało się, że pierwsza generacja skuterów nie jest tak wytrzymała, jak tego chcieliśmy, a to generowało dodatkowe koszty serwisowe.

Zanim z czymkolwiek wystartowaliśmy, zrobiliśmy bardzo rzetelny business plan. Mieliśmy jednak świadomość, że bez oddania usługi w ręce prawdziwych użytkowników nie  przetestujemy wszystkich „niewiadomych”. Nie spodziewaliśmy się przede wszystkim aż takiego natężenia wynajmów skuterów. Ludzie jeździli i jeździli. Nie było na co czekać. Ustaliliśmy, że dzielimy się obowiązkami i ja zajmę się pozyskaniem rzetelnego partnera/dostawcy części oraz bazy pod skuter, a Marcin w tym czasie ruszył do Belgii w celu pozyskiwania partnerów biznesowych na inne państwa.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Dwa ostatnie lata to okres szalonej pracy. W pierwszym roku na zmianę z Marcinem, Kamilem i kilkoma pierwszymi pracownikami pracowaliśmy po nocach, obsługiwaliśmy samodzielnie infolinię, Facebooka. Non stop obserwowaliśmy mapę pojazdów w naszym systemie, sprawdzaliśmy, czy skutery jeżdżą, czy nie mamy problemów z samymi pojazdami i systemem. Pracowaliśmy po 14 godzin dziennie przez blisko rok. Na początku roku 2018 udało nam się jednak wszystko ustabilizować i stworzyć struktury, aktualnie mamy dobrze pracujący organizm. W samej Warszawie zespół liczy ponad 30 osób, do tego dochodzą jeszcze współpracownicy z innych miast. Nie ma miesiąca, w którym nie zwiększalibyśmy zasobów ludzkich. Początek usługi to był rollercoaster. Większość osób, którym mówiliśmy o naszym pomyśle, pukała się w głowę. Wszyscy uważali, że Polska nie jest dobrym rynkiem. Straszono nas tym, że skutery zostaną rozkradzione, zniszczone. Rzeczywiście przypadki pojedynczych zniszczeń i kradzieży były, ale nie na taką skalę, jaką przepowiadano. Te sporadyczne przypadki, to w pewien sposób koszt biznesu.

To, co jest kluczowe, to to, że nadal 100% udziałów należy do nas. Wystartowaliśmy, inwestując nasze oszczędności i dobierając drobne kredyty. Tylko dzięki poprawnym założeniom biznesowym, ciągłej optymalizacji procesów operacyjnych oraz dostarczaniu usług o najwyższej jakości udowodniliśmy, że biznes ten jak najbardziej jest rentowny i możemy go skalować nie tylko w Polsce, ale i w Europie, a mamy nadzieję, że od kwietnia 2019 również poza Europą. W celu przyspieszenia ekspansji globalnej w tym momencie jesteśmy chętni podjąć współpracę z większymi inwestorami. Wierzymy, że częściowa emisja udziałów pozwoli na osiągnięcie zakładanych wyników, a ekspansja w ciągu najbliższego roku będzie w pełni globalna.

Dlaczego zdecydowaliście się na wejście na rynek szwedzki? 

Bo to rynek bardzo chłonny w kwestii innowacji proekologicznych – elektromobilność zastępuje klasyczny ruch w miastach. Jako marka o międzynarodowych ambicjach naturalnie skierowaliśmy tam swoją uwagę. Sztokholm to tylko początek. Mamy plany sukcesywnie rozszerzać się na kolejne miasta i kraje Skandynawii.

Jakie są plusy i minusy biznesu w Szwecji?

Szwecja jest dla nas interesująca jeszcze z kilku innych powodów. Do wchodzenia tam z biznesem zachęca na pewno entuzjastyczne nastawienie Szwedów do kultury jazdy na skuterze oraz pogoda, która podobna jest do tej w Polsce. To wszystko w połączeniu z wysoką marżowością rynku i szwedzkim zafascynowaniem ekologią pozwala nam sądzić, że blinkee.city okaże się tam sukcesem.

Skąd decyzja, by finansowania poszukać na platformie crowdfundingowej? Dlaczego takie źródło kapitału?

Blinkee.city ma globalny apetyt, więc to dobry wybór, żeby zwrócić na siebie uwagę na międzynarodowej platformie. Poza tym z CEO FundedByMe w Polsce, Maciejem Gajewskim, znaliśmy się już od jakiegoś czasu. Po uwzględnieniu wszystkich tych czynników wybór padł na tą platformę. A dlaczego crowdfunding? Szukamy różnych form, które pozwolą nam skalować się płynnie. Wierzymy, że czasami trzeba się podzielić zarówno przychodami jak i udziałami, aby osiągnąć swoje cele. Stąd też decyzja o crowdfundingowej formie finansowania.

Ile już zebraliście i ile środków potrzebujecie, by zrealizować wszystkie plany? Na co chcecie je przeznaczyć?

Po dwóch tygodniach mamy zebrane już ponad 131 tys. euro, czyli 66 proc. zakładanej sumy. 200 tys. euro, które sobie założyliśmy to kwota, która pozwoli nam rozwinąć flotę skuterową oraz hulajnóg elektrycznych w Skandynawii, a niewielką część przeznaczyć także na marketing, aby w stosunkowo niewielkim czasie stać się tam rozpoznawalną marką o ugruntowanej pozycji na rynku Skandynawskim. 200 tys. euro to –  mówiąc konkretami – 50 skuterów i 100 hulajnóg, którymi chcemy uzupełnić flotę dla Sztokholmu.

Jak wyglądają same przygotowania do kampanii? Jak informowaliście potencjalnych inwestorów? Czym ich przekonywaliście?

Przygotowania poprzedzone były szeroką analizą rynku i weryfikacją uwarunkowań prawnych oraz naszym osobistym sprawdzeniu, jak wygląda ruch miejski w Szwecji. Nie bez powodu zdecydowaliśmy się na zbieranie funduszy na platformie FundedByMe, która pochodzi właśnie ze Szwecji i zna ten rynek. Oni także podzielili się z nami swoim doświadczeniem i utwierdzili nas w przekonaniu, że wejście z tym biznesem ma szansę powodzenia. Inwestorów o naszym pomyśle informowaliśmy na spotkaniach inwestorskich, gdzie opowiadaliśmy o tym, jak rozwijaliśmy biznes w Polsce i jak widzimy to w Szwecji. Poza tym pozyskaliśmy bardzo silnych partnerów biznesowych. Ronald Domelid posiada doświadczenie w stworzeniu wielu dobrze prosperujących podmiotów. Wprowadzał jedną ze swoich firm na giełdę. Jego duży bagaż doświadczeń oraz świetna znajomość specyfiki lokalnego rynku wspiera całą zbiórkę oraz plany intensywnego rozwoju. Per Schlingmann to z kolei znany w Szwecji ekspert od PR i marketingu, a także były doradca premiera w Szwecji.

Na jakim etapie jest Wasz biznes obecnie? W ilu miejscach dostępne są Wasze wypożyczalnie? Ile pojazdów obecnie liczy Wasza flota?

Jesteśmy w tej chwili obecni w 17 polskich miastach  i 4 zagranicznych – Splicie, Walencji, Budapeszcie i Sztokholmie. Flota globalna liczy ponad 1000 skuterów. Aktualnie powoli kończymy już negocjacje z 4 nowymi partnerami z rynku europejskiego, 1 z USA oraz prowadzimy wstępne rozmowy na rynkach z Bliskiego Wschodu i Indyjskich. Ponadto rozszerzamy zakres dostępnych pojazdów o hulajnogi elektryczne i przyszły sezon planujemy rozpocząć z kilkunastoma tysiącami nowych pojazdów elektrycznych. Z tej racji, że już od początku roku 2018 generujemy zysk, jesteśmy w stanie reinwestować wszystkie zarobione pieniądze w nowe pojazdy oraz rozwój samego produktu

Ile trzeba zapłacić za wypożyczenie skutera? Ilu klientów obsłużyliście do tej pory? Ile minut wyjeździli?

W kraju od marca do teraz zrealizowanych zostało 790 tys. przejazdów skuterami blinkee.city, a z usługi korzysta ponad 170 tys. osób. Nasze pojazdy przejechały już ponad 2,5 mln kilometrów. Koszt jest zależny od obszaru świadczenia usługi i wynosi od 59 gr za minutę jazdy i 9 gr za postój do 0,30 euro za minutę jazdy i 0,09 euro za postój. Poza tym działamy również w sektorze zamówień publicznych. Celem jest poprawa możliwości transportu dla mieszkańców w danej gminie (np. Powiat Ostrowski). Zakończyliśmy właśnie pilotaże i zamierzamy ruszyć z tym projektem szerzej w przyszłym roku.

Działacie na początku tylko w Sztokholmie? Jakie miasta macie na celowniku?

Sztokholm ma stanowić jedynie przyczółek naszej działalności w Skandynawii. To miasto, na którego gruncie sprawdzimy nasz model biznesowy. Następnymi krokami są miasta Malmö, Göteborg oraz Oslo w Norwegii.

Macie konkurencję w miejscach, gdzie działacie? Czym przekonujecie klientów, że to Wasza usługa jest lepsza?

W Polsce naszą konkurencją jest Jeden Ślad, w Szwecji, jeśli chodzi o hulajnogi, są to marki Voi i Lime. Naszą przewagą konkurencyjną jest przede wszystkim to, że cały software pojazdów to nasze dzieło, nie jesteśmy uzależnieni od żadnego dostawcy. Dzięki temu nasze koszty operacyjne są niższe, a także pozwala nam to bardzo szybko reagować na ewentualne zmiany prawne czy biznesowe. Ważny jest także fakt bazowania na systemie wymiennych baterii w pojazdach – to znacznie obniża koszty utrzymania usługi i zwiększa potencjalny przychód. Stawiamy także na jakość – nasze skutery są cały czas udoskonalane, tak by jazda nimi była wyłącznie przyjemnością.

Plany na najbliższy czas?

Chcemy skupić się na ekspansji skandynawskiej, a po Sztokholmie zajmować kolejne miasta. Planujemy wzięcie udziału w kilku konkursach międzynarodowych dotyczących e-mobilności i ekologicznych środków transportu publicznego. Nie zapominamy także o rozwoju krajowym – na bieżąco rozszerzamy strefy poruszania się po polskich miastach oraz zwiększamy liczbę skuterów. W przyszłym sezonie chcemy także i w Polsce wprowadzić naszą hulajnogę elektryczną. No i rok 2019 ma być rokiem globalnej ekspansji oraz wyjście poza Europę.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Grzegorz Marynowicz
Bartłomiej Godziszewski

 

Komentarze

Avatar

Bartosz

14 listopada 2018 Odpowiedz

Gratulacje i trzymamy kciuki za Was!

Przy okazji, chciałem przedstawić moje „dzieło” – aplikację take&drive ułatwiającą znalezienie pojazdu na minuty, który aktualnie jest w pobliżu.

https://takeanddrive.eu – Zapraszam serdecznie!

Avatar

Mateusz

14 listopada 2018 Odpowiedz

Przejechałem się parę razy ale niestety niedużo jest tych skuterów w mieście. Czasami chciałoby się podjechać gdzieś skuterem ale Traficar stoi bliżej. No i skutery strasznie wolne 😛

Avatar

Adam

21 grudnia 2018 Odpowiedz

Zgadzam się, to dla mnie największa wada skuterów elektrycznych na minuty – max speed na poziomie 40-45kmh. Na głównej drodze czuję się jak zawalidroga. Uważam, że max speed powinień oscylować w okolicy 60kmh.

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*