Polski start-up stworzył robota do pracy w trudnych warunkach

W czasie studiów na Politechnice Wrocławskiej skonstruowali łazik marsjański. Ich prototypy zwyciężały polskie i zagraniczne konkursy, ale po studiach drogi pomysłodawców się rozeszły. Szybko jednak przekonali się, że praca w korporacji jest nie dla nich. Po kilku latach przerwy zgrany zespół wraca z nowym pomysłem. Łazika marsjańskiego wrocławski start-up chce zastąpić robotem ziemskim.

O pomyśle łazika do pracy w trudnych warunkach, kuchni budowania robotów, planach rozwoju oraz zbliżającej się kampanii na Kickstarterze opowiada Szymon Dzwończyk, CEO projektu Turtle Rover.

Grzegorz Marynowicz: Czym jest robot Turtle Rover?

Szymon Dzwończyk: Turtle Rover to czterokołowy, zdalnie sterowany robot, zaprojektowany do pracy w każdych warunkach. Jako projekt open-source’owy ma stać się robotyczną platformą rozwojową, która pozwala na dowolną zabudowę. Jako samodzielny produkt jest odpowiednikiem dronów fotograficznych w miejscach, gdzie dronem trudno dotrzeć. Turtle Rover wjedzie do jaskiń, rumowisk, kanałów, a nawet może być używany jako robot inspekcyjny.

Zajmowaliście się wcześniej podobnymi projektami? Skąd pomysł, by zbudować łazik do pracy w trudnych warunkach?  

Jako zespół od 2012 roku zajmowaliśmy się rozwojem prototypowych konstrukcji łazików marsjańskich na Politechnice Wrocławskiej (Projekt Scorpio). W tym czasie prowadziliśmy prace badawcze nad robotami, które zajmowały czołowe miejsca na konkursach w Polsce i  Stanach Zjednoczonych. Później każde z nas poszło w swoją stronę po to, żeby w końcu się zorientować, że praca w korporacji nie jest dla nas. Razem uznaliśmy, że warto by było kontynuować to czym zajmowaliśmy się wcześniej i w czym mamy największe doświadczenie. W ten sposób powstał projekt ściągnięcia „łazików marsjańskich” na Ziemię.

Opowiedz proszę jak wyglądały prace nad prototypem? 

Nad łazikiem Turtle pracujemy już ponad rok. W tym czasie skonstruowaliśmy dwa w pełni funkcjonalne prototypy platformy jezdnej i cztery prototypy ramienia robota. Główne trudności polegały na dopracowaniu konstrukcji w taki sposób, abyśmy mogli produkować Turtle we Wrocławiu z uproszczonym zaangażowaniem podwykonawców. Unikaliśmy np. wykonywania skomplikowanych form wtryskowych wykorzystując druk 3D. Większość elementów łazika jest wykonywana poprzez cięcie blach laserem i obróbkę CNC. Chodzi o to, żeby w przyszłości móc na bieżąco modyfikować konstrukcję eliminując ewentualne błędy i ulepszając budowę robota nawet w trakcie produkcji.

Z jakich środków finansujecie prace nad łazikiem? Macie inwestora? Szukacie finansowania?

Rozwój robota finansowany był dotąd ze środków własnych. Nasz zespół składa się z osób, które zrezygnowały z pracy w innych firmach, aby móc rozwijać branżę, na której najbardziej się znamy – robotykę ekstremalną.

Z czego zbudowane jest takie ustrojstwo? Jakich materiałów i kompetencji od Was wymaga?

Łazik zbudowany jest wokół komputera RaspberryPi, także w sercu Turtla bije Linux, a cała aplikacja jest open-soure’owa. Elektronika zamknięta jest w wodoszczelnych obudowach, a przewody poprowadzone przemysłowymi przepustami, które gwarantują, że robot będzie potrafił jeździć nawet po wodą. Do konstrukcji mechanicznej używamy takich materiałów jak aluminium lotnicze, stal nierdzewna i podzespoły najlepszych producentów (Buehler Motors, GoPro). Chodzi o to, żeby odczarować w końcu branżę robotyki osobistej kojarzoną z hobbystami budującymi „dywanowe” robociki. Turtle skierowany jest do osób, które nie boją się wyzwań i po modyfikacji kodu łazika będą potrafiły zrobić z niego nawet pojazd autonomiczny.

Czy łazik jest skończony? Na jakim jesteście etapie?

Produkt jest gotowy dla klienta, ale nigdy nie będzie skończony. Właśnie dlatego, kosztem naszych zysków, inwestujemy w znane i sprawdzone marki jako podzespoły robota – Turtle jest i zawsze będzie platformą rozwojową pozwalającą każdemu użytkownikowi na dostosowanie nie tylko jest software’u, ale także zabudowy do konkretnego zastosowania.
Jeśli chodzi o przygotowanie do produkcji to robot jest na ostatniej prostej. Ruszmy z kampanią przed-sprzedażową, aby móc określić wielkość pierwszej partii produkcyjnej i wymiar potrzebnych środków do montażu. Wielkość zapotrzebowania podyktuje czy pozostaniemy np. przy druku 3D dla niektórych podzespołów i jak wiele osób będziemy musieli zatrudnić do pomocy.

Kto ma być docelowym klientem?

Docelowy klient jest osobą, która nie boi się nowej technologii. Turtle wycelowany jest jako gotowy produkt dla geeków, a jako platforma rozwojowa – dla osób znających się na elektronice i programowaniu. Jako że jest to produkt niszowy, nastawiamy się raczej na rynek zagraniczny – osób które mogą sobie pozwolić na robota w półce cenowej wyższej jakości dronów.

Czy podobnych łazików nie ma na rynku? Czym się wyróżniacie?

Nie ma. Rynek robotów mobilnych jeszcze raczkuje, ale widząc co się dzieje na rynku dronów, jeszcze chwila i o podobnych „turtlach” usłyszymy wszyscy. Głównym problemem tego rynku jest skomplikowanie konstrukcji i koszt produkcji pojedynczej sztuki. Mowa tutaj już o robocie, który nie może się rozpaść od pierwszego uderzenia w ścianę. Nie oszukujmy się, po dronach każdy się spodziewa, że mają być lekkie kosztem wytrzymałości. Zaletą Turtla jest to, że potrafi wybaczyć użytkownikowi błędy w użytkowaniu i do tego jest otwarty na wszelkie zmiany.

Niedługo ruszacie ze swoim projektem na Kickstarterze. Jakie cele sobie stawiacie? Ile środków zebranych uznacie za sukces?

Naszym minimum jest sprzedaż ok. 35 sztuk na cały świat. Cena dla pierwszych chętnych to ok, 1200 funtów a pozostali użytkownicy Kickstartera zapłacą 1500 funtów. Bzie to nasza pierwsza partia produkcyjna wycelowana do osób, które pozostaną z nami podczas dalszego rozwoju Turtla. Cel ustawiony będzie na 55 tys. funtów (startujemy jako firma z Manchesteru), a produkcja będzie ograniczona do max. 200 sztuk abyśmy nadal mogli produkować lokalnie z utrzymaniem odpowiedniej jakości.

Zakładając powodzenie kampanii jakie macie plany po niej?

Po kampanii? Oczywiście zacznie się produkcja i prawdziwy biznes. Będziemy także szukać inwestora na wsparcie dalszych planów – tj. zdobycie grantu NCBiR na rozwój produktu b2b, oraz będziemy rozwijać środowisko Turtla i prawdopodobnie budować następne wersje.

Co moglibyście poradzić innym twórcom start-upów, które pracują nad jakimiś realnymi produktami? 

Nie bójcie się stwierdzenia „hardware is hard”. To prawda, że projekty hardware’owe są bardziej skomplikowane i trudniejsze w rozwoju, ale są wdzięczne pod tym względem, że budujecie coś realnego. Coś co każdy może dotknąć i powiedzieć „dobra robota”. Uważajcie na to, żeby nie wpaść w wizję Waszego produktu montowanego w fabrykach na taśmie przez dziesiątki (często chińskich) rąk. Jako start-up teraz jesteście tam, gdzie były wszystkie firmy motoryzacyjne na początku XX wieku i tam pozostańcie przez chwilę. Łatwiej jest wyłapać wszystkie błędy konstrukcyjne na własnym stole niż na stanowisku montażowym tysiące kilometrów od Was, a w hardware nie będziecie mieli potem przycisku update.

Przczytaj także na MamBiznes.pl

Rozmawiał Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*