W Polsce jest więcej escape roomów niż w Niemczech

Kiedy w 1995 r. studio Metropolis Software wydawało „Teenagenta” – jedną z pierwszych polskich gier komputerowych, zapewne nie spodziewało się, że to właśnie produkcje typu „point&click” („wskaż i kliknij”) staną się po latach inspiracją do powstania nowej gałęzi biznesu.

Część  osób związanych z branżą właśnie w tych grach upatruje inspiracji do powstania w pierwszej dekadzie XXI w. pierwszych na świecie escape roomów. Do Polski rozrywka ta zawitała w 2014 r. – we Wrocławiu powstał „Let Me Out”. Dziś nad Wisłą mamy już niemal 1000 escape roomów – wynika z pierwszego w Polsce raportu dotyczącego tego rynku, przygotowanego przez serwis Lockme.pl, skupiający 95% escape roomów i pozwalający na ich przeglądanie, rezerwowanie i ocenianie.

Według autorów raportu w 2017 roku do escape roomów wybrało się 4,13 mln osób, którzy zostawili w nich około 200 mln zł. Najwięcej ER jest w Warszawie (121), Poznaniu (78), Krakowie (62) i Wrocławiu (50), ale znajdziemy je też w Kobylinie, Kobiórze, Międzylesiu czy Guciowie.  Większość działa w formie pojedynczych punktów, choć zdarzają się również całe sieci – zarówno te zarządzane bezpośrednio przez właścicieli, jak i franczyzowe.

Jeszcze kilka lat temu budowa escape roomu kosztowała około 5-15 tys. zł (pomijając koszty lokalu i pracy). Inwestycje w takich budżetach wciąż powstają, jednak chcąc iść z duchem czasu, musimy liczyć się z wydatkiem rzędu 60-80 tys. zł. Wszystko przez to, że ER nie są już tylko prostym zbiorem zagadek logicznych, ale całym, dobrze wyreżyserowanym przeżyciem. Może odbywać się w klimacie przygodowym, ale też kryminalnym, fabularnym czy horroru (to niecałe 10 procent ER). Wiele escape roomów zawiera też elementy regionalne, mają też różne poziomy trudności. Jeśli chodzi o potrzeby lokalowe, zazwyczaj wystarczy niewielkie mieszkanie. – W takich warunkach działa około połowy escape roomów, druga połowa to już bardzo zróżnicowane lokale, zdarzają się nawet wielopoziomowe – mówi Jakub Witosławski z Lockme.pl.

Ile średnio kosztuje nas jednorazowa wycieczka do escape roomu? Różnice są dość znaczne – w Rawiczu pobawimy się za 78 zł, ale już w Warszawie musimy zapłacić średnio 147 zł. Wiele ER to jednak zabawa dla kilku osób (nawet 8), a płacimy tylko za pokój – dlatego cena za osobę często nie przekroczy 30 zł – wynika z raportu Lockme.pl

Rozwój escape roomów sprawił, że ich potencjał zaczął być wykorzystywany przez miasta jako forma promocji. – Z jedną z takich sytuacji mieliśmy do czynienia we Wrocławiu, gdy ER zainstalowano w hali Stulecia podczas promocji książki Marka Krajewskiego – mówi Bartosz Idzikowski  z Lockme.pl. Istnieją również „stałe” ER nawiązujące do historii miast czy obiektów – takie znajdziemy choćby w zamku w Mosznej czy „Tajemnica Sztolni Czarnej” w Złotym Stoku. To sprawia, że łączą walor edukacyjny i turystyczny (za granicą rozwija się nawet typowa turystyka ER, gdzie wizyty w takich obiektach są główną atrakcją). Bywa, że są też wykorzystywane przez działy HR w rekrutacji. Tak było w przypadku ING Banku Śląskiego, który użył ER jako jednego z elementów wyłaniania kandydatów w swoim programie stażowym. Bank w 2017 roku został za to nagrodzony w konkursie „Siła Przyciągania”.

Branża od swojego powstania nieustannie się rozwija, choć daje się zauważyć  pewną stabilizację. W skali roku wciąż więcej escape roomów otwiera się niż zamyka, jednak zdarzały się miesiące, które przełamywały tę regułę – wynika z danych Lockme.pl.

Polski rynek jest w tej chwili większy niż niemiecki – za Odrą działa 759 ER (w Polsce niemal 1000). Ze względu to, że wciąż znajduje się w „wieku młodzieńczym”, trudno ocenić, w jakim stopniu jest już nasycony. Branża celuje jednak wysoko – wraz z rozwojem rzuca rękawicę kinom, dając możliwość „grania” i przeżywania, nie ograniczając się tylko do biernego odbioru.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Mateusz Szymański
Bankier.pl

 

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*