Na Mazurach prowadzi ślimakowy biznes

Już nie tylko Francuzi, ale i Polacy coraz częściej rozkoszują się smakiem ślimaka. To właśnie na tych mięczakach postanowiła zarobić Mariola Piłat Skalmowska. Wspólnie z mężem założyła własną hodowlę. – Polska to wielki kraj, więc dlaczego mój region nie miałby się stać taką Burgundią czy Katalonią? My już ten pierwszy krok mamy za sobą. Nie poszło to tak szybko, ale w końcu to ślimaki… – mówi Mariola Piłat Skalmowska, założycielka Snails Garden.

Na zdjęciu Mariola Piłat Skalmowska

Bartłomiej Godziszewski: Skąd pojawił się pomysł, by zająć się ślimakowym biznesem?

Mariola Piłat Skalmowska: To bardzo ciekawa historia, mianowicie mój mąż Grzegorz prowadził przez 10 lat gastronomię w Elblągu, między innymi nad Kanałem Elbląskim, to tutaj przyszedł mu ten pomysł do głowy i to tu teraz razem go prowadzimy.  Zaczęło się w 2003 roku, podczas poszukiwań dobrego biznesu na wsi, aby wyprowadzić się z miasta i tu założyć rodzinę, a że to człowiek twórczy i niekonwencjonalny, wybrał …ślimaki.

Wiedział, że taki temat zaskoczy Polaków, ale i zarazem musi dać satysfakcję i finanse.  Tym sposobem mała wieś w Krasinie koło Pasłęka, stała się krainą ślimaka, znaną na całą Polskę, ale i świat.

Plany były wielkie i pomału je realizowaliśmy. Przeszliśmy wszystkie szczeble produkcji, od hodowli ślimaków opartej na paszach przemysłowych i hodowlę bio, po własną ubojnie z przetwórnią, hurtownie poza granicami Polski, salon kosmetyków ze śluzem ślimaka w galerii handlowej i pierwszy koncept gastronomiczny tego typu w Polsce.

Dzięki zdobytej wiedzy przez te wszystkie lata oraz bogatemu doświadczeniu, jako pierwsi hodowcy ślimaka w Polsce zapragnęliśmy rozwijać nie tylko sektor hodowlany, ale także sektor żywnościowy i kosmetyczny, wykorzystując wszystkie dobrodziejstwa jakie niesie ze sobą te cudowne mięczaki.

Jak wygląda taka hodowla?

W naszym przypadku skupiamy się w tej chwili na certyfikowanej zielonym listkiem,  hodowli ekologicznej, to znaczy, że już nie używamy pasz przemysłowych, a sam ślimak rośnie sobie wolno na wolnym wybiegu. Wydawało by się, że to przecież norma. Nic bardziej mylnego, hodowla ślimaków może być także prowadzona w skali towarowej, są  w Polsce hodowlę oparte mocno na chowie ekstensywnym, czyli w praktyce obsadza się pola, nawet 500 sztuk ślimaka na 1 m2 ziemi. Dlatego wymagane są pasze, jako dodatkowy pokarm, bo samych roślin by nie starczyło do końca tuczu.

W przypadku systemu ekologicznego nie można przekroczyć  100 sztuk ślimaka na m2, my stosujemy nawet 30, aby mieć pewność klasy mięsa. W hodowli eko, na dzień dzisiejszy nie ma pasz ekologicznych na ślimaki, ponieważ wszystkie pasze na rynku są głownie na bazie soi modyfikowanej.  Dlatego zmniejszenie populacja ślimaka na polu, ma zapobiec utracie naturalnego schronienie dla niego, jakim są chwasty jadalne, a głównie mniszek lekarki, który w naszym przypadku służy ślimakom także za pokarm.  Natomiast poranna rosa uzupełnia wodę.

Wybraliśmy tako model biznesu, ponieważ nasze ślimaki trafiają na talerze dla polskiego konsumenta. Wcześniej potrafiliśmy mieć w obrocie powyżej 50 ton ślimaka, hodowanego na paszach, głównie dla turystów w Hiszpanii.

Czy hodowla ślimaka to trudny biznes?

Hodowla ślimaków to typowa działalność rolnicza, trzeba dobrze się zastanowić czy zniesiemy pewne niedogodności związane z tym faktem, także straty z tym związane na które nie ma wpływu. Tak, uważam, że to trudna hodowla, dlatego trzeba się do niej odpowiednio przygotować. Przejść konsultacje, aby w ogóle, wiedzieć czy to biznes dla nas. Potem można myśleć o szkoleniu i planowanej inwestycji. Inwestować należy wraz z doświadczeniem w branży, tak było i w naszym przypadku. Popełniliśmy również i swoje błędy, ale bez nich nie mielibyśmy teraz własnego zdania na ten temat, ale ponad wszystko stosownej wiedzy, aby się nią dzielić.

Jak wygląda spożycie ślimaków w Polsce?

W naszych badaniach jakie robimy od momentu wejście ze ślimakiem na polski rynek, a był to rok 2016, widzimy coraz większe spożycie. Ono  nigdy nie dorówna kurczakom, czy schabowemu, ale my tego nie oczekujemy. To ma być produkt dla wyjątkowych gości, którzy mają charyzmę, ale i odwagę.

To jest produkt typowo turystyczny, a w naszym kraju rozwija się coraz bardziej przecież turystyka kulinarna, czego dowodem jest choćby nasza przynależność jako „Snails Garden”, tak nazywa się nasza rodzina marka, do Dziedzictwa Kulinarnego Europy. Niby nic w tym dziwnego ,prawda, otóż nie. Okazało się, że w naszym kraju tylko my mamy tzw. białą czapeczką z widelcem i nożem, czyli logo sieci.  Reprezentujemy nasz region Warmia Mazury, ale co najlepsze w sieci nie ma Francji.

Czy eksportujecie swoje ślimaki poza granice kraju?

W tej chwili, skupiamy się tylko na polskim rynku. Polska to wielki kraj, więc dlaczego mój region nie miałby się stać taką Burgundią czy Katalonią? My już ten pierwszy krok mamy za sobą. Nie poszło to tak szybko, ale w końcu to ślimaki…

Rodacy lubią wyzwania, do nas się nie przyjeżdża się na zwykłe jedzenie, ślimaki to rarytas dla smakoszy, dla osób, które lubią celebrować jedzenie, poświęcić czas na konsumpcję posiłku…

Od czasu jak w 2017 roku udało się nam zakwalifikować  do finału World Food Travel Association w USA – i otrzymaliśmy nagrodę „Food Trekking Awards” za doskonałość w Turystyce Kulinarnej. Przyświeca nam ich motto: „Turystyka kulinarna jest unikalna i niezapomniana, jest doświadczaniem, w którym obowiązuje zasada: To nie tylko posiłek, ale również wspomnienie…”

Z tego, co widzę w ofercie znalazł się Krem Ślimaka. Na co jest on przeznaczony?

Podobne życie, zaczyna się po 40-stce! Więc stworzyłam markę kremów z śluzem ślimaka, także o tej samej nazwie „Snails Garden” Tym sposobem połączyłam pasję męża i mój pomysł na piękno z natury, a dokładnie prosto z farmy ślimaków. Uważa się, że śluz ślimaka stymuluje procesy, na skutek których jego tkanki mogą się zregenerować w okresie krótszym niż 48 godzin. Chroni ciało ślimaka przed bakteriami, zadrażnieniami i promieniowaniem UV.

Hipokrates podobno miał zalecać nakładanie ślimaków na skórę w celu złagodzenia stanów zapalnych. Po śluz ślimaka sięgali także mieszkańcy południowych Włoch, którzy leczyli nim brodawki i trądzik. Tak samo jest w przypadku naszych kremów, mają za zadanie utrzymać piękną i zdrową skórę i nie dopuścić do jej „starzenia” .  Jesteśmy pionierami i założycielami pierwszej certyfikowanej ekologicznej farmy ślimaków w Polsce, trochę to można porównać do historii już znanej w świecie kosmetyki, czyli farmera, hodowcy ślimaków z Chile.

„W 1980 roku chilijska rodzina założyła farmę ślimaków, potocznie nazywanych ślimakami szarymi lub ogrodowymi. Ku ich zaskoczeniu, po kontakcie ze ślimakami rany na ich rękach goiły się szybciej, a skóra była o wiele gładsza. Zauważywszy to, najstarszy z synów farmera – lekarz Fernando Bascunan – rozpoczął badania nad właściwościami wydzielin ślimaków. Na rynku ukazał się krem zawierający w składzie ponad 80% śluzu ślimaka, jako składnika czynnego.”

Jak duże jest zainteresowanie kremem ze ślimaka w Polsce?

Podczas Międzynarodowych Targów urody w Poznaniu Look & beautyVISION – uznawanych za największe w Polsce, nasza RODZINNA marka, zaprezentowała innowacyjne podejście, przedstawiając kremy na bazie naturalnego 100 proc. śluzu ślimaka z własnej farmy. Wtedy umieściliśmy odważnie na opakowaniu, zdjęcie żywego ślimaka, który symbolizował jego zawartość i linię kosmetyków PRESTIGE.

Było to w bardzo dawno, teraz z tego punktu widzenia, możemy śmiało powiedzieć, że rodzinne nieduże firmy, tak jak nasza, bo nie uważamy się za potentatów, mają większą siłę przebicia na polskim rynku i widzimy stanowczy progres.

Moim partnerem jest akurat  EkoFarma „Snails Garden”, zajmująca się certyfikowaną ekologiczną hodowlą ślimaków. Naszą wspólną misją jest tworzyć najlepsze kosmetyki, używając do produkcji, naturalnych surowców kosmetycznych w tym śluzu ślimaka, jako składnika aktywnego.

Natura daje nam to co najlepsze, a my to wykorzystujemy.

Staliście się także atrakcją turystyczną. Jak wielu odwiedzających przyciągacie i co mogą zobaczyć?

Tak to prawda, postanowiliśmy wykorzystać nasze pola po ślimakach, częściowo zaadaptować na park zoo. Znajdziemy tutaj, obok ślimaków,  kuce szetlandzkie, które adoptowaliśmy ze schroniska, czy białe miniaturowe kozy i najmniejszą na świecie rasę owieczek. Jednak największym powodzeniem cieszy się nasze nazwane jeszcze roboczo –  żywe muzeum ślimaka. Jest to wycieczka po historii i tajemnicach życia ślimaków od Afryki po kraje śródziemnomorskie, temat przewodnim jest ochrona polskiego winniczka. Z roku na rok jest jego coraz mniej w naturze, do tego stopnia, że są wydawane zakazy jego zbiorów, a konsumpcja nadal rośnie.

Generalnie zakres tematyczny naszego „Bistro Ślimaka” jest dosyć szeroki:

  • Hodowla ekologiczna ślimaków jadalnych, produkcja z obróbką mięsa i wyrobów gotowych
  • Degustacja ślimaków, świadomość Dziedzictwa Kulinarnego Europy i wartości odżywczych mięsa
  • Możliwość wykorzystania, potencjały ślimaków od wellness spa po gastronomię i turystykę kulinarną.

Grupa docelowa to turystyka kulinarna , wyjazdy studyjne, biura podróży, firmy szkoleniowe, studenci, szkoły i menadżerowie. Właściciele firm gastronomicznych, horeca i wellness spa, gospodarstwa rolne, inwestorzy i doradcy.

Tutaj także widzimy, że goście nasi, zapraszają do nas całe swoje rodziny z dziećmi, a  w końcu nasze menu to ślimaki. Jesteśmy otwarci na każdego turystę, tego indywidualnego także. Wszak obok nas jest jeden z siedmiu cudów Polski , jakim są rejsy statkiem po trawie, to nam pozwala śmiało patrzeć w przyszłość, bo już wiemy, że rodacy nie boją się ślimaków.

Prowadzisz ciekawy biznes i chciałbyś o tym opowiedzieć? Napisz na kontakt@mambiznes.pl. Opiszemy Twoją historię!

Czy jest dochodowy biznes? Jak wiele podobnych hodowli jest w Polsce?

Dywersyfikacja naszego modelu biznesowego, czyli różnicowanie asortymentu produkcji  i dodanie do niego także usługi doradczej, pozwoliła nam być wszechstronnym w tej dość trudnej dziedzinie, jakim jest rolnictwo. Dochodowość, można tu określić na każdym pułapie, mniej lub bardziej. Na pewno, aby hodować  ślimaki na skalę towarową i eksportować je jako żywe, trzeba dobrze sobie wynegocjować cenę i przemyśleć to dwa razy. Ponieważ rzadko się zdarza, aby wysyłać ślimaki na raz wielkimi tirami, a tak myślą wszyscy.  Eksportuje się partiami, po 1-2 tony co kilka tygodni, aż do maja w przypadku Hiszpanii. Czyli, cena musi być odpowiednia, inaczej  zyski pochłoną naturalne straty w postaci przechowywania ślimaków w chłodni w stanie hibernacji do drugiego roku.  Jeżeli uwzględnimy to w swoim biznes planie, to możemy śmiało powiedzieć, że to jest dochodowy biznes. Tego wszystkiego uczymy na naszych konsultacjach, mamy olbrzymie doświadczeni w tym temacie. Hodowli w Polsce jest mało, to nigdy nie będzie tak popularne jak drób, wieprzowina czy nawet pieczarki. Być może tu jest szansa dla nowo powstałych ferm.

Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

Kontynuowanie już rozpoczętej pracy i uświadamianie społeczeństwa, że ślimaki to był kiedyś polski produkt. Jak donoszą źródła historyczne, pierwsze POLSKIE przepisy ze ślimaków pojawiły się w XVII wieku i były bardziej popularne niż dania z wieprzowiny, co pewnie nie jednego turystę zaskoczy.

Natomiast z marką kosmetyczną Snails Garden, będę stała na straży piękna ze wspólną misją, wraz z farmą ślimaków, aby otworzyć własne laboratorium.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Komentarze

Avatar

lokals

19 września 2019 Odpowiedz

Od kiedy Pasłęk to Mazury?

Avatar

JAN Pasłęk

19 września 2019 Odpowiedz

Od zawsze ty imbecylu

Avatar

Anna

19 września 2019 Odpowiedz

Dorabiać się na zabijaniu zwierząt. Gratuluję pomysłu na biznes i życzę jak najgorzej.

Avatar

turysta

19 września 2019 Odpowiedz

a Ty co jaroszka? surowe kurczaki tez nie są ? 🙂

Avatar

Marek

19 września 2019 Odpowiedz

Ja jednak podziekuje. Fuj.

Avatar

Bartek

21 września 2019 Odpowiedz

Masz rację. Lepiej dorabiać się na karczowaniu lasów pod pola uprawne, zabijając całe ekosystemy i hodując niewystępujące w naturze sztuczne, wręcz plastikowe owoce lub warzywa, które będą dla Ciebie przetransportowane z drugiego końca świata, paląc tysiące litrów ropy żebyś mogła zjeść banana lub awokado. Po drodze zginą tysiące zwierząt zamordowanych z premedytacją w celu ochrony plonów, kolejne w wyniku roundupów, pestycydów aby wyplenić „szkodniki” (inne mniejsze lub większe zwierzątka). Wiele zginie ‚nieumyślnie’ w młuckarkach kombajnów lub pod ich kołami. Nie wspominając już o negatywnych skutkach zdrowotnych diet roślinnych, których niestety je większość ludzi. Tak, krzycz dalej i obrażaj ludzi, którzy w przeciwieństwie do ciebie robią jakiś choćby mały krok w stronę natury i produkują naturalną dla człowieka żywność (zwierzęta). Doucz się najpierw jak działa układ pokarmowy człowieka i jak wygląda prawdziwa natura i jak cierpią zwierzęta w naturze gdy są na żywca rozszarpywane przez drapieżniki. W naturalnym ekosystemie człowiek jest na czele tego łańcucha pokarmowego. Nie zniżaj więc ludzkości do poziomu małpy, która je nadal liście.

Avatar

Kasia z W-a

22 września 2019 Odpowiedz

ich kremy kosmetyczne to rewelka, byłam widziałam śluz ślimaka i jak żyją ich ślimaki, mają wolny wybieg, wyobrażacie sobie 🙂
Polecam!

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*