Polski start-up wdraża swoją technologię w szkołach w Dubaju. Pokonali 600 firm

Już od września wrocławski start-up ChallengeRocket wprowadzi do szkół w Zjednoczonych Emiratach Arabskich program pozwalający rozwijać umiejętności programistyczne. Jest to możliwe dzięki pokonaniu 600 konkurentów z całego świata. Dotychczas polski zespół współpracował z takimi firmami jak Nvidia, ING, Mercari czy Rockwell Automation.

Na zdjęciu Paweł Kwiatkowski i Tomasz Florczak

Bartłomiej Godziszewski: Skąd wziął się pomysł na biznes? Jak to się zaczęło?

Tomasz Florczak: Pomysł wziął się z naszych własnych doświadczeń. Jeszcze jako studenci startowaliśmy w olimpiadach informatycznych i corocznych konkursach kodowania organizowanych wtedy przez Microsoft. Był to dla firmy nieszablonowy i bardzo sprytny sposób na to, żeby na wczesnym etapie – to znaczy jeszcze na poziomie uniwersytetu –  odkrywać nowe talenty.  Headhunterzy wyławiali programistyczne perełki, tym najlepszym oferowano pracę oraz całą ścieżkę rozwoju kariery.

Podobała nam się ta inicjatywa zarówno jako idea ćwiczenia programowania oraz jako wehikuł,  który może być „odskocznią do większej kariery na wczesnym etapie”. Już wtedy zrodziła się pierwsza myśl: „Byłoby fajnie gdyby takie inicjatywy nie były jednorazowe. Gdyby istniał serwis, gdzie możemy przez cały czas konkurować z innymi na programistycznej arenie i jednocześnie w praktyczny sposób rozwijać swoje umiejętności. I żeby na tej arenie można było pokazać to co potrafi się zrobić i na tej podstawie być zrekrutowanym przez innowacyjne firmy na całym świecie bez względu na to jak wygląda nasze formalne wykształcenie. I wskoczyć na ścieżkę rozwoju kariery, która byłaby nieosiągalna na drodze wysyłania CV”.

Dla studentów mógłby być to sposób na naukę i bardzo spektakularny rozwój kariery. Dla firm nowe narzędzie, za pomocą którego mogą rekrutować skuteczniej przy okazji promując swoją markę i budując wokół niej pulę potencjalnych kandydatów. Ta idea zakiełkowała wcześnie w naszych umysłach i później zmaterializowała się w postaci platformy wyzwań kodu – ChallengeRocket.com.

Dzisiaj nasz model został zweryfikowany już przez kilka dużych firm a rozpoczynamy także kolejny fascynujący rozdział związany z edukacją oraz wdrożeniami do szkół!

Jak wyglądały początki tego biznesu?

Paweł Kwiatkowski: Hmm, zaczęło się być może trochę nietypowo jak na historię technologicznego start-upu. Nikt z nas nie zrezygnował ze studiów. Nie było garażu, w którym budowaliśmy pierwszy prototyp produktu. Nie było szczególnie romantycznej historii, gdzie idea i pierwsze szkice produktu powstają na kawiarnianej serwetce. Były za to konkretne doświadczenia rynkowe jakie mieliśmy prowadząc swój własny software house. Oraz jeszcze wcześniejsze doświadczenia w korporacyjnej pracy w branży nowych technologii.

Na własnej skórze doświadczyliśmy tego jak wygląda nauka programowania i podejmowanie pierwszej pracy w tej branży, rekrutowanie programistów i ich assessment rekrutacyjny. Widzieliśmy, że wszystkie te procesy można „zintegrować” i ulepszyć – pozwalając firmom na skuteczniejsze zatrudnianie sprawdzonych talentów programistycznych oraz dając studentom pełniejszą możliwość rozwoju cyfrowej kariery.

Ciężko było zdobyć pierwszego klienta nie mając referencji i sprawdzonego modelu. Dlatego na starcie zdecydowaliśmy się wyłożyć własne pieniądze na pulę nagród i odpalić pierwsze autorskie wyzwania kodu! Potem całkiem szybko zaczęli pojawiać się pierwsi klienci w tym bank Santander oraz amerykańska NVIDIA. To był bardzo ekscytujący i w dużej mierze przełomowy moment – rekrutowaliśmy dla amerykańskiego giganta z doliny krzemowej! Spółka zaufała nam i na naszej platformie uruchomiła wyzwanie, które swoim zasięgiem objęło ponad 80 krajów na całym świecie. Dużo się przez to nauczyliśmy.

Potem byli kolejni klienci. Jednocześnie pracowaliśmy nad rozwojem produktu i kalibracją modelu biznesowego. Kolejny rozdział historii otworzył się przed nami w Dubaju. Tutaj zaproponowano nam, żeby technologia, która wcześniej była używana do oceny programistów rozwiązujących wyzwania kodu (tzw. recruitment intelligence) mogła być wykorzystana do oceny postępów edukacyjnych uczniów i studentów uczących się programowania. Rozwiązanie ma być wprowadzone do szkolnych klas i sal wykładowych! To nie będzie jednak gałąź działająca niezależnie od wątku rekrutacyjnego. Dzięki naszej platformie studenci będą mogli walidować umiejętności nabywane w trakcie formalnej nauki i wykorzystywać je aplikując do firm. Firma mogą również rekrutować skuteczniej nawiązując relacje z programistami i inżynierami na wczesnym etapie.

Na czym dokładnie polega wasza innowacja?

TF: Przede wszystkim na połączeniu nauki i ćwiczenia programowania z „przemysłem” umożliwiając zarówno efektywniejszą naukę jak i lepszą rekrutację IT na podstawie postępów w nauce. Te obszary: studia i praca – naszym zdaniem nie powinny być rozłączne, a stale się przenikać. Dzisiaj jest często tak, że na studiach przerabia się pewien materiał a potem w pracy robi całkiem inne rzeczy. To chcemy zmienić. W naszym systemie młodzi programiści mogą szlifować swoje umiejętności na realnych zadaniach kodu dostarczanych przez firmy, które mogą wyekstraktować zadania z jakimi na co dzień mierzą się ich inżynierowie do zadań kodu na platformie. Tak żeby nauka nie była abstrakcyjna a jak najbliższa codziennej praktyce zawodowej. Wartością dla firm jest to, że mogą w ten sposób wypromować swoją markę, odkrywać talenty wcześniej i rekrutować szybciej. Przykładami skuteczności naszego podejścia są wyzwania programistyczne, które do tej pory zrealizowaliśmy z firmami m.in. NVIDIA (dotarcie do programistów z 80 krajów), Rockwell Automation (510 pozyskanych CV) czy Nordea Bank (prawie 600 pozyskanych CV w 3 miesiące).

Fot. ChallengeRocket

Po drugie chodzi o zaawansowane systemy analityczne sprzężone z platformą ćwiczeń i wyzwań kodu. Systemy AI, które automatycznie wykrywają tak zwany „poziom gotowości zawodowej”.  Ta metodologia oceny programistów w ramach organizowanych przez nas ćwiczeń kodu i „wyzwań rekrutacyjnych” została zauważona przez Emiraty Arabskie. Zauważyliśmy, że może być z powodzeniem przeniesiona do szkolnej klasy – tak żeby uczniowie i studenci uczyli się efektywniej i żeby nauczyciele dostawali automatyczne raporty dot. tego kto w klasie wymaga pomocy i jaki materiał nie jest dobrze rozumiany.

Jak sfinansowaliście wasz pomysł?

PK: Źródeł finansowania było kilka: nasz wkład własny, dotacja rządowa (PARP), fundusz inwestycyjny Leonarto, który jeszcze na zalążkowym etapie projektu dostrzegł jego potencjał oraz pierwsze  przychody od klientów, które również pojawiły się bardzo wcześnie. Potem do projektu zaczęły dołączać kolejne osoby, które wsparły nas kapitałowo oraz doradczo – na przykład Sebastian Łękawa. Posiadanie tak doświadczonych rynkowo mentorów za swoimi plecami zdecydowanie ułatwia sprawę!

Jako jedni z nielicznych start-upów zostaliście zakwalifikowani do programu w Dubaju ufundowanego przez szejków Dubai Future Foundation oraz rządową agencją KHDA. Jak wam się to udało?

TF: Decydujących okazało się kilka kwestii. Po pierwsze danie możliwości nauczycielom informatyki tworzenia ciekawszych lekcji z interaktywnymi ćwiczeniami kodu. Po drugie nasza oparta na sztucznej inteligencji technologia, umożliwiająca automatyczne wykrywanie luk kompetencyjnych uczniów oraz studentów w obszarze programowania. W pewnym uproszczeniu możemy to sobie wyobrazić tak, jakby nauczyciel miał w głowie „radar” za pomocą, którego widzi kto w klasie wymaga pomocy. Dzięki temu może właściwie dostosować tempo nauczania i skupić się na osobach, które tego potrzebują.

Przedstawiciele rządowi Emiratów oceniając metodologię oraz nasz poziom technologiczny stwierdzili, że posiadamy coś unikalnego w skali globalnej. To dla nas duże wyróżnienie bo rozmawiali z ponad 600 firmami EdTech na całym świecie. Z tej grupy została wybrana ósemka która ma pomóc w ulepszeniu różnych obszarów edukacji. My w tej kohorcie jesteśmy jedyną firmą z Polski. Oprócz nas do Dubaj zaproszona zostały m.in. spółka ze Stanów Zjednoczonych, Argentyny, Szwecji oraz aż 3 podmioty z Wielkiej Brytanii. Dwa z nich otworzyły lokalne biura w Emiratach.

Również uważamy, że same prezentacje i rozmowy na miejscu poszły nam całkiem nieźle. Spotykaliśmy się  z przedstawicielami Dubai Future Foundation, ministerstwem edukacji, dyrektorami szkół a także samymi nauczycielami. Prezentowaliśmy im nasza wizję i produkt oraz jednocześnie uczyliśmy się ich podejścia do edukacji w tak zwanym obszarze STEM. Zyskaliśmy ich aprobatę i w efekcie startujemy pierwsze pilotaże m.in. z tak prestiżowymi ośrodkami edukacyjnymi jak Cambridge International School. Więc historia będzie miała swój ciąg dalszy.

Jak wygląda współpraca z osobami ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich

PK: W kwestii Emiratów: to bardzo ciekawe miejsce pod kątem kultury biznesu. Musieliśmy nauczyć się poruszać w całkiem nowym środowisku z nieco odmiennymi zasadami. Nie chodzi tylko o takie podstawowe zasady grzecznościowe o których możemy poczytać w poradnikach zagranicznego savoir-vivre – typu „nie używanie lewej ręki przy jedzeniu”. Chodziło o coś innego – o lepsze zrozumienie ludzi i systemu w jakim funkcjonują.

Nam było nieco łatwiej bo do tego świata byliśmy wprowadzania także w ramach specjalnych szkoleń na miejscu. Najbardziej w pamięć zapadła nam jedno spotkanie organizowane w formie tradycyjnej kolacji w starym dubajskim domu, który 200 lat wcześniej należał do wpływowej rodziny lokalnych kupców. Dom położony był daleko od zgiełku głównych arterii miasta. Całość odbywała się wg tradycyjnego ceremoniału i protokołu, którego częścią są między innymi tzw. „silent servants”. Głuchoniemi aby zwiększyć poufność ważnych spotkań dyplomatycznych czy rozmów handlowych oraz zmniejszyć szansę wycieku jakichkolwiek informacji na zewnątrz.

Takich zaskoczeń kulturowo-biznesowych i nietypowych elementów było na tyle dużo, że właściwie po 3 tygodniach obecności można byłoby napisać książkę. Na pewno udało nam się wejść do świata, który jest bardzo ciekawy ale pozostaje zamknięty. Z tym wiąże się bardzo duża szansa rynkowa. Myślę, że spotkało nas duże szczęście i chcielibyśmy żeby więcej polskich firm miało taką szansę. Jeśli będziemy mogli  komukolwiek w tym pomóc to chętnie to zrobimy!

Warto zaznaczyć także, że nie chcemy tutaj budować jednak pięknego i idealistycznego obrazu tego regionu. Często mówi się, że to miejsce które posiada swoje bardzo brzydkie oblicze. Na przykład wiele osób wskazuje, że bogactwo Emiratów zostało w dużej mierze zbudowane na nieludzkiej, wręcz niewolniczej pracy przybyszów z Indii, Filipin i Bangladeszu. To temat na osobne długie rozmowy. To co sami możemy realnie zrobić to starać się pomagać wszystkim poprzez lepszą edukację informatyczną i łączenie talentów z firmami. Zwiększyć szansę na to, że ktoś nabędzie „cyfrowe umiejętności” wyrwie się z biedy i wskoczy na ścieżkę kariery. Z tą misją w głowach działamy!

Z perspektywy czasu, widzicie jakieś błędy w zarządzaniu start-upem? Gdybyście mogli cofnąć czas, zrobilibyście to inaczej?

TF: Jasne. Cały proces tworzenia startupu to proces popełniania błędów na różnych poziomach. Przynajmniej w naszym przypadku tak było.

W kwestii cofania czasu, hmmm… uważam, że wszelkie podróże w czasie są niebezpieczne, ale gdybyśmy mieli taką szansę to na pewno do wielu spraw podeszlibyśmy inaczej. Zrezygnowalibyśmy na przykład z niektórych dedykowanych projektów jakie robiliśmy dla klientów. To jedna z najtrudniejszych decyzji do podjęcia – powiedzieć „nie” jeśli ktoś chce od Ciebie coś kupić. Przecież po to tworzymy firmę aby sprzedawać! Czasem jednak warto odmówić jeśli wiemy, że konkretny klient nie jest na pewnym etapie rozwoju spółki odpowiedni lub pochłonie zbyt dużo naszego osobistego czasu. Ten lepiej czas poświęcić na generyczny rozwój produktu oraz budowę skalowalnego modelu. Czasem warto ograniczyć swój wzrost dzisiaj żeby jutro móc wystrzelić 4 razy wyżej. Do takiego wzrostu trzeba zbudować sobie odpowiednią bazę.

Na pewno pojawiło się znacznie więcej typowych błędów zarządczych z naszej strony jak np. zbyt głębokie wchodzenie przez zarząd w rolę „wykonawcy” poszczególnych elementów projektu zamiast skupienie się na koordynowaniu pracy szerszej grupy i inicjatywach strategicznych dla całej Spółki.

To jest problem bo takie zanurzenie się w detale operacyjne zużywa czas. Czas, który jest dla startupu walutą cenniejszą niż pieniądze od inwestorów! I potem brakuje go aby np. móc lepiej budować relacje z wszystkimi członkami zespołu. Nam w gąszczu codziennych zadań czasem brakowało tego czasu aby regularnie zadawać sobie pytania o charakterze strategicznym. Pytania o to kim chcemy być za 2-3 lata. Jak chcemy w długoterminowej perspektywie budować wartość spółki. Które z trendów rynkowych są dla nas kluczowe. Które są szansą. Które stanowią zagrożenie. Jak zmienia się otoczenie. Jakich zasobów potrzebujemy aby stale być „ahead of curve”. Kim jesteśmy dzisiaj. Kim chcemy być jutro. To być może brzmi jak frazes, ale to nie są naszym zdaniem puste pytania. To są kluczowe elementy nad którymi powinniśmy codziennie się zastanawiać. Myślę, że tego trochę zabrakło.

Jeśli tego brakuje to dzieją się 2 rzeczy. Po pierwsze długofalowa wizja spółki staje się nieostra, nieaktualna lub niejasna. A ta wizja oprócz „bieżącego sukcesu” jest kluczowym spoiwem zespołu. Po drugie nie ma także optymalnego planowania. U nas na pewnym etapie byliśmy na tyle  zaangażowani czasowo na kilku frontach rozwoju spółki, że planowanie stało się krótkoterminowe i coraz bardziej zaczęło przypominać spiralę celów, które są niejasne, nierealistyczne lub przypisane do nieodpowiednich osób. Wtedy musieliśmy się na chwilę zatrzymać, wyrwać z codziennego nurtu tysiąca spraw niecierpiących zwłoki i popracować u fundamentów: przemyśleć długofalową wizję, poprawić planowanie oraz procesy zarządcze. To się opłaciło!

O naszych błędach można powiedzieć znacznie więcej. Zawsze są rzeczy które dałoby się zrobić lepiej, ale niestety nie możemy cofnąć wskazówek zegara. To co natomiast możemy zrobić to wyciągać wnioski z przeszłości i skupiać się na przyszłości. A ta wygląda dla nas bardzo ciekawie!

Fot. ChallengeRocket

Macie jakieś rady dla start-upowiczów?

PK: Moglibyśmy dać co najmniej kilka, mimo iż sami nie uważamy się za szczególnie wybitnych ekspertów przygotowanych do bycia mentorami dla innych. No właśnie, to byłaby całkiem dobra porada – znajdź sobie prawdziwego mentora. Kogoś doświadczonego, kto pozwoli Wam w ułożeniu biznesu, sformułowaniu jego kluczowych wartości i otworzy drzwi, które inaczej pozostaną zamknięte.

Co poza tym? Postawcie na prostotę. Nikt dzisiaj nie ma czasu na nadmiernie skomplikowane i przeintelektualizowane idee. Mówcie prostym i zrozumiałym językiem. Jeśli postawicie na bezpośrednią i prostą komunikację to odbiorcy to docenią.  Pamiętajcie, że biznes w obszarze high-tech to tak naprawdę „people business”, gdzie sukces w ogromnej mierze opiera się na relacjach z ludźmi. Żeby nawiązać relację najlepiej myśleć skomplikowanie ale mówić prosto. I ciekawie. Jeśli działacie w obszarze b2b poza Polską to Wasz angielski powinien być płynny. Jeśli nie jest od razu stawiajcie na nativa w zespole. My sami dużo czasu spędzamy na nauce.

Może jeszcze jedna rzecz – banał, ale nie zaszkodzi powtórzyć – nie bójcie się popełniać błędów.  Grunt aby na te błędy reagować i dokonywać poprawek. Startup, wbrew temu co sądzą niektórzy, to nie jest mała wersja dużej firmy. To całkiem inny twór. To raczej „laboratorium badawcze”, gdzie testuje się różne koncepcje produktowe i modele biznesowe. Te które się nie sprawdzają odrzucamy. Eksperyment jest podstawą działania.  „Get Comfortable With the Unknown” – jak czasem mawiają w Stanach – musisz czuć się komfortowo działając w warunkach o dużym stopniu niepewności i być gotowym na popełnianie błędów. Firma Rovio Mobile stworzyła aż 51 gier które były totalnym niewypałem. Popełnili 51 dużych błędów, które doprowadziły ich na skraj upadłości. Po stracie niemal wszystkich środków właściciele postawili spróbować raz jeszcze i stworzyli 52 grę. Ta gra była zatytułowana „Angry Birds”. Taka determinacja jest wskazana.

Tylko oczywiście to wszystko jest łatwe na poziomie dawania porad. Łatwo powiedzieć „bądź zdeterminowany” – trudniej wprowadzić w życie. Z takimi poradami biznesowymi jest generalnie tak jak z poradami dotyczącymi zdrowego stylu życia. Każdy wie mniej więcej na czym to polega – trzeba być aktywnym, nie jeść cukru i unikać stresów. Każdy zna ogólne zasady. Problem jest z ich konsekwentnym i systematycznym stosowaniem 🙂

Planujecie wdrożyć wasze rozwiązanie również w innych krajach?

TF: Zdecydowanie tak. To uniwersalne i skalowalne rozwiązanie, które może być wdrożone na wielu rynkach. Narzędzie na które widzimy duże zapotrzebowanie. Na świecie mówimy w różnych językach, ale wszyscy używamy tych samych języków programowania. I osoby ćwiczące programowanie mają te same problemy.

Narazie musimy oprzeć się pokusie łapania kilku skrok za ogon jednocześnie i konsekwentnie eksplorować pierwsze kierunki startując od Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Następnie rozszerzając nasz zasięg na inne kraje Zatoki Perskiej. Starannie przygotowujemy się do tego wzrostu.

Wbrew pozorom Emiraty Arabskie pomimo pewnej „odległości kulturowej” są  pod wieloma aspektami rynkiem bardzo wygodnym. I nie chodzi tutaj tylko o zamożność społeczeństwa i tym samym jego silną moc konsumpcyjną. Jedną z zalet jest chociażby fakt, że jest to de facto rynek angielskojęzyczny. Nie są potrzebne lokalizacje produktu, które byłyby absolutnie niezbędne na wielu innych rynkach, które powszechnie uważa się za bardzo dojrzałe i rozwinięte np. Japonia (rekrutowaliśmy dla japońskiego e-commerce – Mercari, który za pośrednictwem naszej platformy dotarł do prawie 600 deweloperów z Europy Środkowo-Wschodniej) . Młodzi mieszkańcy Emiratów bardzo często część swojej edukacji odbywają za granicą – często w Szwajcarii lub Wielkiej Brytanii. Stąd wielu z nich jest praktycznie dwujęzyczna: mają znajomych w różnych częściach świata, swobodnie rozmawiają z nimi po angielsku i oglądają na Netflixie filmy bez napisów. Poza tym 90% mieszkańców kraju to ekspaci – ludzie, którzy z całego świata podążając za zatrudnieniem i karierą opuścili swoje ojczyzny. Często są z całymi rodzinami i chcą tutaj zapewnić swoim dzieciom najwyższy poziom kształcenia.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Rodowici mieszkańcy Emiratów są również bardzo otwarci na nowości. Lubią spektakularne rzeczy. Chcą skupiać na sobie uwagę świata i chcą ten świat zadziwiać. To udało im się parę lat temu kiedy pokazali swoje imponujące drapacze chmur. Teraz chcą rozwinąć i pokazać, że mają najbardziej nowoczesny system edukacji. Oni lubią takie „mega-projekty” – to szansa dla nas.

W kwestii ekspansji bardzo chcielibyśmy aby rozwiązanie funkcjonowało także w naszym kraju. Pomijając kwestie ekonomiczne, fajnie byłoby po prostu zobaczyć jak korzystają z tego dzieci w polskich szkołach i studenci na polskich uczelniach. To wydaje się nawet w pewnym sensie niewłaściwe, że rozwiązanie które zostało opracowane u nas w kraju będzie wykorzystywane w całkiem innej części świata dając tamtejszej młodzieży na starcie przewagę konkurencyjną na globalnym rynku pracy. Dlatego my z naszej strony pozostajemy otwarci na krajowe wdrożenie. Chętnie porozmawialibyśmy o tym z ministerstwem oświaty. Wierzymy, że ludzie w Polsce są otwarci na to, żeby zdecydowanie unowocześnić to jak wygląda skuteczność kształcenia w tej kluczowej dziedzinie. Dzisiaj nawet jeśli ktoś nie planuje zostać inżynierem programowania, to podstawowe umiejętności programowania mogą się bardzo przydać ponieważ nasza gospodarka jest coraz bardziej zautomatyzowana i oparta na kodzie komputerowym. Warto poznać przynajmniej podstawy jego działania.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

Mareks

15 sierpnia 2019 Odpowiedz

A już myślałem że wytyczne WHO ,dotyczące LGTB i masturbacji dzieci,może prezydent Trzaskowski wziął by pozytywny przykład i wprowadził naukę programowania, w warszawskich szkołach zamiast zajmować się ideologią.

Avatar

janek

16 sierpnia 2019 Odpowiedz

przecież juz tyle tego jest: leetcode, interviewbit, codility, hackerrank i pewnie wiele innych podobnych stronek; potem na rozmowie zadanka z tych stronek typu odwrócenie jednokierunkowej listy itp. co ma sie nijak do zadań w pracy

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*