Słodka firma, czyli jak pasję przekuć w dochodowy biznes?

Przygodę z biznesem zaczynała w 2011 roku. Mimo, iż nie miała wykształcenie i doświadczenia cukierniczego rozkręciła firmę właśnie w tej branży. Zaczynając była zaopatrzeniowcem, cukiernikiem, dekoratorem, księgową i kierowcą w jednej osobie. Jej słodkie arcydzieła szybko znalazły fanów, a na liście klientów ma takie marki jak Facebook czy Google. Rozmawiamy z Ulą Stępniak, założycielką firmy Słodki Muffin.

Grzegorz Marynowicz: Proszę powiedzieć skąd pomysł na taki biznes?

Ula Stępniak: Tak naprawdę swoją przygodę z wypiekami zaczęłam bardzo wcześnie, bo już jako mała dziewczynka. Pasję do tworzenia słodkości przekazała mi moja babcia Albinka, która była doskonałą mentorką i skarbnicą wiedzy kulinarnej. Zanim jednak założyłam pracownię cukierniczą i zaczęłam robić to, co tak naprawdę sprawia mi radość, pracowałam w korporacji w dziale obsługi klienta. Po otrzymaniu awansu i zajęciu stanowiska kierowniczego, uświadomiłam sobie, że to jednak nie jest zajęcie dla mnie. Postanowiłam coś w swoim życiu zmienić. Dodatkowym bodźcem do zmian była choroba syna. Dieta, na którą musiał przejść, miała być bogata w owoce i warzywa. Pojawiło się pytanie: jak przekonać trzyletnie dziecko do ich jedzenia? Okazało się, że muffinki z jabłkowym nadzieniem to idealne rozwiązanie. Szybko słodkie babeczki znalazły fanów nie tylko w postaci mojego syna, ale także znajomych i przyjaciół, którzy składali zamówienia na różnego rodzaju imprezy. Po licznych namowach doszłam do wniosku, że własna pracownia cukiernicza to coś dla mnie i tak powstał Słodki Muffin.

Jakich inwestycji wymagało uruchomienie tego biznesu? Czy wcześniej miała Pani doświadczenie w tej branży?

Nie mam wykształcenia cukierniczego, a gdy zakładałam swój słodki biznes nie miałam nawet doświadczenia w tej branży. Wszystko co tworzę to efekt mojej wielkiej pasji i ciężkiej pracy. Tak jak wspomniałam, wiele zawdzięczam też mojej babci, która wprowadziła mnie w świat wypieków i cierpliwie tłumaczyła, dlaczego np. biszkopt należy mieszać ręcznie, a nie mikserem. Od zawsze kochałam piec i miałam zacięcie do eksperymentowania. Spędzam np. długie godziny w kuchni, żeby zrobić idealny krem. Uwielbiam podejmowanie prób stworzenia czegoś nowego, zwłaszcza te zakończone sukcesem.

O ile wiem początki nie były łatwe. Proszę opowiedzieć jak to wyglądało?

Słodki Muffin powstał w 2011 roku i był firmą jednoosobową. Początki były trudne, jak to zwykle bywa. Liczba zamówień sięgała zaledwie 5 tygodniowo, a przychody ledwo starczały na opłacenie ZUS-u. Zaczynałam sama. Byłam zaopatrzeniowcem, cukiernikiem, dekoratorem, księgową i kierowcą w jednej osobie. Odpowiadałam na maile i odbierałam telefony, robiłam kilka rzeczy w jednym momencie. Na początku w ofercie były same muffinki, potem cupcakesy, a po dwóch latach pojawiły się także torty urodzinowe i weselne oraz candy bary. Obecnie mamy około 70 zamówień tygodniowo, największe obłożenie jest oczywiście w weekendy. Zatrudniam jednak trzy osoby, które przejęły część obowiązków i dzielnie mnie wspierają.

Gdzie powstają te słodkie arcydzieła i jak to wygląda od kuchni?

Wszystkie słodkie wypieki powstają w mojej pracowni, która ma jeden cel: spełniać słodkie marzenia klientów, bez względu czy dotyczą tortu urodzinowego, weselnego czy słodkiego muffinka. Dlatego Słodki Muffin nie jest zwykłą cukiernią, w której można wypić kawę i coś zjeść. Jest to warsztat rzemieślniczy, który w 100 proc. spełnia oczekiwania klientów.

Proszę się pochwalić jakich klientów ma Pani w swoim portfolio i jak to się robi, że Google czy Facebook zamawiają Pani wypieki?

Oprócz klientów indywidualnych, pieczemy także dla firm. Stałymi bywalcami u nas są właśnie Google, Facebook, Starbucks czy Stadion Narodowy. Ciągle się rozwijamy i nie boimy się wyzwań. Jesteśmy w stanie sprostać praktycznie każdym potrzebom naszych wymagających klientów. Przykładem jest przygotowanie przez moją pracownię tortu na 61. urodziny Beatlesa – Sir Paula McCartneya. Każdy klient jest dla nas tak samo ważny i poświęcamy mu tyle samo czasu i uwagi, żeby w pełni spełnić jego oczekiwania.

Porozmawiajmy o liczbach. Ile jaj, mąki, cukru itp. miesięczne Pani zużywa? 🙂

Przy obecnej liczbie zamówień tygodniowo, zużywamy ok. 700 jaj, ponad 80 kg mąki, niezliczoną ilość śmietany i owoców sezonowych. Od samego początku postawiliśmy na to, by nasze wypieki były najwyższej jakości. Jajka pochodzą od kur z wolnego wybiegu, a masło i śmietana od tego samego producenta. W każdy słodki wypiek wkładamy nie tylko wiele pracy czyczasu, ale także serca.

Prowadzisz własny biznes i chcesz o nim opowiedzieć? Napisz prosimy na kontakt@mambiznes.pl?

Sprzedaż odbywa się rozumiem w punkcie stacjonarnym cukierni, tak? Co sprzedaje się najlepiej?

Zamówienia na słodkie wypieki można składać osobiście lub telefonicznie. Zamówienia są później odbierane z naszej pracowni. Osobiście dostarczamy torty ślubne, dbamy, żeby były transportowane w warunkach chłodniczych i odpowiednio zabezpieczone. Jeśli jest taka potrzeba, składamy tort na Sali weselnej. Co sprzedaje się najlepiej? Zdecydowany prym w zamówieniach Słodkiego Muffina wiodą torty ślubne. To, że są robione na zamówienie – to zdecydowanie zbyt mało powiedziane. Przed przyjęciem zamówienia, rozmawiamy z klientami, doradzamy, aby sprostać ich oczekiwaniom. Dopiero po takiej dyskusji, gdy znane są już gusta, pracownia przystępuje do realizacji wymarzonego tortu. Z kolei jeśli chodzi o słodycze reklamowe to największym zainteresowaniem cieszą się babeczki oraz ciasteczka maślane z logotypem. Natomiast w sezonie bożonarodzeniowym robimy przeważnie pierniki, które pakujemy w folię i przewiązujemy wstążką.

Czy ten biznes uzależniony jest od sezonu, pory roku?

Zdecydowanie widać sezonowość – torty ślubne królują od maja do października, w okolicy grudnia pojawiają się zlecenia na słodycze bożonarodzeniowe – pierniczki, muffinki z podobizna Św. Mikołaja. Natomiast niezależnie od pory roku wykonujemy torty urodzinowe i na chrzciny.

Jakimi kanałami dociera Pani do klientów?

Kluczem do sukcesu okazało się założenie profilu na Facebooku i poczta pantoflowa. Systematycznie wstawiałam na Facebooka zdjęcia moich wypieków, opisywałam porażki przy eksperymentach z nowymi smakami i chwaliłam się każdym małym sukcesem. Pomogli także znajomi, którzy polecali mnie kolejnym osobom.

Z perspektywy czasu: co mogłaby Pani poradzić osobom, które myślą o własnym biznesie?

Najważniejsze jest to, by nie tracić wiary w swój pomysł. Jeśli czujesz, że to co robisz ma sens, sprawia ci satysfakcję i nakręca do działania – nie rezygnuj z tego, choćby wszyscy wokół mówili, że to się nie uda! Śmiało realizuj swoje marzenia i zmierzaj prosto do celu, nawet jeśli po drodze zdarzają się ciężkie chwile. Przeczytaj także na MamBiznes.pl:

Rozmawiał Grzegorz Marynowicz

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*