Zaczynali od jednego food trucka, a dziś ich przychody sięgają 37 mln zł

Wiele pomysłów na biznes realizowanych jest w dość krótkim czasie. Nie inaczej było w przypadku Bobby Burgera. – Zaczął rodzić się boom burgerowy i podczas majówki w 2012 roku kolega zaproponował: „Ej Bobby, może załóżmy Bobby Burgera”. Miesiąc później wyjechaliśmy na ulice Warszawy food truckiem z burgerami – mówi Bogumił Jankiewicz, współzałożyciel Bobby Burgera. Obecnie przychody warszawskiej marki sięgają 37 mln zł.

Od lewej Krzysztof Kołaszewski i Bogumił Jankiewicz, założyciele sieci Bobby Burger; Fot. Materiały prasowe

Bartłomiej Godziszewski: Jak zaczęła się historia z marką Bobby Burger? Skąd taki pomysł?

Bogumił Jankiewicz: Swego czasu byłem zafascynowany ideą mobilności — faktem, że można robić zakupy bez wysiadania z samochodu. Myślałem nawet, żeby otworzyć przejazdowy sklep. Natomiast w międzyczasie zaczął się rodzić boom burgerowy i podczas majówki w 2012 roku kolega zaproponował: „Ej Bobby, może załóżmy Bobby Burgera”. Miesiąc później wyjechaliśmy na ulice Warszawy food truckiem z burgerami, który odwiedzał największe i najciekawsze wydarzenia w mieście. Szybko okazało się, że klienci pokochali nasze burgery i ustawiali się po nie w długich kolejkach.

Krzysztof Kołaszewski: To był jeden z pierwszych food trucków z burgerami w Warszawie. Brakowało na mieście pożywnego, wartościowego jedzenia – szczególnie w późnych godzinach, tak naprawdę nocnych. Idealnie wstrzeliliśmy się w niszę na rynku, dzięki czemu dziś jesteśmy nie tylko pierwszą, ale i największą polską siecią burgerowni. Obecnie pod szyldem Bobby Burger działa 40 lokali w 17 dużych miastach Polski.

Jak wspominacie początki tego biznesu?

Bogumił Jankiewicz: Początki sieci Bobby Burger były bardzo intensywne. Tak naprawdę wszystko działo się wręcz lawinowo. W 2012 roku jeden food truck już rok później pierwszy lokal stacjonarny, który do dziś funkcjonuje w samym centrum Warszawy, przy ul. Żurawiej. W tym samym roku ruszyliśmy z systemem franczyzowym, chwilę później otworzyliśmy swoje lokale w innych miastach Polski.

Krzysztof Kołaszewski: Pracowaliśmy nawet do 4-5 nad ranem, po dwóch godzinach trzeba było już jechać po zapatrzenie lokalu, czasem coś się zepsuło, ktoś nagle nie przyszedł do pracy. Gastronomia wymaga dużo pracy, często też poświęceń. Jednocześnie to biznes skali, dlatego od początku skupiliśmy się na rozwoju sieci.

Czy wasz pomysł na biznes był kosztowną inwestycją, czy też raczej nie? Jak go sfinansowaliście?

Bogumił Jankiewicz: Pierwszego food trucka kupiliśmy za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie pamiętam w tym momencie dokładnej kwoty. W każdym razie wydałem na to swoje oszczędności, może pojawia się tam też jakaś drobna pożyczka.

Sprawdź!Jak uruchomić własny food truck i ile to kosztuje?

Krzysztof Kołaszewski: Ja wtedy byłem studentem II roku. Początkowo zatrudniłem się w tym food trucku, jednak szybko stwierdziłem, że muszę być częścią tej burgerowej rewolucji. Zapożyczyłem się u rodziny i znajomych, odkupiłem 49% firmy i zostałem współwłaścicielem tego biznesu.

Bogumił Jankiewicz: Rok później, w 2013 roku wpłaciliśmy 60 tys. zł kaucji pod wynajem pierwszego lokalu stacjonarnego, przy ul. Żurawiej w Warszawie. Zabrakło nam jednak pieniędzy na dokończenie wystroju, dlatego za 70 tys. zł sprzedaliśmy food trucka naszemu pracownikowi i tym samym ruszyliśmy z systemem franczyzowym.

Jak dużo osób odwiedza wasze lokale?

Krzysztof Kołaszewski: Nasze lokale odwiedza ponad milion klientów rocznie. Otwarciom nowych burgerowni towarzyszy bardzo duże zainteresowanie, bez względu na to, czy mówimy o pierwszym lokalu Bobby Burger w danym mieście, czy też o kolejnym w tej samej miejscowości. Potwierdzają to również wyniki finansowe. Łączne przychody z lokali własnych i franczyzowych Bobby Burger przekroczyły w 2018 roku 37 mln zł brutto. To o 23 proc. więcej w porównaniu z 2017 rokiem. Cel na ten rok to 44 mln 440 tys. zł brutto przychodu ze wszystkich lokali skupionych w grupie Real Food S.A.

W 2018 roku założyliście grupę Real Food SA. Dlaczego zdecydowaliście się na taki krok?

Krzysztof Kołaszewski: Tak jak wspominałem wcześniej, gastronomia to biznes skali. Biznes, który musi podążać za konsumentami i zmianami rynkowymi. Prowadzimy badania konsumenckie, obserwujemy trendy, w tym coraz większe zainteresowanie m.in. flexitarianizmem ze strony Polaków, gdzie mówimy o ograniczeniu spożywania mięsa na rzecz owoców i warzyw.

Bogumił Jankiewicz: Stworzyliśmy grupę kapitałową Real Food, do której dołączył Michał Kiciński, współtwórca CD Projekt ze swoją wegańską restauracją Wegeguru. W ten sposób odpowiadamy na potrzeby różnych grup konsumentów – jedzących mięso, wegetarian i wegan.

Krzysztof Kołaszewski: Dajemy ludziom wybór. Jednocześnie warto wspomnieć, że również w lokalach Bobby Burger poza burgerami wołowymi i drobiowymi, mamy opcje wegetariańskie.

Po dołączeniu do grupy Michała Kicińskiego, założyciela CD Projektu pojawiła się nowa marka Wegeguru. Czy uważacie, że branża wegańska ma przed sobą świetlaną przyszłość?

Bogumił Jankiewicz: Wegeguru spełnia wymagania klientów wielkomiejskich restauracji, wśród których rośnie popyt na zdrową dietę wegańską. Oferta restauracji wpisuje się również we wspomniany już trend flexitarianizmu. Badania potwierdzają, że coraz więcej Polaków deklaruje, że nie je mięsa w ogóle lub stara się je ograniczyć w codziennej diecie.

Krzysztof Kołaszewski: Weganizm zyskuje na popularności, jednak nie zakładałbym, że Polacy całkowicie zrezygnują z jedzenia mięsa. Co na pewno cieszy to fakt, że wraz z flexitarianizmem rośnie trend premiumizacji mięsa. Polacy coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na jakość mięsa, ale także jego pochodzenie.

Myślicie również o wyjściu na rynki zagraniczne?

Krzysztof Kołaszewski: Na ten moment skupiamy się na rozwoju na rodzimym rynku, widzimy tu miejsce na kolejne burgerownie i restauracje z kuchnią rośliną. Jednak nie wykluczamy takiego działania w przyszłości.

Ruszyliście teraz z kampanią crowdfundingową. Planujecie zebrać łącznie 4 mln zł. Na co przeznaczycie pozyskane środki?

Bogumił Jankiewicz: Zebrane środki chcemy przeznaczyć na dalszy rozwój grupy Real Food. Chcemy otworzyć lokale Bobby Burger w nowych miastach oraz zagęścić sieć burgerowni tam, gdzie ma już wierne grono fanów. Z kolei Wegeguru będzie mógł rozszerzyć koncept na kolejne restauracje, także poza Warszawą.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Krzysztof Kołaszewski: 70 proc. zebranej kwoty chcemy przeznaczyć na otwarcie burgerowni, pozostałe 30 proc. na restauracji z kuchnią roślinną. Zakładamy, że dzięki temu do końca 2022 roku będzie działać 67 lokali pod szyldem Bobby Burger i 4 Wegeguru, które łącznie wygenerują 67 mln 580 tys. zł brutto przychodu w tymże roku.

Dlaczego zdecydowaliście się na wybór crowdfundingu jako formę pozyskania kapitału?

Bogumił Jankiewicz: Crowdfunding udziałowy to coraz popularniejsza metoda finansowania. W ten sposób możemy zaprosić do bycia częścią tego biznesu nie tylko doświadczonych inwestorów, ale także naszych klientów.

Krzysztof Kołaszewski: Co ważne, do końca 2021 roku chcemy zadebiutować na giełdzie. Prawdopodobnie będzie to NewConnect. Ewentualnie podobny rynek, umożliwiający obrót papierami młodych spółek, którego stworzenie jest planowane według deklaracji GPW. W ten sposób osoby,  które włączą się w naszą kampanię crowdfundingową, będą mogły zyskownie wyjść z inwestycji po upływie maksymalnie 2,5 roku od daty nabycia akcji.

Bogumił Jankiewicz: Można więc powiedzieć, że kampania equity crowdfundingowa to w naszym przypadku pre-IPO.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

Hahahha

17 czerwca 2019 Odpowiedz

No zaczynali od jednego bo pierwszy trzeba kupic zeby wystartować ale z milionami rodzicow i bez limitu finansowego startuje sie inaczej…😂😂😂 ale tu pierdoly piszecie i tworzycie succes story…

Avatar

CebulaLovers

18 czerwca 2019 Odpowiedz

Piecze tyłek co? 😀 Ehhh lata mijają, zmiana pokoleń następuje ale mentalność wciąż ta sama….

Avatar

Karol

17 czerwca 2019 Odpowiedz

Może jak podawali te burgery z foodtrucka to mogli kontrolować jakość. Teraz to dramat, odmrożone mięso w knajpie to lata 90 a nie wspolczesna Warszawa. Akcji nie kupie, burgera tym bardziej.

Avatar

Arek

17 czerwca 2019 Odpowiedz

Prawda jest taka, że te burgery są takie sobie, chociaż wydają się idealne dla 500+ co zresztą nie jest takie dalekie od prawdy, bo menu w którym nic nie ma i goście, których tam widzę (a także obsługa) zdecydowanie się w to wpisują.

Avatar

Mariusz

18 czerwca 2019 Odpowiedz

Brawa!!! Sukces trzeba doceniać

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*