„Sam pomysł może nie wypalić, jeśli nie pomyślimy kto go kupi”

Sam pomysł może nie być właściwym, jeśli na początku nie pomyślimy, kto go kupi i jak go sprzedać. Pośpiech we wprowadzeniu produktu na rynek nie jest wskazany – uważa dr Gregory Prokopski, wykładowca na kanadyjskim Uniwersytecie McGill i gość konferencji InnoShare’18.

 

Natalia Grzebisz: Jakie wskazówki dałby Pan osobom, które startują ze start-upem?

Gregory Prokopski: To co działało 10-20 lat temu, nie działa dzisiaj. Dawniej fundusz venture capital mógł wybrać 10 pomysłów, wszystkie je sfinansować i niemal zawsze jeden okazywał się wielkim sukces, dwa – po prostu sukcesami, a reszta padała. I to działało. Dziś konkurencja między start-upami jest tak duża, ze z tych 10 może nawet jeden nie osiągnąłby sukcesu. Sam pomysł to za mało. Dziś musimy być znacznie mądrzejsi w tworzeniu start-upu, wykorzystując rozsądnie ograniczone zasoby finansowe, czasowe i ludzkie.

A jakie jest najlepsze rozwiązanie?

– Model iteracyjny Lean Startup, zespoły wielofunkcyjne, a w branżach technologicznych – inżynierowie, którzy nie tylko są w stanie zaprojektować i wykonać produkt, ale też rozumieją podstawy marketingu i biznesu. To rozumienie wpływa bezpośrednio na jakość i kształt rozwiązań, które tworzą. Tacy inżynierowie mają większe szanse zbudować coś, co się sprzeda, coś wokół czego da się zbudować biznes.

Jak się ma model iteracyjny Lean Startup do czyjegoś pomysłu na start-up?

– Jednym z najbardziej niebezpiecznych mitów start-upu jest to, że najważniejszy jest pomysł. Oczywiście jest on ważny, ale istotniejsze jest, jak on się sprzeda oraz systematyczność i elastyczność myślenia w jego rozwijaniu. Wiele pomysłów przechodzi w czasie rozwoju kompletną transformację. Takim przykładem jest chociażby Uber, który miał początkowo mieć własną flotę limuzyn i kierowców. Myślę, że ten mit wagi pomysłu zrodził się z filmów i wiedzy powszechnej. Wiara w to, że jeżeli już coś wymyślimy i mocno się uprzemy, to na pewno to wyjdzie, może być zgubne, bo ta reguła może działała 20 lat temu, ale teraz już nie można na to liczyć. Dziś na świecie start-upy używają modelu iteracyjnego, aby stworzyć mechanizm, nazwijmy go, „wczesnej selekcji naturalnej” – na każdym etapie startupu testować pomysł względem wcześniej ustalonych kryteriów, które pomogą zadecydować, czy warto jest kontynuować, czy należy zmienić kierunek, czy też nie. Niestety, w większości start-upów generalna ideą jest „zbudujmy i zobaczymy, co się stanie”, co właściwie gwarantuje sukces takiego testu, bo zawsze „coś się stanie”. Takie postępowanie powoduje kosztowne porażki.

Jak więc przekuć pomysł na sukces?

– Najpierw poprzez edukowanie inżynierów na temat marketingu, biznesu, i systematycznego podejścia do rozwoju startupu. Na Uniwersytecie McGill istnieje Biuro Transferu Technologii, które m.in. udostępnia dwa semestry wykładów dla inżynierów, biotechnologów itd., którzy niekoniecznie nawet chcą mieć własny start-up, ale przypuszczają, że mogą chcieć w start-upie pracować, a przynajmniej chcą zrozumieć, z czym by się to wiązało i czy ich umiejętności i osobiste cele życiowe są zgodne ze środowiskiem i dynamiką start-upów. Na całym świecie przełożenie idei naukowców na biznes jest nie lada wyzwaniem. Jednym z rozwiązań są właśnie takie spotkania jak Innoshare, które dają możliwość poznania i wymiany doświadczeń obu światów.

Przeczytaj także na MamBiznes.pl

Rozmawiała
Natalia Grzebisz

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*