Bańka start-upowa pęknie?

Jeszcze do niedawna wystarczył pomysł na biznes, by inwestorzy zaczęli ustawiać się w kolejce. Jednak w ostatnim czasie wyraźnie widać, że start-upowi inwestorzy odchodzą od „ołtarza wzrostu” i zaczynają czcić finansową ostrożność – napisał Shira Ovide w felietonie dla Bloomberga.

Fot. tomwang

Liczba dotacji na założenie firmy jest dzisiaj tak duża i tak szeroko dostępna, że w wielu przypadkach wystarczy tylko pomysł, by rozpocząć działalność. Są nawet przypadki, że potrzeba raptem kilka minut, by uzyskać odpowiednią kwotę wsparcia. Jednak powoduje to, że środki bardzo często są „przejadane”. Wynika to z tego, że w biznesplanach bardzo często przyjmuje się zbyt optymistyczne warunki, ale także nie analizuje się wszystkich możliwości. Konsekwencją tego jest brak zysku w późniejszym okresie, co niejednokrotnie doprowadza do bankructwa start-upu. Przykładów takich pomysłów jest bardzo dużo. Przed kilkoma laty na portalu MamBiznes.pl napisaliśmy artykuł, w którym przedstawiliśmy start-upy, które (nie) radzą sobie po latach.

Duże start-upy też z problemami

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku dużych „start-upów” jak, chociażby UBER. Wydawać by się mogło, że jest to biznes będący żyłą złotą. Jednak w rzeczywistości nie jest już tak różowo. Po raz kolejny firma nie przynosi zysków. Tylko w tym roku inwestorzy UBERA odnotowali stratę w wysokości 25 centów przypadających na każdy dolar przychodu.

Nieco inna sytuacja miała miejsce w przypadku start-upu Nextbike. Jeszcze przed rokiem Szef Nextbike Polska mówił dla MamBiznes.pl, że w 2019 osiągnięty zostanie przychód w wysokości 43 mln zł. Problemem okazała się jednak wielkość kosztów, które generowała rosnąca ilość wykorzystywanych rowerów. To sprawiło, że spółka stanęła na granicy niewypłacalności. W pewnym sensie można powiedzieć, że Nextbike stał się ofiarą własnych sukcesów.

Wiele start-upów dzisiaj to coraz częściej skarbonka bez dna, które, aby przetrwać, muszą posiłkować się środkami od inwestorów. Jak zauważył Shire Ovide, inwestorzy zaczęli się niepokoić ogromnymi kwotami pompowanymi w nierentowne start-upy dopiero kilka lat temu. Bańka nie pękła, ale z balonu uszło trochę powietrza.

Komentarz dla MamBiznes.pl

Artur Banach

partner w Movens Capital

Rzeczywiście rynek VC znalazł się w takim momencie rozwoju, że musi trochę zmienić podejście do wycen i budowania wzrostu wartości spółek w imię poprawy funkcjonowania całej branży. Dlatego w perspektywie globalnej oczekujemy znacznie silniejszej koncentracji funduszy VC na zdrowym tzw. unit economics spółek portfelowych, co oznacza wzrost znaczenia marży i zysku zamiast agresywnego zdobywania rynku bez względu na koszty. To słuszny kierunek, w którym pójść powinna cała branża.

Za to problem narosłej bańki startup-owej, o którym coraz częściej mówi się za oceanem, w ogóle nie znajduje zastosowania na krajowym gruncie. Mimo ponad 20 lat dynamicznego rozwoju ekosystemu startup-owego w Polsce wciąż jesteśmy na początku drogi. Wyceny spółek technologicznych w naszym kraju daleko odbiegają od poziomów obserwowanych w Europie Zachodnie czy USA. Zupełnie nieporównywalne są też poziomy finansowania – podczas gdy tamtejsze spółki z sukcesem zamykają kolejne duże rundy finansowania, każdorazowo wyraźnie poprawiając swoje wyceny, w Polsce biznesy z obszaru wysokich technologii wciąż mają problemy z pozyskiwaniem środków na etapie rund B i późniejszych. Dlaczego tak się dzieje? Dynamiczny wzrost polskich startupów w ostatnich latach był w przeważającej mierze finansowany ze środków publicznych PARP i NCBR, a w znacznie mniejszym stopniu przez sektor VC. Wystarczy popatrzeć na dane. Wg raportu Dealroom w latach 2013-2018 średnia wartość inwestycji realizowanych przez VC per capita danego kraju pokazuje, że ten wskaźnik plasuje Polskę nie tylko daleko za globalnymi liderami, ale również dużo poniżej przeciętnej dla regionu CEE. Gdy na mieszkańca Izraela przypadło średnio w tym okresie 235 euro kapitału venture, w przypadku Polski było to tylko 3 euro. Dla porównania dla krajów Europy Środkowo-Wschodnie jest to dwa razy więcej, a dla o wiele mniejszych, ale już posiadających jednorożce, krajów takich jak Estonia i Litwa wynosi odpowiednio 53 i 18 euro. Jest zatem kogo gonić i właśnie nadrabianie tych zaległości, czyli coraz większy wpływ funduszy VC na polski rynek, będzie siłą napędową zmian w najbliższych latach.

Przeczytaj także na MamBzines.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

*
*